Hiszpania i Portugalia

21.05.2005 – 10.06.2005

Skrócony plan podróży
Informacje praktyczne

OPIS PODRÓŻY

21.05.2005 r.

Wyjechaliśmy z domu bardzo wcześnie rano, bo czekało nas około 1.000 km drogi. Przez Polskę przejechaliśmy wyjątkowo dobrze, przez Niemcy jeszcze lepiej, bo samymi autostradami. Mieliśmy trochę problemów ze znalezieniem Campingu de l’Ill w Mulhouse, ale gdy już natrafiliśmy na jego oznaczenia to bez trudu do niego dotarliśmy. Camping był ładnie położony, pomijając fakt, że obok były tory kolejowe. Bardzo miły recepcjonista mówił po angielsku, a na koniec pożegnał nas nawet po polsku (miał napisane na kartce pozdrowienia w różnych językach).

22.05.2005 r.

Wyjechaliśmy z campingu najwcześniej jak się dało. Jechaliśmy zwykłymi drogami i podziwialiśmy piękne krajobrazy. Zaintrygowały nas francuskie wsie z urokliwymi domami z pruskiego muru w najróżniejszych kolorach. Szukaliśmy stacji benzynowej, lecz niestety była niedziela i wszystkie były pozamykane. Gdy już naprawdę kończyło się nam paliwo, na szczęście udało nam się namierzyć otwartą stację Shell, która wybawiła nas z problemu. Jazda po Francji zajęła nam więcej czasu niż sądziliśmy, dlatego też ostatnie 150 km postanowiliśmy pokonać autostradą. Byliśmy bardzo zmęczeni, a do tego zaczęło grzmieć i padać. Stwierdziliśmy, że lepiej będzie przenocować we Francji. Niestety brama do napotkanego po drodze campingu była zamknięta, poechaliśmy więc do Hiszpanii. Po przekroczeniu granicy postanowiliśmy zapytać na stacji benzynowej o camping, tym bardziej, że już wcześniej widzieliśmy jego oznaczenia. Obsługa stacji była przemiła, ale nie znała ani słowa po angielsku. Trochę krążyliśmy po miejscowości, aż postanowiliśmy zapytać na innej stacji. Tutaj skierowano nas na camping Capmany, który znajdował się 15 km dalej. Jechaliśmy od granicy z Francją górskimi serpentynami, w strugach deszczu, wśród piorunów i w zupełnej ciemności. Udało nam się dotrzeć na camping, który nie był ogrodzony, więc mimo braku obsługi o godzinie 22:00 rozstawiliśmy namiot, walcząc z bardzo silnym wiatrem i skalistym podłożem, w które musieliśmy mocno wbijać szpilki, żeby wiatr nie zerwał tropiku. Za kolację musiał wystarczyć nam łyk wody mineralnej…

HISZPANIA

23.05.2005 r.

Wiatr nie ustał do rana, jednakże poranek powitał nas pięknym wschodem słońca. Po śniadaniu zrobionym na prędce w bagażniku samochodu, ruszyliśmy na zwiedzanie. Próbowaliśmy zapłacić za camping, ale niestety recepcja była otwarta 19:00-19:30 , a tak długo przecież nie mogliśmy czekać…

Dzielnica żydowska w Gironie
Dzielnica żydowska w Gironie

Girona – Do Girony dojechaliśmy bez większych problemów, mieliśmy jedynie trudności z zaparkowaniem, gdyż wszystkie miejsca były zajęte. Na szczęście znaleźliśmy parking podziemny i mogliśmy zacząć zwiedzanie. Girona zachwyciła nas bardziej niż sądziliśmy. Począwszy od wiszących nad rzeką kamienic, po piękną architekturę i zieleń. Oglądaliśmy z zachwytem monumentalne budowle kamienne: kościoły, katedrę, dzielnicę żydowską, mury miejskie i bramy. Byliśmy w poniedziałek po niedzielnym święcie kwiatów, po którym pozostało mnóstwo ozdób, instalacji i rzeźb zrobionych z kwiatów. Co prawda był tego jeden minus, a mianowicie  nie mogliśmy obejrzeć łaźni arabskich, które były zamknięte, a są bardzo atrakcyjnym zabytkiem. Zrobiliśmy bardzo przyjemny spacer po mieście, dzięki któremu mogliśmy poczuć jego klimat.

Klasztor na Montserrat
Klasztor na Montserrat

Montserrat – Do klasztoru wjechaliśmy drogą wijącą się 10 km wśród skał. Podziwialiśmy piękne góry w kształcie zębów piły. W pierwszym momencie miejsce to nas zawiodło, gdyż niewiele pozostało z atmosfery klasztoru – dużo komercji (różne restauracje, sklepy z pamiątkami). Najpierw obejrzeliśmy zabudowania z zewnątrz, a potem weszliśmy do bazyliki, w której znajduje się słynna, otoczona kultem figura Matki Boskiej. Rzeźba umieszczona jest w krużganku nad ołtarzem i można jej nawet dotknąć, wystarczy poczekać w kolejce wśród tłumu pielgrzymów. Na zewnątrz pod arkadami płonie mnóstwo świec. Następnie udaliśmy się, żeby zwiedzić jedną z pustelni, których jest kilkanaście. Pojechaliśmy tam kolejką zębatą, a następnie ok. 20 minut szliśmy wśród skał podziwiając klasztor nieco z dołu oraz skały. Po drodze mijaliśmy rzeźby tworzące różne sceny. Pustelnia nazywa się Santa Cova, co oznacza Święta Grota i to właśnie w niej znajdowała się niegdyś  figura Matki Boskiej, która obecnie jest w bazylice. Pustelnia jest niewielkich rozmiarów z małym patio i kaplicą.

