Tatry 2013

21-29.09.2013 r.

21.09.2013 r.

Dolina Gąsienicowa i widok na Świnicę
Dolina Gąsienicowa i widok na Świnicę

Gubałówka – Tradycją naszą stało się już, że po dojeździe do Zakopanego, zakwaterowaniu, wjeżdżamy kolejką na Gubałówkę. Obecnie do wyboru są aż trzy sposoby wjazdu na górę: kolejką linowo-terenową, tą najbardziej znaną (wagonikiem po szynach) oraz sześciosobowym wyciągiem krzesełkowym z Doliny Szymoszkowej lub kawałek dalej dwuosobowymi krzesełkami na Butorowy Wierch. My wjechaliśmy główną kolejką wprost z targowiska pod Gubałówką. Nie mogliśmy się oprzeć, żeby nie wypróbować zjeżdżalni wózkowej, czyli zjazdu rynną na małym wózku imitującym sanki. Zabawa przednia, można rozwinąć całkiem niezłą prędkość i jednocześnie podziwiać widoki na góry. Potem tradycyjnie poszliśmy obejrzeć przepiękną panoramę Tatr, a następnie wsród kramów skierowaliśmy się w stronę Butorowego Wierchu. Po spacerze tą samą kolejką zjechaliśmy na dół. Nasz nocleg, który możemy w ciemno polecić to kwatera u Pani Marii Sztokfisz na Brzozowej 16, tuż obok PKS-u. Kwatera jest świetnie położona, bo z PKS-u odjeżdżają busy we wszystkie potrzebne kierunki, a do Krupówek jest jakieś 10 minut. Do tego blisko są sklepy, a sama kwatera jest bardzo zadbana, bo przemiła właścicielka ciągle inwestuje.

22.09.2013 r.

Nad Morskim Okiem
Nad Morskim Okiem

Morskie Oko i Czarny Staw – Wcześnie rano wyruszyliśmy busem do Palenicy Białczańskiej, skąd poszliśmy w kierunku Morskiego Oka. Planowaliśmy wejść na Rysy. Po drodze obserwowaliśmy góry, na których była już całkiem pokaźna warstwa śniegu. Minęliśmy Wodogrzmoty Mickiewicza i przez Wołosate dotarliśmy nad Morskie Oko. W schronisku dowiedzieliśmy się, że szlak na Rysy jest mocno przysypany i miejscami śnieg ma ponad pół metra. Dość zaprawieni w wedrówkach górskich turyści zrezygnowali z wejścia na szczyt, gdyż nie mieli zimowego sprzętu. Nam radzili to samo. Postanowiliśmy wejść jak najwyżej, czyli do granicy śniegu. Przeszliśmy prawą stroną Morskiego Oka do Czarnostawiańskiej Siklawy.

W drodze pod Rysy. W dole Czarny Staw
W drodze pod Rysy. W dole Czarny Staw

Podczas wędrówki podziwialiśmy piękne barwy jesieni, czerwoną jarzębinę i góry odbijające się w tafli czystego Morskiego Oka. Wspięliśmy się do Czarnego Stawu pod Rysami. U góry musieliśmy ubrać czapki, ponieważ było naprawdę zimno. Ruszyliśmy w górę, a nagrodą był widok na oba stawy na raz. Szlak był ciężki i coraz bardziej ośnieżony. Doszliśmy do pewnego etapu i zawróciliśmy. Uznaliśmy, że w tych warunkach nie sposób dojść na szczyt i zejść o przyzwoitej porze, poza tym po co świadomie ryzykować kiedy i tak nie byłoby widoków, bo szczyty tonęły w chmurach. Zamiast tego postanowiliśmy podejść pod Mięguszowiecki Szczyt. Zrobiliśmy dokładnie tak samo. Weszliśmy jak wysoko się dało, dzięki temu pooglądaliśmy widoki z innej perspektywy. Zeszliśmy do Morskiego Oka i drugą stroną wróciliśmy do schroniska, a potem 9,5 km w dół  do busa.

