Tatry zimą

06.01.2006 r. – 14.01.2006 r.

06.01.2006 r.

Autobus do Zakopanego mieliśmy o 23:30, jednakże bojąc się, że nie dostaniemy biletów, na PKS-ie byliśmy już o godz. 22:30. Czekaliśmy trochę na Dworcu, na mrozie, aż w końcu z opóźnieniem przyjechał nasz autobus. Udało nam się na niego dostać i nie musieliśmy realizować planu „B”, czyli dojazdu do Zakopanego samochodem. Spaliśmy w autobusie z przerwami, aż do Krakowa. Następnie zjedliśmy przygotowane w domu śniadanie i podziwialiśmy piękne widoki na Zakopiance.

07.01.2006 r.

Zakopane – Autobus przyjechał do Zakopanego punktualnie i byliśmy na kwaterze przed godziną 10:00. Nasza gospodyni poprosiła, abyśmy zostawili bagaże i przyszli za godzinę, gdyż musiała przygotować pokój. Zrobiliśmy małe rozeznanie – sprawdziliśmy okoliczne sklepy i busy.  Gdy wróciliśmy, pokój był już gotowy, mały, ale bardzo ładny.

Na Krupówkach w Zakopanem
Na Krupówkach w Zakopanem

Najważniejsza była lokalizacja kwatery tuż przy dworcu autobusowym i w odległości 10-minut od Krupówek. Rozpakowaliśmy się, zjedliśmy co nieco, ubraliśmy się ciepło i poszliśmy na Krupówki, żeby pooddychać atmosferą tego deptaku. Sprawdziliśmy też kolejkę na Gubałówkę i popatrzeliśmy na zjeżdżających z góry narciarzy. Później poszliśmy pod Wielką Krokiew. Po drodze podziwialiśmy ośnieżone domki góralskie, zwisające z nich sople, jadące sanie i zwały śniegu.

Wielka Krokiew w Zakopanem
Wielka Krokiew w Zakopanem

Gdy dotarliśmy pod skocznię zauważyliśmy informację o kuligu, na który postanowiliśmy się zapisać w kolejnych dniach. Wróciliśmy na Krupówki, żeby zjeść obiad w greckiej restauracji. Zamówiliśmy danie dnia, na które składał się: gyros, frytki, dwie surówki i dwa sosy. Jedzenie było przepyszne, a wystrój i atmosfera restauracji rzeczywiście nawiązywała do Grecji – obrazy z budowlami greckimi i grecka muzyka. Następnie wróciliśmy na kwaterę, żeby się ogrzać,  a wieczorem ponownie poszliśmy na Krupówki, żeby zobaczyć je oświetlone kolorowymi ozdobami. Na Krupówkach było bardzo dużo rosyjskojęzycznych turystów.

08.01.2006 r.

W drodze do Morskiego Oka - Włosienica
W drodze do Morskiego Oka – Włosienica

Morskie Oko – Wstaliśmy rano i poszliśmy do busa jadącego do Morskiego Oka. Bus jechał bardzo krętą, ośnieżoną drogą. Jadąc czuć było jak samochód się ślizga. Wysiedliśmy w Polanicy Białczańskiej i ruszyliśmy na szlak. Mróz był siarczysty. Idąc wyłaniały nam się piękne widoki na ośnieżone góry, których szczyty oświetlały pierwsze promienie słońca. Minęliśmy zlodzone Wodogrzmoty Mickiewicza.

Morskie Oko
Morskie Oko

Całość wyglądała zupełnie inaczej niż latem, zwłaszcza, że wszystko dookoła było pokryte około półtorametrową warstwą białego puchu. Mieliśmy szczęście, bo był zaledwie drugi stopień zagrożenia lawinowego, więc bez problemu mogliśmy dojść do samego schroniska. Skróciliśmy trochę drogę, gdyż poszliśmy ścinając zakręty. Po drodze mijały nas sanie zaprzężone w dwa konie. Gdy doszliśmy do schroniska po dwóch godzinach i czterdziestu minutach, zobaczyliśmy, że Morskie Oko jest całkowicie zamarznięte i przysypane śniegiem.

