Gomera

15.09.2016 – 17.09.2016

OPIS PODRÓŻY

15.09.2016 r.

Po powrocie na przystań promową w Los Cristianos na Teneryfie poczekaliśmy jeszcze chwilę na wjazd na prom obserwując załadunek. W szczególności podziwialiśmy wyczyny kierowców TIR-ów, którzy musieli wjeżdżać na pokład tyłem. Prawdę mówiąc my też zostaliśmy dość dziwnie wprowadzeni do środka. Szybko dowiedzieliśmy się dlaczego. Otóż promy linii Fred Olsen są nietypowe, gdyż to katamarany z jedną furtą rufową (z reguły promy mają dwie furty przednią i tylną, dzięki czemu można wjechać na nie z jednej strony, a wyjechać na wprost z drugiej), za to pływają szybciej od konkurencji. Prom nie miał zbyt dużej infrastruktury (sklepy, restauracje), ale co wymagać na 50-minutowy rejs.

Na Gomerę dotarliśmy około 20:00 i czekała nas jeszcze około 47 km droga do naszego noclegu. Zaczęło się ściemniać, a droga wiodła po górach, nieoświetlonymi i krętymi drogami. Po drodze nie było praktycznie siedzib ludzkich, bo większość trasy wiodła przez Park Narodowy Garajonay. Do tego miejscami jechaliśmy nie dość, że po ciemku, to w gęstej mgle, czy raczej w nisko zawieszonych chmurach. Radio przestało grać naszą ulubioną kanaryjską stację Cuarenta, a zamiast niej złapaliśmy wyłącznie stację grającą specyficzną muzykę filmową prosto z filmów grozy. Zdecydowanie spotęgowało to nasze odczucia… 🙂

Widok z Casa Rural Guadá, czyli naszego domku na Gomerze
Widok z Casa Rural Guadá, czyli naszego domku na Gomerze

Valle Gran Rey – W końcu dotarliśmy do Valle Gran Rey, a raczej w miejsce, do którego zaprowadziła nas nawigacja. Niestety nie wiedzieliśmy jak dalej jechać… Wydrukowana mapka z internetu wskazywała na nieistniejąca drogę, więc zatrzymaliśmy się w pobliżu skrzyżowania i tablic kierunkowych. Dzięki temu mogliśmy zadzwonić do właścicieli naszego wiejskiego domku i podać gdzie jesteśmy. To był strzał w dziesiątkę, bo okazało się, że musimy tylko skręcić w lewo w uliczkę i cały czas nią jechać, aż do numeru 101. Tam czekała na nas mówiąca wyłącznie po hiszpańsku gospodyni, która zaprowadziła nas do Casa Rural Guadá, który okazał się uroczym piętrowym domem z sypialnią, dużą łazienką i garderobą u góry oraz pokojem dziennym z aneksem kuchennym, niewielką toaletą i tarasem na dole.

16.09.2016 r.

Valle Gran Rey widziana podczas rejsu
Valle Gran Rey widziana podczas rejsu

Rejs z Valle Gran Rey – Z kwatery pojechaliśmy do pobliskiego portu, gdyż na ten dzień zaplanowaliśmy sobie rejs. Tego dnia odbywał się tylko jeden rejs, więc wzięliśmy czterogodzinną wycieczkę z firmy Excursiones Tina (40€ za osobę – all inclusive). Rejs rozpoczynał się o 10:30, mieliśmy więc ponad godzinę czasu na spokojne wypicie kawy w portowej kawiarni i obserwację fitnessu na plaży organizowanego dla turystów. Po 10-tej weszliśmy na statek, zajęliśmy miejsca na górnym pokładzie, żeby mieć dobrą widoczność. Byliśmy zadowoleni, że na statku było stosunkowo kameralne grono turystów z różnych krajów, w tym najwięcej niemieckojęzycznych. Rejs rozpoczął się punktualnie i wypłynęliśmy w poszukiwaniu waleni i delfinów. Cały czas towarzyszyła nam miła pilotka, która opowiadała o widokach i zwierzętach, jakie możemy zobaczyć oraz służyła pomocą. Jak się okazało była Niemką, która na stałe zamieszkała na Gomerze.

Delfin butlonosy podczas rejsu z Valle Gran Rey
Delfin butlonosy podczas rejsu z Valle Gran Rey

Dość długo podziwialiśmy piękne klify, góry  i plantacje bananów na wybrzeżu, nim w końcu, po około dwóch godzinach,  udało się załodze namierzyć walenie. Ponownie mogliśmy obserwować grindwale krótkopłetwe. Tym razem było ich naprawdę dużo, gdyż płynęły w stadzie wraz z młodymi. Był to wspaniały widok. Obsługa postanowiła jednak poszukać jeszcze delfinów. Po niedługim czasie natrafiliśmy na delfiny butlonose, które są najbardziej znanym gatunkiem i stosunkowo łatwo je spotkać w naturze. Świetne wrażenie. Zaprezentowały się nam w całej okazałości, a to dlatego, że skakały wysoko ponad taflę wody. Teraz przyszedł czas na toast, podano nam więc sangrię z owocami. Pijąc bardzo smacznego drinka przepływaliśmy tuż pod klifami, oglądając ich ciekawą strukturę oraz wydrążone przez wodę jaskinie.