23.09.2013 r.

Wąwóz Kraków
Wąwóz Kraków

Jaskinie w Dolinie Kościeliskiej – Kolejny dzień z uwagi deszczową aurę poświęciliśmy na Dolinę Kościeliską i jej jaskinie. Minęliśmy miejsce oznaczone jako pozostałość dawnej huty z XVIII w. oraz Jaskinię Mroźną, którą zwiedziliśmy w 2004 r. Następnie przeszliśmy przez Bramę Kraszewskiego, czyli bramę skalną. Tu musimy dodać, że Dolina Kościeliska nie obfituje w widoki na góry, za to posiada wiele urokliwych skał.

Wąwóz Kraków i Smocza Jama – Skręciliśmy w żółty szlak do Wąwozu Kraków, aby dojść do Smoczej Jamy. Wąwóz Kraków jest niezwykle malowniczy, dość wąski, a jego dno pokryte jest kamieniami. Tego dnia były one bardzo mokre i śliskie od deszczu.Doszliśmy do końca wąwozu, aż do drabiny prowadzącej do Smoczej Jamy. Drabina była dość wysoka i również bardzo śliska, więc wchodziliśmy ostrożnie. Następnie zaczęły się łańcuchy pomagające wejść po bardzo stromej skale. Przejście przez jaskinię, która jest niemal pionową studnią także nie było łatwe. Trzeba było zmagać się z bardzo śliskimi skałami, których buty nie chciały się trzymać. Na szczęście były cały czas łańcuchy, po których wciągaliśmy się pod górę. Było to ciekawe i jak dla nas całkiem ekstremalne przeżycie.

Podejście do Jaskini Raptawickiej
Podejście do Jaskini Raptawickiej

Jaskinia Raptawicka – Udaliśmy się dalej Doliną Kościeliską i później szlakiem czerwonym do kolejnych dwóch jaskin, czyli Raptawickiej i Mylnej. Rozpoczęliśmy od Raptawickiej, do której droga wiodła po pionowych skałach, po których wejście możliwe jest tylko dzięki łańcuchom. Do tego padał silny deszcz i wiał dokuczliwy wiatr. Było zimno, mokro i ślisko. Za to po zejściu drabiną w czeluść jaskini było znacznie przyjemniej. Przyświecając sobie latarkami czołówkami zaczęliśmy penetrować grotę. Obejrzeć można główną komorę, z której przechodzi się bardzo niskim przejściem do małej komory, potem jeszcze do dwóch innych komór. Trochę trzeba się poprzeciskać, ale efekt jest niesamowity. Eksploracja Jaskini Raptrawickiej jest ciekawym przeżyciem, szczególnie dla amatorów. Zejście po skałach w tych warunkach było jeszcze trudniejsze od wejścia.

W Jaskini Raptawickiej
W Jaskini Raptawickiej

Obłazkowa Jama i Jaskinia Mylna – Najpierw natrafia się na Jaskinię Obłazkową, czyli stosunkowo niewielką Jamę, której tylko pierwsza część jest łatwo dostępna. Przeszliśmy korytarzem tyle ile się dało i poszliśmy dalej do Jaskini Mylnej. Ta Jaskinia jest największym wyzwaniem dla zwykłych turystów w Tatrach. Przejście bez pomyłki ułatwia czerwony szlak. Jest to o tyle ważne, że w kilku miejscach wydaje się, że należy iśc w zupełnie inną stronę niż rzeczywiście należy. Zapewne stąd wzięła się nazwa groty. W wielu miejscach przejścia są bardzo niskie, wąskie, trzeba się niemal czołgać lub przeciskać szczelinami. W jednym miejscu idzie się pod kątem niemal 45 stopni, a w innym idzie się po półce skalnej przytrzymujac się łańcucha, aby nie wpaść w rozpadlinę.