Morskie Oko
Morskie Oko

Weszliśmy do schroniska, żeby ogrzać się i napić herbaty oraz posilić kanapkami. Następnie zeszliśmy na zamarzniętą taflę jeziora. Była to niepowtarzalna okazja podziwiania panoramy gór z samego środka Morskiego Oka. Po przejściu na drugą stronę, mieliśmy możliwość podejścia nad Czarny Staw, ale nie byliśmy na to jeszcze gotowi. Wróciliśmy tą samą drogą rozkoszując się widokami. Busem wróciliśmy do Zakopanego. Na obiad zjedliśmy kurczaka z rożna na naszej kwaterze, a wieczorem udaliśmy się na grzany miód pitny.

09.01.2006 r.

Siwa Polana na początku Doliny Chochołowskiej
Siwa Polana na początku Doliny Chochołowskiej

Dolina Chochołowska i Szlak Papieski – Rano szukaliśmy busa, który zawiózłby nas do Doliny Chochołowskiej. Niestety, wszystkie jechały gdzie indziej. W końcu jeden, który jechał do Doliny Kościeliskiej, zdecydował się nas zawieźć. Było bardzo mroźno, ale bezludnie (poza chłopakiem , który przyjechał razem z nami, do samego schroniska nie spotkaliśmy nikogo). Dolina Chochołowska zimą również wydała nam się bardzo piękna, gdyż już na samym początku mogliśmy podziwiać piękną Siwą Polanę z widokiem na góry, pięknymi ośnieżonymi choinkami i mnóstwem śniegu.

Polana Chochołowska
Polana Chochołowska

Wzdłuż doliny płynie częściowo pod lodem strumień, dopełniając malowniczy widok. Po drodze mija się również skały. Szliśmy dwie godziny i dwadzieścia minut do Polany Chochołowskiej, gdzie jest kilka szałasów pasterskich, kapliczka, mały wyciąg narciarki i schronisko, a przede wszystkim piękne widoki na góry, które są w zasięgu ręki. Weszliśmy do schroniska, żeby odpocząć, najeść się i wypić gorącą czekoladę. Następnie ruszyliśmy na Szlak Papieski wiodący ścieżką, którą szedł Papież Jan Paweł II w 1983 r.

Jarząbcza Wyżnia Polana na Szlaku Papieskim
Jarząbcza Wyżnia Polana na Szlaku Papieskim

Szlak najpierw wiódł przez las i był utwardzony przez skuter śnieżny. Następnie wyszliśmy na Wyżnią Polanę Jarząbczą, skąd rozpościerał się przepiękny widok, i od której szlak zaczął robić się znacznie trudniejszy, nie dlatego, że wiódł pod górę, ale dlatego, że nie był wydeptany. Wyglądało na to, że tylko jedna osoba szła przed nami. Każdy krok powodował zapadanie się po kolana, a nawet głębiej w świeżym śniegu. Myśleliśmy, że nie uda się nam dojść do celu – pamiątkowej tabliczki. Szlak miał tę zaletę, że przez cały czas mieliśmy piękne widoki na góry. Co prawda pokonanie całej trasy zajęło nam nie trzydzieści minut, lecz półtorej godziny, alenaprawdę było warto. Było to połączenie wspaniałych widoków i niesamowitego doświadczenia brnięcia w głębokim śniegu. Wróciliśmy tą samą drogą. W Zakopanem poszliśmy na obiad do Karczmy Zagroda znajdującej się na Krupówkach. Karczma przypominała chatę, na której środku było palenisko, do którego obsługa ciągle dokładała drewna, a w tle słychać było góralską muzykę. Wewnątrz były jeszcze ozdoby świąteczne. Zamówiliśmy sobie danie dnia, czyli rumsztyk wołowy z ziemniakami i surówką, a do tego grzane piwo. Wszystko było pyszne, choć porcje niezbyt duże.

10.01.2006 r.