Z Montserrat pojechaliśmy na Camping 3 Estrellas koło Barcelony. Camping był bardzo luksusowy, znajdował się w lesie, tuż przy piaszczystej plaży nad samym morzem. Na plażę można było przejść bramką prosto z campingu. Poszliśmy więc pospacerować mocząc nogi. Sprawdziliśmy też odjazdy autobusów do Barcelony z przystanku znajdującego się nieopodal campingu.

24.05.2005 r.

Dzielnica Barri Gotic w Barcelonie
Dzielnica Barri Gotic w Barcelonie

Barcelona – Z rana poszliśmy na autobus, który dowiózł nas do samego centrum, a dokładnie do słynnej ulicy Las Ramblas, skąd zaczęliśmy zwiedzanie Barcelony. Las Ramblas to duża, ruchliwa ulica – deptak. Po obu jej stronach znajdują się jezdnie, wzdłuż których stoją kamienice, a środkiem biegnie deptak. Jest on porośnięty  drzewami i znajdują się na nim przeróżne kramy, kioski, restauracje, kawiarnie. Niezwykle interesujące wydało nam się to, że można tu kupić zwierzęta od chomików po kury, a także kwiaty i pamiątki. Doszliśmy do Kolumny Kolumba, która kończy ulicę. Wjechaliśmy windą na samą górę, skąd podziwialiśmy panoramę Barcelony.

Kościół Sagrada Familia w Barcelonie
Kościół Sagrada Familia w Barcelonie

Później chodziliśmy uliczkami w poszukiwaniu innych zabytków. Najpierw trafiliśmy do mrocznej katedry z dziedzińcem otoczonym krużgankami, na którym rosną palmy i żyją gęsi pośród gotyckiej architektury. Zobaczyliśmy także dzielnicę gotycką (Barri Gotic), pozostałości rzymskiej bramy i akweduktu oraz różne inne budynki.Następnie pojechaliśmy metrem, żeby obejrzeć najsłynniejszą budowlę Gaudiego – kościół Sagrada Familia. Po wyjściu ze stacji metra zaparło nam dech w piersiach. Oczom naszym ukazała się wspaniała, choć ciągle w budowie, gigantyczna świątynia. Nie sposób opisać jej piękna. Jest niesamowita z mnóstwem rzeźb i detali o najróżniejszych kształtach. Do środka nie weszliśmy z dwóch powodów: bardzo wysokiej ceny, a także faktu, iż jest to nadal jeden wielki plac budowy.

25.05.2005 r.

Monestir de Poblet
Monestir de Poblet

Monestir de Poblet – Rano wyruszyliśmy piękną górską drogą wiodącą nad samym morzem. Klasztor położony jest samotnie wśród pól. Jest to gigantyczna, monumentalna, romańska budowla, którą otacza mur z blankami. Zwiedzanie zaczęliśmy od kościoła. Następnie weszliśmy z wycieczką młodzieży katalońskiej do środka. Na szczęście dostaliśmy informację w języku angielskim. Zwiedziliśmy różne pomieszczenia takie jak: kuchnia, refektarz, biblioteka, skryptorium, parlatorium, dormitorium, kapitularz oraz przepiękne patio z fontanną. Zobaczyliśmy ponownie kościół, ale tym razem z przewodnikiem, w którym znajdują się groby królów katalońskich. Klasztor jest nadal czynny i mieszkają w nim cystersi.

Amfiteatr rzymski w Tarragonie
Amfiteatr rzymski w Tarragonie

Tarragona – Do Tarragony dotarliśmy bez problemu, zaparkowaliśmy na podziemnym parkingu i poszliśmy zwiedzać. Deptakiem przypominającym Las Ramblas w Barcelonie dotarliśmy aż do morza i promenadą doszliśmy do amfiteatru, który był jednym z wielu rzymskich zabytków, które chcieliśmy zobaczyć. W dole ujrzeliśmy piękny amfiteatr na tle morza. W samym zabytku spotkała nas miła niespodzianka, a mianowicie godziny otwarcia obiektów były od 9:00 – 21:00 i można je było zwiedzać za darmo, gdyż byliśmy w środę, która okazała się dniem darmowych wstępów. Amfiteatr bardzo nam się podobał, choć tylko w niewielkim stopniu zachowały się oryginalne ławki. Można było wejść na arenę i obejrzeć pozostałości pomieszczeń. Nie omieszkaliśmy też posiedzieć chwilę na widowni. Następny zabytek, cyrk rzymski, był jeszcze ciekawszy. Z pozoru wydawało się, że pozostały tylko niewielkie fragmenty oraz dobudowana później średniowieczna wieża, jednakże pod powierzchnią ziemi zachowała się cała sieć pomieszczeń cyrkowych, które można swobodnie zwiedzać i to w absolutnej ciszy. Pomieszczenia były ciekawie oświetlone, co potęgowało wrażenie. Z cyrku było przejście do wieży pretoriańskiej – pozostałości po forum, w której znajdowała się wystawa, a ze szczytu której podziwiać można było panoramę Tarragony, jej monumentalne zabytki, piękną zieleń i jeszcze piękniejsze morze. Następnie udaliśmy się do katedry, w której wszystko było wielkie, a zwłaszcza portal. Obejrzeliśmy ją z zewnątrz i szliśmy dalej uliczkami podziwiają okoliczne kamienice. Potem poszliśmy na pasaż archeologiczny wiodący pomiędzy dwiema liniami murów miejskich: średniowiecznych i rzymskich. Następnie udaliśmy się na forum rzymskie. Były to niezbyt pokaźne ruiny na lekkim wzniesieniu, przedzielone ulicą, nad którą wiodła kładka łącząca obie części forum. Ostatnie miejsce było najmniej ciekawe, gdyż zamiast ruin teatru zobaczyliśmy zarośniętą i zaniedbaną kupkę kamieni.