Delfin butlonosy podczas rejsu z Valle Gran Rey
Delfin butlonosy podczas rejsu z Valle Gran Rey

Zatrzymaliśmy się w zatoczce La Cantera, na której brzegu stoją ruiny dawnej przetwórni tuńczyków, a w której my mieliśmy czas na kąpiel. Woda była stosunkowo zimna, ale przyjemna, szczególnie, że podczas rejsu były wysokie fale i mocno bujało łodzią. Mogliśmy więc odpocząć od nieustannego kołysania, które pomału dawało się nam we znaki. Po pływaniu poczuliśmy się od razu lepiej i z przyjemnością zjedliśmy obiad, na który podano nam świeżo grillowanego tuńczyka z kanaryjskimi ziemniaczkami i surówkami, a do tego do wyboru: woda, soki i wino.

Tamargada na Gomerze
Tamargada na Gomerze

Vallehermoso, Tamargada, Mirador El Santo i Mirador El Palmarejo – Po oceanicznej wycieczce pojechaliśmy na zwiedzanie wyspy. Ruszyliśmy drogą GM-1 w kierunku Tamargady. Po drodze musieliśmy przejechać przez malowniczy Park Narodowy Garajonay, a przy okazji zobaczyliśmy jak oznaczane są szlaki w Parku, którego zwiedzanie zaplanowaliśmy na kolejny dzień. Park znajduje się na wysokości powyżej 1000 m n.p.m. i dlatego jest tam zimno, wilgotno i cały czas przewalają się przez niego nisko zawieszone chmury. Praktycznie wszystkie drogi na Gomerze są widokowe, ponieważ prowadzą przez góry. Co jakiś czas można zatrzymać się na miradorach, z których rozciągają się piękne widoki.

Vallehermoso na Gomerze
Vallehermoso na Gomerze

W drodze do Tamargady minęliśmy malowniczą miejscowość Vallehermoso z pięknymi kolorowymi domami w otoczeniu urokliwych palm oraz innej roślinności. Sama Tamargada mimo zachęcającego opisu w przewodniku, okazała się mniej atrakcyjna niż się spodziewaliśmy, aczkolwiek warto było zobaczyć tę maleńką miejscowość położoną na tarasach z tradycyjnymi kanaryjskimi domami i licznymi palmami. W drodze powrotnej do Valle Gran Rey, zatrzymywaliśmy się w punktach widokowych, z których szczególnie interesujące były Mirador El Santo i Mirador El Palmarejo.

Widok z Mirador el Santo na Gomerze
Widok z Mirador el Santo na Gomerze

Pierwszy z nich znajduje się nieco powyżej drogi i trzeba do niego skręcić, a następnie przejść przez bramę utworzoną przez akwedukt, aby spojrzeć w głąb wąwozu, w którym rozlokowała się malowniczo miejscowość Taguluche. Z kolei El Palmarejo to mirador piękny sam w sobie z palmami, smoczymi drzewami i wysokimi kaktusami, z którego obserwować można wąwóz Gran Rey. Nam przy okazji udało się po raz pierwszy obserwować sokoła berberyjskiego, który przysiadł na krzewie poniżej. Po powrocie na kwaterę podziwialiśmy jeszcze piękne widoki z naszego tarasu. Nie mogliśmy spędzić zbyt dużo czasu na zewnątrz, gdyż wiał bardzo silny wiatr, charakterystyczny dla niewielkich wysp na środku oceanu.

17.09.2016 r.

Park Narodowy Garajonay na Gomerze - Ruta 5 - Las Creses
Park Narodowy Garajonay na Gomerze – Ruta 5 – Las Creses

Park Narodowy Garajonay – Ruta 4 – Barranquillos – Można powiedzieć, że na rozgrzewkę wybraliśmy niewielki okrężny szlak – Ruta 4 – Barranquillos wiodący wśród mrocznego i tajemniczego lasu wawrzynowego oraz wrzosowisk. Ubraliśmy się nieco cieplej, gdyż na tej wysokości było chłodniej niż na wybrzeżu. Mieliśmy sporo szczęścia, gdyż tego dnia z rana nie było chmur i świeciło słońce. Głównym celem był Mirador de Alojera, z którego widać było ocean i niewielką osadę Alojera. Sam szlak o długości 1 km był bardzo prosty i zajął nam zaledwie 20 minut.