Widok z Gubałówki
Widok z Gubałówki

Gubałówka – Na ten dzień zaplanowaliśmy wjazd na Gubałówkę. Oczywiście załapaliśmy się na pierwszą kolejkę, pierwszy przedział i miejsca tuż za obsługą. Po dojechaniu zobaczyliśmy najwspanialszą panoramę Tatr jaką można sobie tylko wyobrazić. Ponieważ byliśmy bardzo wcześnie, wszystko było jeszcze pozamykane. Poszliśmy, więc na spacer w kierunku Butorowego Wierchu. Po drodze minęliśmy kapliczkę, nowoczesny wyciąg z Polany Szymoszkowej oraz liczne budki.

Na nieczynnym wyciągu na Butorowym Wierchu
Na nieczynnym wyciągu na Butorowym Wierchu

Po przeciwnej stronie mieliśmy widoki na znacznie niższe góry z wyjątkiem wyróżniającej się Babiej Góry. Droga, którą szliśmy była udostępniona dla ruchu i jeździło nią sporo samochodów. Do Butorowego Wierchu nie było daleko. Doszliśmy aż do samego wyciągu krzesełkowego, który jednak był nieczynny. Wróciliśmy z powrotem na Gubałówkę, gdzie na jednym ze straganów kupiliśmy okulary przeciwsłoneczne (słońce tak odbijało się od śniegu, że trudno było wytrzymać).

Odpoczynek na Gubałówce
Odpoczynek na Gubałówce

Później poszliśmy do knajpy, która na dworzu sprzedawała grzane piwo i wino. Zamówiliśmy trunki i usiedliśmy przy stoliku rozkoszując się panoramą Tatr skąpanych w słońcu. Posiedzieliśmy ponad godzinę, a następnie zjechaliśmy kolejką w dół i udaliśmy się pod skocznię, żeby zarezerwować kulig. Kulig miał odbyć się następnego dnia, więc poszliśmy na szlak.

Jaskinia Dziura
Jaskinia Dziura

Ścieżka pod Reglami i Dolina ku Dziurze – Najpierw ruszyliśmy Ścieżką pod Reglami, a potem Doliną ku Dziurze. Sama dolina nie była zbyt atrakcyjna, ale na jej końcu znajdowała się jaskinia, w której można było zobaczyć lodowe nacieki. Sople utworzyły ciekawe stalaktyty z lodu oraz lodowy wodospad. Nie schodziliśmy zbyt głęboko, gdyż zalegał tam śnieg, a do tego nie mieliśmy latarki. Pokusiliśmy się, żeby wejść na górę i zobaczyć jaskinię z innej perspektywy, a dokładnie przez górny otwór. Byliśmy naprawdę jednymi z nielicznych osób, które się tam wdrapały. Trudno było się tam dostać, a jeszcze trudniej zejść. Wracając do centrum, weszliśmy, żeby zjeść danie dnia w Żabim Dworze. Na danie dnia składała się waza żurku, filet z morszczuka z purre i surówkami oraz piwo „za frajer”. Wszystko było pyszne, a atmosfera drewnianego dworku bardzo nam odpowiadała.

11.01.2006 r.

Dolina Kościeliska
Dolina Kościeliska

Dolina Kościeliska i Smreczyński Staw – Rano znowu poszliśmy na busa, który zawiózł nas do Doliny Kościeliskiej. Dolina ta charakteryzuje się dużą ilością mostków i skał. Szliśmy w znacznej części przez ośnieżony las. Na szlaku byliśmy pierwsi i jako pierwsi doszliśmy do Schroniska Na Ornaku. Zimą Dolina Kościeliska wydała nam się piękniejsza niż latem. W schronisku wypiliśmy herbatkę z rumem, a posiliwszy się poszliśmy nad Smreczyński Staw, który był niezwykle malowniczy w zimowej scenerii.