Po zwiedzaniu pojechaliśmy szukać noclegu pod Walencją. Nie bez trudu trafiliśmy do miejscowości Pucal na Camping & Bugalows Puzol Playa de Pucol, w której były dwa z pozoru nieczynne campingi. Na szczęście jeden z nich miał otwartą bramę. Na terenie kręciło się kilku turystów, ale nigdzie nie było obsługi. Ulokowaliśmy się w zacisznym miejscu, wokoło walały się śmieci, a podłoże stanowiły drobne kamyczki. Na domiar złego wszędzie unosił się puch z topoli, a w kranach była tylko zimna woda.

26.05.2005 r.

Brama Torres Serranos w Walencji
Brama Torres Serranos w Walencji

Walencja – Rano długo szukaliśmy kogoś, komu moglibyśmy zapłacić za camping. W końcu znaleźliśmy pracownika campingu – niezwykle ciemnej karnacji Afrykańczyka, który malował basen, przygotowując go do sezonu. Bez większych przeszkód dotarliśmy do Walencji i zaparkowaliśmy na podziemnym parkingu. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od parku oraz terenów rekreacyjnych znajdujących się w wysuszonym korycie rzeki, której bieg zmieniono w związku z wielkimi powodziami. Weszliśmy na górę przechodząc obok bardzo charakterystycznej bramy Torres Serranos. Następnie udaliśmy się w kierunku katedry, mijając po drodze siedzibę rządu Walencji oraz bardzo ładną kaplicę Dziewicy. Katedra była również bardzo ciekawa. Na głównym placu w Walencji znajdowało się mnóstwo kramów z różnorodnymi pamiątkami i rękodziełem. Na placu kupiliśmy pyszne lody.  Następnie poszliśmy szukać informacji turystycznej, bo w planach na ten dzień mieliśmy jeszcze Procesję Bożego Ciała, gdyż podobno w tym mieście jest wyjątkowo uroczyście obchodzona. Niestety okazało się, że wszystkie procesje są wieczorem… 🙁 Poszliśmy jeszcze na Plac Ratuszowy, żeby zobaczyć Ratusz. Wyjechać z Walencji było znacznie trudniej niż wjechać. Długo błądziliśmy po ulicach, a potem okolicznych miejscowościach, nie mogąc znaleźć wjazdu na autostradę. Nie chcieliśmy ponownie nocować na tym samym nędznym campingu, znaleźliśmy więc inny w miejscowości Xilxes. Camping był położony nad samym morzem i był znacznie lepszy od poprzedniego. Miał jedną wadę: nikt nie mówił po angielsku. Rozbiliśmy namiot i poszliśmy na plażę. Musieliśmy jednak siedzieć na krzesełkach, ponieważ plaża na której byliśmy zupełnie sami, była kamienista. Na campingu była jeszcze jedna ciekawoastka z oznaczeniem toalet. Żaden z cudzoziemców nie wiedział co oznacza „C” i „S” i w ten sposób mężczyźni wchodzili często do „S” co oznaczało Señoras (panie), a kobiety do „C” co oznaczało Caballeros (panowie).

27.05.2005 r.

Vall de Uixo – Do jaskini pojechaliśmy wcześnie rano, gdyż czytaliśmy, że trudno się do niej dostać. Byliśmy tak wcześnie, że kasa nie była jeszcze otwarta. Po otwarciu zdobyliśmy pierwsze bilety i czekaliśmy na wejście. Jaskinię w większości zwiedzało się płynąc łodzią. Nasza miała numer 17. Z łodzi nie można było robić zdjęć i filmować, jednakże jeden z pracowników robił pamiątkowe zdjęcia, które można było odebrać po wyjściu z jaskini. Fragment trasy pokonywało się pieszo. Jaskinia nie zachwyciła nas swoją szatą naciekową, a ponadto na wodzie panował duży tłok. Mimo wszystko była to miła wycieczka. Zaskoczyła nas słaba dbałość o zachowanie jaskini w pierwotnej postaci, wiele miejsc, w których padało sztuczne światło, pokrywały mchy i inna zieleń.

Alcala del Jucar
Alcala del Jucar

Alcala del Jucar – Jechaliśmy po prawie płaskim terenie, aż w pewnym memencie musieliśmy zjechać w dół, w głąb wąwozu, na którego zboczach znajduje się miasto wykute w skale. Są to białe domy, których fasady przyklejonw są do skał, a wnętrza są w nich wydrążone. Niektóre domy przchodzą na wylot przez skałę. Najpierw zatrzymaliśmy się po jednej stronie skały, aby zobaczyć okna, a potem z drugiej strony, żeby zobaczyć fasady. Nad wszystkim górowały ruiny zamku. Siedzieliśmy kilkanaście minut w parku rozkoszując się widokiem i popijając granit, w dole szumiała oryginalna kaskada utworzona na rzece, a nad nią znajdował się most prowadzący do domów w skale. Temperatura osiągała 320C w cieniu.