Nad Smreczyńskim Stawem
Nad Smreczyńskim Stawem

Poza tym w jaskini jest dużo błota i wody, za to przeżycie wspaniałe i jak dla nas niegrotołazów całkiem ekstremalne.

Smreczyński Staw – Na koniec wybraliśmy się jeszcze nad Smreczyński Staw, który poza jeziorem nie zaoferował nam żadnych widoków. Góry były kompletnie we mgle. Staw wyglądał za to tajemniczo i jednocześnie malowniczo. Było to miłe zakończenie tego ekscytującego dnia.

24.09.2013 r.

W drodze na Przełęcz Iwaniacką
W drodze na Przełęcz Iwaniacką

Przez Przełęcz Iwaniacką – Zapowiadał się piękny dzień, więc postanowiliśmy wybrać się w Tatry Zachodnie. Gdy dojechaliśmy do Doliny Chochołowskiej okazało się, że pada, a góry są totalnie we mgle. Stwierdziliśmy, że nie ma sensu wspinać się na szczyty, za to wymyśliliśmy na prędce, że przejdziemy przez Przełęcz Iwaniacką na Halę Ornak i wrócimy Doliną Kościeliską. Ruszyliśmy przez las przechodząc co jakiś czas przez strumienie. Nie przestawało padać, ale humor i tak nam dopisywał 🙂 Gdy dotarliśmy do schroniska, byliśmy już nieźle przemoczeni. Wypiliśmy herbatkę “po góralsku”, pośmialiśmy się z innymi turystami, co nieco się osuszyliśmy i ruszyliśmy w dół Doliną Kościeliską.

25.09.2013 r.

Dolina Pięciu Stawów
Dolina Pięciu Stawów

Szpiglasowy Wierch przez Dolinę Pięciu Stawów – Dzień rozpoczęliśmy w Palenicy Białczańskiej skąd doszliśmy do Wodogrzmotów Mickiewicza, z których po dwóch deszczowych dniach spływało bardzo dużo wody potęgując efekt. Skręciliśmy na zielony szlak wiodący Doliną Roztoki (2h 10 minut) do Doliny Pięciu Stawów. Po deszczu przyszedł mróz, więc drzewa i podszycie lasu było mocno oszronione. Do tego zrobiło się zimno, ale za to widoki były przepiękne. Pod dojściu do Siklawy okazało się, że w nocy padał nawet śnieg, skały są oblodzone i śliskie. W tym momencie po raz pierwszy przydały nam się nowozakupione raczki, czyli nakładki z zębami na obcasy butów trekingowych. Świetna rzecz!

Szlak na Szpiglasową Przełęcz
Szlak na Szpiglasową Przełęcz

Dzięki temu bez większych problemów doszliśmy do Doliny Pięciu Stawów otoczonej ośnieżonymi szczytami. Poszliśmy dalej niebieskim szlakiem wzdłuż Wielkiego Stawu Polskiego napawając się widokami. Świeciło słońce i skały były suche, więc zdjęliśmy raczki. Po małym posiłku, skręciliśmy w żółty szlak prowadzący między Stawem Wielkim a Czarnym, gdzie musieliśmy po kamieniach przejść po strumieniu łączącym stawy. Początek był całkie niezły, ale im szliśmy wyżej, tym było gorzej. Szlak był coraz bardziej ośnieżony i co gorsza śliski.

W drodze na Szpiglasową Przełęcz
W drodze na Szpiglasową Przełęcz

Widać, że dodatnia temperatura w dzień robiła swoje. Musieliśmy założyć raczki i mogliśmy ruszyć. Po śliskim, ośnieżonym podejściu, zaczęły się łańcuchy. Pierwszy łańcuch wiódł po wąziutkiej, oblodzonej półce skalnej. Dla nas z raczkami na nogach była ona do przejścia, ale dla innych była to ściana płaczu, którą nie wszyscy zdecydowali się pokonać… Dalej było bardzo stromo, momentami niemal pionowo, na szczęście szlak do samej przełęczy był zabezpieczony łańcuchami. Na przełęczy (2.110 m n.p.m.) nie było już śniegi i świeciło piękne słońce.