Smreczyński Staw
Smreczyński Staw

Skuty lodem i przysypany śniegiem staw pozwalał na chodzenie po tafli i podziwianie pięknych widoków. Na powierzchni śniegu pojawiły się efektowne kryształki lodu. Po powrocie do Zakopanego poszliśmy na Krupówki, żeby zjeść obiad: zupę pomidorową oraz kotlet schabowy z frytkami i surówką. Następnie poszliśmy na kulig. Byliśmy sporo przed czasem, więc musieliśmy poczekać. Zostaliśmy przydzieleni do sań numer 3, gdzie siedzieliśmy we czwórkę na bardzo wąskich siedzeniach. Nasz koń wabił się Lady i był bardzo narowisty.

Na kuligu w Zakopanem
Na kuligu w Zakopanem

Dostaliśmy zapaloną pochodnię i za chwilę ruszyliśmy. Kulig składał się z ośmiu sań. Najpierw jechaliśmy ulicami Zakopanego, potem pojechaliśmy w kierunki Ścieżki pod Reglami – to był najciekawszy punkt kulig, gdyż jechaliśmy w ciemnościach wzdłuż ośnieżonych choinek. Następnie pojechaliśmy pod skocznię, by znowu wrócić na uliczki Zakopanego, aż do miejsca skąd wyruszyliśmy. Całość trwała około 45 minut. Następnie było ognisko, pieczenie kiełbasek i herbata po góralsku. Wspaniała i niezapomniana impreza.

12.01.2006 r.

Dolina Białego Potoku
Dolina Białego Potoku

Dolina Białego Potoku, Ścieżka nad Reglami i Kalatówki – Dotarcie do szlaku zajęło nam 45 minut drogi, pieszo przez Zakopane. Przeszliśmy obok zamkniętej jeszcze budki z biletami do Parku Narodowego i podążyliśmy Doliną Białego Potoku. Szliśmy wzdłuż praktycznie zamarzniętego potoku, przechodząc raz na jedną jego stronę, raz na drugą. Droga wiodła trochę pod górę wśród pięknie ośnieżonych świerków. Po drodze minęliśmy zakratowane i mocno oblodzone wejście do jaskini. Dolina kończyła się ostrym zakrętem, od którego zaczęło się ostre podejście. Nie wchodziłoby się tak źle, gdyby nie było tak stromo. Musieliśmy iść bardzo powoli i ostrożnie, tworząc butami schody. Doszliśmy w końcu do przełęczy i wówczas zrobiło się bardzo ślisko, choć było w miarę płasko. Następnie doszliśmy do Ścieżki nad Reglami, która w jedną stronę wiodła na Sarnią Skałę, a w drugą do Kalatówek.

Ścieżka nad Reglami
Ścieżka nad Reglami

My poszliśmy w kierunku Schroniska na Kalatówkach. Na początku szlaku przywitała nas tablica „Lawiny”, a kawałek dalej o bezpośrednim zagrożeniu życia, ale my brnęliśmy dalej. Niezbyt wiele osób szło przed nami, gdyż ścieżka miała szerokość buta, a miejscami w ogóle jej nie było i musieliśmy kroczyć po pojedynczych śladach. Widoki były piękne, gdyż szliśmy po całkowicie zasypanych mostkach, pod skałami oraz żlebami, którymi spadają lawiny. Po drugiej stronie mieliśmy gwałtowny spad, a w dali góry i Zakopane. Tam gdzie były mostki widać było jak dużo śniegu się zebrało. Śnieg sięgał powyżej poręczy mostku, a my szliśmy jeszcze wyżej. Wrażenie niesamowite, zapierające dech w piersiach. W ogóle świadomość, że mogą spaść lawiny oraz bliskość przepaści powodowały, że podnosiła nam się adrenalina. Przejście szlaku zajęło nam zdecydowanie więcej czasu niż zakładała to tabliczka szlakowa. Zejście było już dużo prostsze. Najpierw weszliśmy do lasu, gdzie szliśmy prawie po płaskim terenie, a potem weszliśmy nieco w górę na Upłaz Kalacki, z którego rozciąga się przepiękna panorama z Kasprowym Wierchem na czele. Następnie zeszliśmy w dół aż do Schroniska Kalatówki, w którym wypiliśmy herbatę z wiśniówką i zjedliśmy kanapki obserwując ludzi zjeżdżających na nartach. Zeszliśmy do Kuźnic i busem pojechaliśmy na kwaterę.