Z Alacali pojechaliśmy w poszukiwaniu kolejnego campingu. Był to położony na odludziu Camping Mariola. Na tym campingu po raz pierwszy piliśmy hiszpańskie wino – bardzo tanie, ale bardzo pyszne, sprzedawane niczym sok w kartonach.

28.05.2005 r.

Zamek arabski w Guadalest
Zamek arabski w Guadalest

Guadalest – Guadalest to arabskie miasto położone na skale. Jest pięknie rozlokowane nad turkusowym jeziorem. Niestety tego dnia zamek i muzeum były zamknięte. Mogliśmy więc podziwiać tylko widoki i architekturę.

Les Fonts de L’Algar – Wyczytaliśmy w przewodniku, że niedaleko Guadalest znajdują się wodospady Algaru. Długo krążyliśmy nim dowiedzieliśmy się, że nie jest to aż tak blisko, lecz dopiero w pobliżu miejscowości Callosa.

Les Fonts de l'Algar
Les Fonts de l’Algar

Dotarliśmy na miejsce i zostawiliśmy samochód na prywatnym parkingu i trzeba było kawałek dojść. Les Fonts de l’Algar okazało się romantycznym parkiem z wodospadami, mniejszymi kaskadami, mostkami i przepiękną roślinnością.

Elche – Planowaliśmy zobaczyć las palmowy, ale Elche nas zawiodło. Być może nie byliśmy w odpowiednim miejscu, a być może szukaliśmy czegoś co przypomina lasy w Polsce, a nie parku z palmami. Za to w samym Elche, gdzie niepotrzebnie zjechaliśmy widzieliśmy przepiękny skwer palmowy.  Camping Granada znaleźliśmy bez problemów. Położony był poza miastem, lecz z widokiem na panoramę miasta. Wyszukaliśmy sobie przytulne miejsce. Chcieliśmy bardzo wcześnie rano ruszyć na zwiedzanie Alhambry, ale było jedno „ale” musieliśmy samochód zostawić na specjalnym parkingu, żeby rano nie budzić innych turystów, gdyż w Hiszpanii cisza nocna trwa od 2400 do 800. Wiązało się to z koniecznością zaniesienia rano całego naszego dobytku do samochodu bardzo stromym podejściem.

29.05.2005 r.

Patio Lwów w Palacios Nazaries w Alhambrze
Patio Lwów w Palacios Nazaries w Alhambrze

Granada – Dzięki pomocy recepcjonistki z camping do Alhambry trafiliśmy bezbłędnie. Zaparkowaliśmy na jednym z olbrzymich parkingów i przy kasie byliśmy przed 700, a i tak kolejka liczyła przynajmniej 20 osób. Jednakże dopiero za nami zaczęła ustawiać się cała rzesza ludzi. Weszliśmy w pierwszej turze turystów i skierowaliśmy się do Pałacu (Palacio) Nazaries. Po drodze minęliśmy kościół, ruiny jakichś zabudowań, Pałac Carlosa V, aż w końcu weszliśmy do pałacu. Byliśmy po raz pierwszy w życiu w prawdziwym arabskim pałacu z jego cudownymi zdobieniami, nieporównywalną do niczego architekturą, pięknymi patio, niesamowitymi fontannami oraz zielenią. Niezatarte w pamięci wrażenie pozostawiają dekoracje ścian, sufitów i podłóg. Misternie wykonane koronkowe napisy, ornamenty, sufity przypominające rozgwieżdżone niebo, ściany pokryte ażurowymi wersetami z koranu i akantem, oraz przepiękne wszechobecne łuki nie mające nic wspólnego z architekturą europejską. Wszystko wykonane z gliny, trzciny i drewna oraz bardzo kolorowe. Widać, że sułtan wraz ze swoim haremem żył bardzo luksusowo. Pałac posiada mnóstwo pomieszczeń, patio, zbiorników wodnych i jest to jeden z najpiękniejszych zabytków jaki widzieliśmy (ciężko nie zgodzić się z autorem przewodnika, którym się posługiwaliśmy, że jeżeli byłoby nam dane zobaczyć tylko jedno miejsce w Hiszpanii to musiałaby to być Alhambra). Z Pałacu Nazaries udaliśmy się do Pałacu Carlosa V. Jest on w stylu renesansowym z okrągłym dziedzińcem i arkadowymi krużgankami, monumentalny, ale bardzo surowy. Robi przygnębiające wrażenie zwłaszcza po obejrzeniu Pałacu Nazaries.

Ogrody Generalife - Alhambra
Ogrody Generalife – Alhambra

Następnie zwiedziliśmy ruiny Alcazaby czyli ogromnego zamku arabskiego broniącego Alhambry. Zamek zachował się w bardzo dobrym stanie, a zwłaszcza jego rozliczne wieże, z których można pięknie obserwować panoramę miasta. W środku zamku zachowały się również fragmenty domów mieszkalnych. Potem oglądaliśmy Ogrody Generalife wraz z pałacem. Trudno wyobrazić sobie piękniejsze… Znajdowało się tam mnóstwo równo przyciętych żywopłotów, pięknie kwitnących roślin i krzewów, wszechobecna woda, fontanny i piękna architektura przypominająca Palazio Nazaries. Nic dziwnego, że ogrody te w swym założeniu miały przypominać koraniczny raj. Upojeni widokami, pojechaliśmy w dalszą drogę  w kierunku Rondy. W Rondzie trafiliśmy na procesję, więc mieliśmy problem ze znalezieniem właściwej drogi. Na szczęście pomógł nam jak zwykle miły hiszpański policjant. Gdy dotarliśmy na camping zostawiliśmy tam tylko swoje rzeczy i pojechaliśmy zwiedzać następną atrakcję.