Widok ze Szpiglasowej Przełęczy
Widok ze Szpiglasowej Przełęczy

Jako ukoronowanie dnia, postanowiliśmy wejść jeszcze na Szpiglasowy Wierch (2.172 m n.p.m.), skąd rozciągąły się niesamowite widoki, zarówno na polską, jak i słowcką stronę. Doskonale widzieliśmy całą Dolinę Pięciu Stawów, Morskie Oko, Czarny Staw i słowacki Ciemnosmreczyński Niżny Staw, poza tym Rysy, Mięguszowieckie Szczyty i całą Orlą Perć. Pozostało nam tylko długie zeiście do Morskiego Oka i dalej do Palenicy Białczańskiej. Oj był to długi dzień, ale niezwykle piękny i pełen wrażeń 🙂

26.09.2013 r.

Siklawica
Siklawica

Przez Przełącz w Grzybowcu – Kolejny dzień miał być lżejszy, więc postanowiliśmy pójść Doliną Małej Łąki, potem przez przełęcz w Grzybowcu do Doliny Strążyskiej i jeszcze zahaczając o wodospad Siklawica. Widoki pojawiły się dopiero na Wielkiej Polanie Małołąckiej, na której mieliśmy dodatkową atrakcję, czyli jakieś porykiwania. Najbardziej przypominało to odgłosy zbliżającego się niedźwiedzia. Byliśmy całkiem sami, więc niekoniecznie chcieliśmy spotkania z misiem, tym bardziej, że mógłby być głodny 🙂 Mieliśmy nadzieję, że to może jeleń, bo przecież to czas rykowisk… Z Polany rozciągał się widok na Czerwone Wierchy mieniące się kolorami jesieni. Czarnym szlakiem dotarliśmy na Przełęcz w Grzybowcu (1311 m n.p.m.) i dalej zeszliśmy do Doliny Strążyskiej. Z Polany Strążyskiej doskonale widać Giewont, na który ciągnęły jak zwykle tłumy turystów. My przed spacerem do Siklawicy postanowiliśmy zjeść naszą ulubioną kwaśnicę w Bacówce i to był błąd. Nie mogliśmy się nadziwić jak mnóstwo przypraw zawierała. Była pyszna, ale najwyraźniej przyprawy miały zatuszować jej wątpliwą świeżość. Efekty objawiły się już niedługo… Do wodospadu było niedaleko, według mapy 15 minut, nam dojście zajęło 7 minut. Sam wodospad Siklawica jest naprawdę wart zobaczenia. Zeszliśmy malowniczą Doliną Strążyską wzdłuż potoku do Zakopanego. Pogoda się zepsuła, wieć nie żałowaliśmy, że nie poszliśmy wyżej. Podziwiając zakopiańską zabudowę, wróciliśmy na kwaterę.

27.09.2013 r.

Na Kończystym Wierchu
Na Kończystym Wierchu

Kończysty i Starorobociański Wierch – Wędrówkę rozpoczęliśmy w Dolinie Chochołowskiej, z której skręciliśmy na czerwony szlak prowadzący na Trzydniowiański Wierch. Szlak najpierw prowadził ostro w górę, a później wysokimi stopniami. Dookoła rozciągały się piękne widoki, a nad nami kołował orzeł bielik. Wyżej szlak prowadził wśród kosodrzewin po korzeniach. W dole rozciągała się Polana Chochołowska, a stok Trzydniowiańskiego Wierchu był pięknie oszroniony. Ze szczytu (1.758 m n.p.m.) rozciągała się rozległa panorama na Tatry Zachodnie. Stąd weszliśmy na Kończysty Wierch (2.002 m n.p.m.). Szlak wiódł między oszronionymi stokami.