Zakopane – Mieliśmy dużo czasu, więc poszliśmy do Muzeum Tatrzańskiego znajdującego się blisko Krupówek. Niestety z dwóch wystaw mogliśmy obejrzeć jedynie historyczno – etnograficzną, gdyż przyrodnicza była w remoncie. Na wystawie oglądaliśmy zdjęcia ludzi związanych z Tatrami, Zakopane i Tatry na starych zdjęciach, zrekonstruowaną chatę góralską oraz sprzęty gospodarskie, rzeźby, stroje, instrumenty muzyczne i obrazy. Następnie poszliśmy na kebab z ryżem i surówkami, a do tego obowiązkowe grzane wino. Jedzenie było takie sobie, a bar to drewniana budka, na środku której było drzewo, ale za to mogliśmy oglądać ludzi spacerujących po Krupówkach.

13.01.2006 r.

Widok na Giewont z Polany Strążyskiej
Widok na Giewont z Polany Strążyskiej

Dolina Strążyska, Dolina Małej Łąki i Dolina za Bramką – To był pierwszy dzień, który zaczął się pochmurnie. Już baliśmy się, że rewelacyjna, słoneczna pogoda, towarzysząca nam od początku wyjazdu, skończyła się. Jednak, gdy doszliśmy do wejścia w Dolinę Strążyską, okazało się, że to tylko mgła, która opadała i wyszło znów piękne słońce. Dojście do doliny zajęło nam 50 minut porządnego marszu. Jak zwykle budki z biletami były pozamykane (po prostu byliśmy za wcześnie). Po drodze minęliśmy leśniczówkę, kilka mostków nad prawie zamarzniętym strumieniem. Szliśmy przez las, aż oczom naszym ukazał się Giewont. Widzieliśmy również piękne skały, wśród których wyróżniały się „Trzy Kominy”. W końcu doszliśmy na Polanę Strążyską, skąd rozciągał się piękny widok na Giewont. Na polanie znajdowały się szałasy pasterskie, ale były zamknięte. Następnie przeszliśmy przez wąski mostek i ruszyliśmy w kierunku Przełęczy w Grzybowcu.

Dolina Małej Łąki
Dolina Małej Łąki

Droga wiodła cały czas przez las, szlak był stromy. Im dalej szliśmy, tym było coraz bardziej stromo. Szlak był mocno oblodzony, a do tego niezbyt ciekawy, gdyż nie było widoków na góry. Doszliśmy do rozwidlenia szlaków. Szlak na Giewont był zamknięty od 1.12 do 31.05. My poszliśmy w kierunku Doliny Małej Łąki. Szliśmy dalej przez las schodząc tym razem w dół. Ciekawe widoki czekały nas dopiero na dole, najpierw na Małej Polance, a potem na Dużej Polanie. Prócz widoków, wielkim atutem polan był pięknie skrystalizowany śnieg. Kilkucentymetrowe kryształki lodu w kształcie wielkich śnieżynek wyglądały jak sztuczne i gotowe do powieszenia na choince. Polany dzięki kryształom, skrzyły się w słońcu. Widok wspaniały. Przeszedłszy całą Dużą Polanę weszliśmy w Dolinę Małej Łąki, która nie wyróżniała się niczym szczególnym, ośnieżone drzewa, potok i brak widoków. Dopiero na samym dole mieliśmy możliwość podziwiania gór. Następnie poszliśmy Ścieżką pod Reglami do Doliny za Bramką.