Cueva de la Pileta – Baliśmy się zostawić przed tą atrakcją swój samochód, gdyż słyszeliśmy, że są tu częste kradzieże. Na początku czekaliśmy więc na parkingu, podziwiając piękne górskie widoki, a gdy nadeszła pora wdrapaliśmy się kilkuminutową ścieżką pod jaskinię. Czekając na wejście do jaskini przekonaliśmy się, że Hiszpanie zupełnie nie liczą się z czasem. Ze stoickim spokojem, popijając kawę, czekali ponad godzinę aż zbierze się odpowiednio liczna grupa. Nasza polska cierpliwość była wystawiona na próbę. Zdecydowaliśmy się zaczekać i nie pożałowaliśmy tego. Mimo, że nie można było ani filmować, ani robić zdjęć, a drogę oświetlały wyłącznie lampy naftowe, wycieczka po jaskini była wspaniałym, niezapomnianym przeżyciem. Obejrzeliśmy to, czego jeszcze nigdy nie widzieliśmy – malowidła naskalne z epoki paleolitu i neolitu. Przewodnik był bardzo dowcipny i w bardzo ciekawy sposób pokazywał nam piękno groty (nie tylko malowideł, ale też i nacieków, których formy były bardzo różnorodne). Wróciliśmy na camping, który był jednym z najlepszych campingów w Hiszpanii.

30.05.2005 r.

Puente Nuevo (Nowy Most) w Rondzie
Puente Nuevo (Nowy Most) w Rondzie

RondaDo Rondy dojechaliśmy zgodnie ze wskazówkami otrzymanymi na campingu. Początkowo miasto wydawało się zupełnie zwyczajne. Na poczatek zauważyliśmy, dlaczego należy ona do tzw. białych miast, a dlatego że praktycznie wszystkie domy są białe. Najpierw dotarliśmy w okolice katedry i siedziby lokalnych władz. Plac otaczały owocujące pomarańcze. Poszliśmy w kierunku Palacio de Mondragon, czyli dawenego pałacu arabskiego. Było jednak za wcześnie na zwiedzanie. Poszliśmy więc dalej do najważniejszego miejsca w Rondzie, gdzie bardzo głęboki wąwóz dzieli miasto na dwie części spięte trzema mostami: starym, nowy i arabskim. Szliśmy uliczkami aż do Plaza del Toros, gdzie z uwagi na wczesną godzinę zrobiliśmy spacer wokół urwiska, podziwiając piękne widoki. W końcu dostaliśmy się na arenę do walki z bykami. Był to plac wysypany pomarańczowo – żółtym piaskiem i otoczony widownią. Pod trybunami mieściło się muzeum ukazujące walki, stroje torreadorów, ich trofea i wiele przedmiotów związanych z korridą. Następnie oglądaliśmy zaplecze areny, czyli pomieszczenia dla byków, stajnie dla koni i place ćwiczeń. Kolejną rzeczą, którą chcieliśmy zobaczyć w Rondzie, były łaźnie arabskie. Jest to kompleks składający się z ruin oraz trzech kompletnych pomieszczeń posiadających kolebkowe sklepienie i mnóstwo świetlików w kształcie gwiazd. Walory zwiedzanego obiektu podniosło wyświetlenie specjalnego filmu animowanego komputerowo, rekonstruującego wygląd i działanie zwiedzanych łaźni. Film w bardzo ciekawy sposób pokazał nam jak żyli mieszkańcy Rondy. Z łaźni udaliśmy się do Pałacu Mondragon. Nie spodziewaliśmy się w nim tylu atrakcji, gdyż prócz ładnego, arabskiego pałacu, mogliśmy zobaczyć m.in. zrekonstruowaną jaskinię, grób skrzynkowy i chatę ludzie pierwotnych. Z Rondy pojechaliśmy na Gibraltar.

The Top of The Rock - Gibraltar
The Top of The Rock – Gibraltar

Gibraltar  – Nie zdecydowaliśmy się wjechać do Gibraltaru samochodem, gdyż nie chcieliśmy czekać w długiej kolejce. Zostawiliśmy samochód na bezpłatnym parkingu na terytorium Hiszpanii, kilka minut od przejścia granicznego. Okazując paszporty przekroczyliśmy tę nietypową granicę. Tuż za granicą naciągacz próbował namówić nas zwiedzanie Gibraltaru za 75 Euro, my jednak woleliśmy zaczekać na autobus za 1 Euro od osoby 🙂 Od przystanku autobusowego trzeba było kawałek dojść do kolejki linowej, która zawiozła nas na Top of The Rock of Gibraltar, czyli słynną Skałę Gibraltarską. Na górze największą atrakcją były makaki gibraltarskie, których wszędzie było pełno, podchodziły do ludzi, grzebały w kieszeniach, wchodziły na plecy i ogólnie rzecz biorąc dokazywały. Mieliśmy niepowtarzalną okazję zobaczyć w oddali brzeg Afryki, a dokładnie Góry Atlas po drugiej stronie Cieśniny Gibraltarskiej. Próbowaliśmy się dostać do Jaskini Św. Michała, ale niestety wbrew temu co przeczytaliśmy w przewodniku, bilet na kolejkę nie uprawniał do wejścia do jaskini. Dodatkowo nie można było kupić biletu tylko do jaskini, lecz bilet łączony do kilku atrakcji, które i tak nas nie interesowały. Na Gibraltarze wszyscy mówią po angielsku, ale są znacznie mniej sympatyczni niż Hiszpanie, może z wyjątkiem uprzejmości kierowców, którzy zawsze przepuszczą pieszego. Walutą Gibraltaru jest funt gibraltarski, autobusy są piętrowe, przejścia dla pieszych są opisane po angielsku (look left, look right), jest pełno pubów, a podczas naszego pobytu nawet pogoda była iście angielska, gdyż prawie cały czas padało. Sama Skała Gibraltarska jest mocno wybetonowana na szczycie i niesamowicie skomercjalizowana.