Sokół berberyjski w Parku Narodowym Garajonay na Gomerze
Sokół berberyjski w Parku Narodowym Garajonay na Gomerze

Park Narodowy Garajonay – Ruta 5 – Las Creses – Szlak Las Creses (Ruta 5) był nieco dłuższy, liczył 4,5 km, a pokonanie go zajęło nam 1 godzinę i 20 minut. Była to łatwa ścieżka o stosunkowo niewielkich różnicach poziomu, za to prowadziła przez malowniczy las laurowy z powykręcanymi drzewami o omszonych pniach oraz licznymi i dużymi paprociami, przez który z trudem przedzierało się słońce. Dodać musimy, że lasy wawrzynowe, inaczej laurowe, to unikatowe lasy pierwotne, pochodzące z trzeciorzędu i w przypadku Gomery, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. 

Park Narodowy Garajonay - Ruta 17 z Pajarito na szczyt Alto de Garajonay na Gomerze
Park Narodowy Garajonay – Ruta 17 z Pajarito na szczyt Alto de Garajonay na Gomerze

Park Narodowy Garajonay – Ruta 17 – Pajarito-Alto de Garajonay  – Idąc trzecim ze szlaków (Ruta 17) zaczęło pojawiać się coraz więcej chmur. Szlak w pierwszej części wiódł pod górę przez częściowo spalony las wawrzynowy, dzięki czemu teren był bardziej odkryty i można było podziwiać okolicę. Głównym celem wycieczki był najwyższy szczyt Gomery – Alto de Garajonay (1487 m n.p.m.). Stojąc na samej górze widzieliśmy  wyłaniającą się  od czasu do czasu malowniczą skałę Fortaleza de Chipude. W wielu miejscach podziwialiśmy sokoły berberyjskie krążące nad lasem lub przysiadające na suchych gałęziach. Cała okrężna trasa zajęła nam 1 godzinę i 45 minut. Ważna uwaga, schodząc z Alto de Garajonay, należy iść w dół za oznaczeniami Ruta 7, która rozdziela się wkrótce na Ruta 7 i Ruta 17.

Skała Chipude na Gomerze
Skała Chipude na Gomerze

Chipude – Aby obejrzeć z kilku stron samotną i bardzo charakterystyczną skałę Fortaleza de Chipude należy pojechać widokową drogą CV-17. Najlepszy widok mieliśmy z Mirador de Igualero, na którym znajduje się kościół Św. Franciszka. Dojechawszy do miejscowości Chipude, zatrzymaliśmy się w Sonia Bar Restaurante, w którym zjedliśmy pysznego królika w sosie (conejo en salsa – obfita porcja za 8,5€), a do tego rewelacyjny deser z mąki kukurydzianej, przypominający coś między budyniem a pianką i polany miodem palmowym (frangollo con miel de palma – porcja 3€). Po zjedzeniu ruszyliśmy w stronę San Sebastian de la Gomera, a po drodze zatrzymywaliśmy się jeszcze w punktach widokowych, z których obserwowaliśmy wąwozy, skały oraz samo San Sebastian.

Torre del Conde w San Sebastian de la Gomera
Torre del Conde w San Sebastian de la Gomera

San Sebastian de la Gomera – Na przystań promową dotarliśmy bez problemów, jednakże brama do portu była jeszcze zamknięta. Zaparkowaliśmy na pobliskim parkingu i poszliśmy na spacer po San Sebastian de la Gomera, czyli stolicy wyspy. Pierwszym naszym celem był niewielki park, na którego środku stoi Torre del Conde, czyli Wieża Hrabiego, najstarszy budynek w mieście. Później poszliśmy Calle Real z najładniejszymi budynkami, aż do kościoła – Iglesia De La Asunción o typowej dla Wysp Kanaryjskich architekturze i wnętrzu. Wróciliśmy do portu, który był już otwarty, więc mogliśmy ustawić się w liniach i oczekiwać na wjazd na prom. Niestety nasz statek spóźnił się, więc zamiast o 18:00, odpłynęliśmy około 18:30.

Santa Cruz de Tenerife – Po dopłynięciu do Teneryfy, pozostał nam tylko przejazd na nocleg w Hotel Horizonte w Santa Cruz de Tenerife (nie rekomendujemy tego obiektu). Dojazd drogą szybkiego ruchu to była czysta przyjemność. Gorzej z dotarciem wąskimi, jednokierunkowymi uliczkami stolicy Teneryfy do hotelu. Na szczęście nasza nawigacja, choć z trudem, to jednak doprowadziła nas do celu. Zaparkowaliśmy na hotelowej kopercie i poszliśmy załatwić formalności. Pracownik hotelu wskazał nam jak dostać się na wcześniej zarezerwowane miejsce parkingowe odległe od hotelu o kilkaset metrów. Zanieśliśmy bagaże do pokoju, który okazał się nieprzytulny i ponury. Po zakwaterowaniu pojechaliśmy zaparkować samochód.

Opis podróży na poprzednią wyspę  znajdziesz w poniższym linku:

Teneryfa  – 10-15.09.2016 r.

Ciąg dalszy opisu podróży znajdziesz w poniższych linkach:

La Palma  – 18-21.09.2016 r.

El Hierro  – 22-25.09.2016 r.

Lanzarote  – 26-30.09.2016 r.