Widok ze Starorobociańskiego Wierchu
Widok ze Starorobociańskiego Wierchu

Niesamowity efekt. Poszliśmy w kierunku kolejnego szczytu, czyli Starorobociańskiego Wierchu (2.176 m n.p.m). Było bardzo zimno, na tyle, że ubraliśmy czapki. Ciekawie oblodzone były słupki i tabliczki szlakowe, a także trawa, kamienie i wszystko dookoła. Tatry Zachodnie charakteryzują sie tym, że o tej porze roku mienią się pięknymi kolorami, począwszy od różnych odcieni zieleni, przez pomarańcz, żółcienie i czerwienie, na brązach i szarościach skończywszy. Dodatkowo szron dodawał górom bieli, co razem dawało piękny efekt. Musimy dodać, że szlaki w Tatrach Zachodnich są kamieniste i przypominają gruz, który osuwa się spod nóg, w przeciwieństwie do Tatr Wysokich, w których szlaki prowadzą po kamiennych stopniach lub dużych głazach.

Widok ze Starorobociańskiego Wierchu
Widok ze Starorobociańskiego Wierchu

Doszliśmy do Siwego Zwornika (1.965 m n.p.m.), a następnie przez Siwe Turnie zeszliśmy do Siwej Przełęczy (1.812 m n.p.m.). Rzeczywiście kolor siwy dominował w krajobrazie otaczających nas skał, uzasadniając nazwy poszczególnych miejsc. Pozostało nam tylko bardzo długie zejście w dół do Doliny Chochołowskiej, w której wypożyczyliśmy rowery, aby błyskawicznie zjechać w dół, aż do postoju busów. Jest to świetny pomysł po długiej i męczącej wędrówce.

28.09.2013 r.

W drodze na Świnicką Przełęcz
W drodze na Świnicką Przełęcz

Kasprowy Wierch i Przełęcz Świnicka – Jak zwykle rano wybraliśmy się na szlak. Tym razem naszym celem był Kasprowy Wierch (1.987 m n.p.m.), który postanowiliśmy zdobyć idąc pieszo. Szlak nie jest trudny, aczkolwiek dość długi (około 3 h). Po drodze obserowaliśmy jadącą tuż nad naszymi głowami kolejkę linową, mieliśmy widoki na otaczające góry oraz Zakopane w dole. Na szczycie pojawiły się chmury, które przesłoniły widoki na Giewont i Kopę Kondracką. Po zjedzeniu szarlotki w schronisku poszliśmy w drugą stronę, czyli w kierunku Świnicy. Szliśmy na Przełęcz Liliowe (1.952 m n.p.m.), skąd mieliśmy piękny widok na Zielony Staw i kilka mniejszych. Przeszliśmy przez szczyt Beskid (2.012 m n.p.m.), cały czas widząc górujący nad okolicą, majestatyczny szczyt Świnicy, a w dali najwyższy szczyt Tatr, czyli Gerlach. Przez Skrajną Turnię (2.071 m n.p.m.) dotarliśmy do Przełęczy Świnickiej (2.051 m n.p.m.), z której zeszliśmy dość stromym szlakiem do Doliny Gąsienicowej podziwiając mijane niewielkie stawy. Od schroniska w Dolinie poszliśmy żółtym szlakiem do Doliny Jaworzynki (szlakiem niebieskim schodziliśmy kilka lat wcześniej) i dalej do Kuźnic.

29.09.2013 r.

Orzechówka Zwyczajna
Orzechówka Zwyczajna

Zakopane – Przed wyjazdem do domu wyraliśmy się jeszcze na Krupówki, aby zrobić ostatnie zakupy oscypków, bundzu i wyrobów z drewna. Z żalem opuszczaliśmy nasze ukochane Tatry i Zakopane, w których byliśmy po raz piąty.