Tego dnia mieliśmy problem ze znalezieniem campingu. Nie dość, że wpakowaliśmy się w ogromny korek, to nie było ani śladu campingu i nikt nawet o nim nie słyszał. Zmieniliśmy miejsce poszukiwań i pojechaliśmy w kierunku Tarify, gdyż z mapy i przewodnika wynikało, że jest tam mnóstwo campingów. Lało, więc było nam obojętne, czy spędzimy jeszcze jedną godzinę w samochodzie. Udało nam się dotrzeć do celu, a znaleziony camping Rio Jara  był bardzo ładny, a do tego przestało padać.

31.05.2005 r.

Forum na rzymskich wykopaliskach w Baelo Claudia
Forum na rzymskich wykopaliskach w Baelo Claudia

Baelo Caludia – Jak zwykle, wcześnie rano pojechaliśmy zwiedzać ruiny rzymskiego miasta Baelo Caludia. Ku naszemu zdziwieniu, wstęp dla obywateli Unii Europejskiej był gratis. Nie spodziewaliśmy się tak sympatycznych wykopalisk archeologicznych. Już samo położenie było bajeczne, gdyż z jednej strony rozpościerał się ocean wraz z szeroką, piaszczystą plażą, a z drugiej strony ruiny były otoczone przez góry. Teren wykopalisk był rewelacyjnie zadbany, dobrze oznakowany i doskonale dawał wyobrażenie jak wyglądało miasto w przeszłości. Dobrze zachowała się bazylika z kolumnami oraz teatr, natomiast inne budynki znajdują się już w znacznie gorszym stanie. Ciekawostką tego miejsca była fabryka solonych ryb, z której zachowały się wielkie kadzie. Na wykopaliskach byliśmy pierwszymi zwiedzającymi, więc mogliśmy do woli i w spokoju rozkoszować się widokami.

Giralda, czyli dzwonnica katedry w Sevilli
Giralda, czyli dzwonnica katedry w Sevilli

Sevilla – W Sevilli łatwo trafiliśmy do centrum. Zaparkowaliśmy w miejscu, w którym wolno zatrzymywać się autokarom i to wyłącznie na chwilę. Mimo to zaryzykowaliśmy i na szczęście nie zapłaciliśmy mandatu. Zmierzając do katedry, która jest największą gotycką świątynią na świecie, podziwialiśmy piękne uliczki Sevilli, a w szczególności jej pałace. Kościół przytłaczał swą wielkością i w pierwszym momencie mieliśmy problem, żeby się w nim znaleźć. Długo oglądaliśmy wnętrze z rozlicznymi kaplicami, skarbcem i zakrystiami. Dodać należy, że w katedrze znajduje się bardzo efektowny sarkofag Krzysztofa Kolumba. Nierozłączną częścią katedry jest 96-metrowa wieża – Giralda, dawniej minaret meczetu, a obecnie dzwonnica. Na górę Giraldy wchodzi się pochylniami, które są tak szerokie, że w dawnych czasach dwóch jeźdźców na koniach mogło się minąć. W Giraldzie na poszczególnych poziomach są różne wystawy. Ze szczytu wieży można oglądać olbrzymią katedrę, ale przede wszystkim panoramę Sevilli z charakterystycznymi basenami na dachach domów.

Alcazar w Sevilli
Alcazar w Sevilli

Z katedry udaliśmy się do drugiego najważniejszego zabytku jakim jest Real Alcazar – Pałac Królewski. Nie spodziewaliśmy się tak pięknej budowli. Już z zewnątrz prezentował się pięknie i monumentalnie. Nie sądziliśmy, że jest to budowla na miarę Alhambry. Ponownie ujrzeliśmy piękne patio, koronkowe ozdoby, wspaniałe sufity, a także azulejos, czyli płytki z namalowanymi scenami. Prócz pomieszczeń typowo w stylu arabskim, w pałacu znajdowały się sale pochodzące z czasów królów chrześcijańskich. Poza tym jak na alcazar przystało miał on piękne ogrody, po których można było chodzić godzinami. Mieliśmy problem, żeby wydostać się z Sevilli, lecz w końcu trafiliśmy na autostradę, która miała wyprowadzić nas w stronę lotniska, w pobliżu którego był ulokowany camping. Niestety udało nam się zapędzić na samo lotnisko, a nie na camping. Gdy się z niego wydostaliśmy, trafiliśmy na stację benzynową, na której wskazano nam odpowiedni kierunek. Nawet te wskazówki nie gwarantowały bezproblemowego trafienia. Wreszcie po dość długim błądzeniu odnaleźliśmy Camping Sevilla. Rzeczywiście znajdował się blisko lotniska – aż za blisko. Postawiliśmy namiot przy płocie okalającym camping. Dopiero gdy usłyszeliśmy huk startujących i lądujących samolotów i zobaczyliśmy je tuż nad naszymi głowami, zrozumieliśmy, że postawiliśmy namiot praktycznie na końcu pasa startowego… 😀

01.06.2005 r.