Jasiowe Turnie w Dolinie za Bramką
Jasiowe Turnie w Dolinie za Bramką

Dolina ta była króciutka, ale wyróżniała się dużą ilością skał. Do najładniejszych należały Jasiowe Turnie. Były tam też dwie Skalne Bramy, a dolina kończyła się rozlewiskiem potoku. Tą samą drogą wróciliśmy na Ścieżkę pod Reglami, którą doszliśmy do Doliny Strążyskiej. Następnie skręciliśmy w ulicę Strążyską, a potem w Drogę do Daniela, gdyż postanowiliśmy zjeść obiad w Karczmie Młyniska. W karczmie przy wejściu było palenisko, a my zamówiliśmy kwaśnicę i ruskie pierogi, a do tego dostaliśmy chleb ze smalcem. Pycha. Musimy dodać ciekawostkę, że naprzeciwko nas siedział mężczyzna w stroju białego misia. Widać było jaką pracę na Krupówkach wykonuje 🙂

14.01.2006 r.

Karczma Młyniska w Zakopanem
Karczma Młyniska w Zakopanem

Dolina Olczyska Mieliśmy problem, żeby załapać się na busa, bo żaden nie chciał nas zawieźć do Doliny Olczyskiej. W końcu udało się. Dolina Olczyska to najmniej ciekawa z dolin, które widzieliśmy podczas tego wyjazdu. Szliśmy cały czas przez ponury las, widząc tylko pnie drzew. Dopiero Polana Olczyska otworzyła nam widok na góry. Znajdowało się na niej wywierzysko, czyli źródło krasowe oraz szałas pasterski. Dalej poszliśmy w kierunku Przełęczy pod Nosalem, gdzie szlak krzyżował się z nartostradą.

Zakopane – Później zeszliśmy do Kuźnic, a z Kuźnic do Ośrodka Dydaktycznego Tatrzańskiego Parku Narodowego. Ośrodek w zasadzie stanowiła jedna duża sala, w której znajdowały się zdjęcia i kilka wypchanych zwierząt. Następnie udaliśmy się przez Krupówki na ulicę Kościeliską, na której znajduje się najstarszy zakopiański kościół drewniany oraz cmentarz z oryginalnymi grobami sławnych Zakopiańczyków. Poza tym na ulicy Kościeliskiej znajduje się wiele zabytkowych budynków z Willą Koliba na czele, w której znajduje się Muzeum Stylu Zakopiańskiego. Na wystawę składają się pamiątki po prekursorze stylu zakopiańskiego – Stanisławie Witkiewiczu oraz jego obrazy namalowane pod pseudonimem Witkacy. Potem poszliśmy na obiad na zupę grzybową i mięso w sosie myśliwskim z surówkami. Do tego zamówiliśmy grzane wino.

W Muzeum figur woskowych w Zakopanem
W Muzeum figur woskowych w Zakopanem

Tego dnia obejrzeliśmy jeszcze jedno muzeum – Gabinet Figur Woskowych, w którym były m.in., figury: Roberta de Niro, Charlie Chaplina, postaci z Harrego Pottera, figury sportowców, Kargula i Pawlaka, księżnej Diany, Bruce’a Willisa, Brada Pitta, Kennedych, Georga Busha, Lenina, Papieża Jana Pawła II, Beaty Tyszkiewicz, Krzysztofa Kolbergera, naukowców, innych artystów oraz najgrubszego człowieka. Następnie poszliśmy na desery: krem sułtański, adwokatowy oraz torcik wiedeński. Potem przeszliśmy się po pasażu na Krupówkach i wróciliśmy na kwaterę, a stąd prosto na autobus do Torunia. W pierwszym momencie ucieszyliśmy się, bo autobus miał toaletę, ale nasza radość trwała krótko, gdyż okazało się, że zimą jest nieczynna. Wyjeżdżając z Zakopanego żegnaliśmy się z nim z wielkim żalem.

15.01.2006 r.

Droga powrotna przebiegła bez zakłóceń. Praktycznie cały czas spaliśmy budząc się jedynie podczas postojów. W Toruniu byliśmy punktualnie o 5:30.

WRAŻENIA

Góry zimą wywarły na nas wspaniałe wrażenie. Są niemniej majestatyczne niż latem, a może nawet sprawiają wrażenie potężniejszych. Nie sądziliśmy, że tak bardzo spodoba nam się zimowy wyjazd. To był doskonały odpoczynek.