Nekropolia rzymska w Carmonie
Nekropolia rzymska w Carmonie

Carmona  – W Carmonie zatrzymaliśmy się pod samą rzymską nekropolią. Wstęp dla członków UE był bezpłatny. Dostaliśmy plan i ruszyliśmy na zwiedzanie. Pozwolono nam wejść po drabinie do pierwszego z grobowców. Było to okrągłe mauzoleum z kopułą na powierzchni. W środku panował półmrok, a ściany posiadały nisze, w których stały prostokątne urny z prochami. Niesamowitym wrażeniem było się tam znaleźć. Później obejrzeliśmy jeszcze cztery duże i wiele mniejszych grobowców. Do części z nich, takich jak: grobowiec Słonia, Sevilli i Postumio można było wejść do środka. Na koniec obejrzeliśmy małe muzeum, w którym znajdowały się dary grobowe i znalezione rzeźby. Wyszyliśmy też na specjalny taras, z którego można było zobaczyć znikome pozostałości amfiteatru. Po wyjściu z nekropolii spotkała nas jeszcze jedna niespodzianka.

Alcazar w Cordobie
Alcazar w Cordobie

Naszego samochodu pilnował przemiły i gadatliwy “strażnik”, który przedstawił nam się jako Manuel i skasował od nas 1 Euro.

Cordoba – W Cordobie zaparkowaliśmy tuż pod murami miejskimi, przed jedną z bram, którą weszliśmy do Starego Miasta. Zwiedzanie zaczęliśmy od dzielnicy żydowskiej – Juderii. Szliśmy malowniczymi uliczkami, oglądaliśmy pamiątki, a potem weszliśmy do synagogi, jednej z trzech jakie ocalały w Hiszpanii. Obejrzeliśmy również alcazar, który w porównaniu do wcześniej zwiedzonych był bardziej surowy, ale również piękny i monumentalny. Posiadał dużą kolekcję mozaik oraz muzeum z płytkami. Udostępniona dla zwiedzających była także wieża oraz piękne ogrody.

Katedra Mezquita w Cordobie
Katedra Mezquita w Cordobie

Największą atrakcją Cordoby jest katedra, zwana Mezquita, która została przerobiona z meczetu. Nie sposób opisać jej piękna. Jest olbrzymia i posiada 19 naw utworzonych z rzędów kolumn zwieńczonych biało-czerwonymi łukami. Kolumn jest tak dużo, że wyglądają niemal jak las. Z dawnego meczetu zachował się mihrab, czyli wnęka skierowana w stronę Mekki. Katedra posiada mnóstwo innych arabskich zdobień. Z katedry poszliśmy jeszcze nad rzekę i do mostu rzymskiego. W informacji turystycznej dowiedzieliśmy się, gdzie jest poszukiwany przez nas El Brillante Camping M. Cordoba.

02.06.20105 r.

Teatr rzymski w Meridzie
Teatr rzymski w Meridzie

Merida Mieliśmy problem ze znalezieniem parkingu, gdyż wszystkie, do których prowadziły znaki były już zajęte. W końcu udało się zaparkować na ogromnym parkingu koło stacji kolejowej, blisko centrum. Zwiedzanie zaczęliśmy od łaźni rzymskich, które mogliśmy zobaczyć tylko zza płotu. Potem poszliśmy do największego skupiska budowli rzymskich i zaczęliśmy zwiedzanie od Narodowego Muzeum Sztuki Rzymskiej, które posiada największy zbiór mozaik, rzeźb i różnych przedmiotów codziennego użytku, a nawet zrekonstruowane wnętrze domu rzymskiego z piękną mozaiką i malowidłami na ścianie. Bardzo ciekawe są podziemia kryjące teren wykopalisk z cmentarzem, pozostałościami domów i rzymskiej drogi. Muzeum posiada kilka poziomów. Nie mieliśmy zbyt wiele czasu, żeby zwiedzić wszystkie obiekty objęte zakupinym w muzeum biletem łączonym. Problemem były godziny wstępu do atrakcji, które były krótkie i uwzględniały sjestę, a my nie mogliśmy czekać do popołudnia, gdyż zakłóciłoby to naszą dalszą trasę. Zatem wybraliśmy najciekawsze zabytki. Zaczęliśmy od teatru z rewelacyjnie zachowaną sceną i trybunami. Na scenie zachowały się kolumny i rzeźby. Świetnie zachowały się też wszystkie korytarze prowadzące na poszczególne poziomy widowni. Był to niewątpliwe najlepszy teatr jaki do tej pory widzieliśmy. Po drugiej stronie teatru znajdował się amfiteatr nieco gorzej zachowany, ale również imponujący. Następnie udaliśmy się do domu rzymskiego Casa Amfiteatro, gdzie zachowały się niewielkie fragmenty ścian do wysokości około pół metra, dzięki czemu można było zobaczyć rozkład pomieszczeń oraz ich wielkość.

Akwedukt de San Lazaro w Meridzie
Akwedukt de San Lazaro w Meridzie

Najważniejszym elementem domu były piękne, bardzo kolorowe mozaiki z przeróżnymi wyobrażeniami. Niektóre przedstawiały sceny, a inne składały się z wzorów geometrycznych. Na niektórych ścianach widoczne były także malowidła. Następnie poszliśmy do nekropolii rzymskiej – Columbarios. Znajdowały się tam dwa grobowce zabezpieczone szkłem i kilka małych grobów. Nie zachwyciło to nas. Na tym samym terenie znajdował się kolejny dom rzymski Casa Mitreo, gdzie pod zadaszeniem można było oglądać znaczne fragmenty budynku: spore pozostałości ścian z malowidłami, piękne mozaiki, kolumny, a wszystko podziwiać mogliśmy z góry, chodząc po specjalnej platformie okalającej zabytek. Przed zamknięciem zdążyliśmy jeszcze do cyrku rzymskiego, gdzie obejrzeliśmy film animowany obrazujący wyścigi konne, które odbywały się w cyrku. Następnie udaliśmy się do Akweduktu Św. Łazarza, który jest bardzo ładnie zachowany. Później przeszliśmy obok nieźle zachowanej Świątyni Diany, a także łuku Trajana i na koniec obejrzeliśmy Akwedukt Los Milagros, który był bardzo wysoki, lecz w gorszym stanie od poprzedniego oraz most rzymski.

PORTUGALIA

Opuściwszy Meridę udaliśmy się do Portugalii, gdzie po drodze zatrzymaliśmy się, żeby sfilmować wielki, rzymski akwedukt. Po południu dojechaliśmy do Evory, gdzie zatrzymaliśmy się na campingu – Evora Parque de Campismo. Camping posiadał czynny basen, z czego nie omieszkaliśmy skorzystać. Woda była błękitna, czysta i przyjemna.

03.06.2005 r.

Capela dos Ossos, czyli Kaplica kości w Evorze
Capela dos Ossos, czyli Kaplica kości w Evorze

Evora – Pierwszym miastem, jakie mieliśmy zwiedzać w Portugalii była Evora. Zaparkowaliśmy przy murach miejskich i malowniczymi uliczkami, przez uroczy plac doszliśmy do katedry. Jest ona niezbyt ciekawym obiektem. Ponadto zauważyliśmy, że Evora jest mało wyremontowana w porównaniu do miast hiszpańskich. Blisko katedry znajdowały się ruiny rzymskiej świątyni, ale nie tak imponujące jak w Meridzie. Następnie udaliśmy się do najważniejszego zabytku, czyli Kaplicy Św. Franciszka z kaplicą kości. Ściany Capela dos Ossos pokryte były czaszkami oraz innymi kośćmi. Żebra sklepień również utworzone były z czaszek. Na jednej ze ścian wisiały szczątki jednego z pięciu tysięcy pochowanych tam mnichów. Była to mocno wyschnięta mumia. Spodziewaliśmy się bardziej mrocznego wrażenia, ale i tak kaplica dała nam do myślenia, szczególnie napis „Nasze kości, które tu spoczywają, na wasze kości czekają”…

Oceanarium w Lizbonie
Oceanarium w Lizbonie

Lizbona – Następnie z niewielkim trudem dostaliśmy się do Lizbony. Na wyczucie, udało nam się znaleźć oceanarium, a także bardzo wygodny i niedrogi parking. Oceanarium przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Największe wrażenie robiło olbrzymie, centralne akwarium o półokrągłych ścianach, które po podejściu do szyby dawały odczucie bycia w jego wnętrzu. W środku pływały: rekiny, gigantyczne płaszczki, wiele innych ogromnych ryb, a wszystko w otoczeniu dającym wrażenie głębi oceanu. Ponadto w oceanarium znajdowały się wybiegi dla fok, pingwinów i ścieżka dydaktyczna obrazująca las deszczowy. Ponadto było wiele urządzeń multimedialnych i niezliczona ilość akwariów z najróżniejszymi stworzeniami morskimi, np. koniki morskie, mureny, flądry, ukwiały, rozgwiazdy, meduzy i wiele innych. Na koniec obejrzeliśmy film przedstawiający codzienną pracę pracowników oceanarium. Z całej Lizbony wybraliśmy tylko tę atrakcję i na pewno nie żałujemy. Trudno nam było wydostać się z Lizbony. Zabłądziliśmy nawet na płatną autostradę. Ostatecznie trafiliśmy na camping Valado Parque de Campismo obok miejscowości Nazare.

04.06.2005 r.

Mosteiro de Alcobaca
Mosteiro de Alcobaca

AlcobaçaBez problemu dotarliśmy do Alcobaçy. Trochę trudności sprawiło nam zlokalizowanie samego klasztoru. Gdy jednak dotarliśmy na miejsce, okazało się, że jest to niezwykle imponująca budowla. Już sama kasa była niezwykła,  gdyż znajdowała się w Sali Królów, której dolną część ścian pokrywały azulejos,  nad którymi stały rzeźby królów. Ten gigantyczny klasztor cystersów nie jest już dziś zamieszkany. Dla zwiedzających udostępniono niewielką część, która i tak imponuje rozmiarami. Mogliśmy zobaczyć refektarz, kapitularz, parlatorium, dormitorium, piękne patio z fontanną, a także niezwykłą kuchnię z wielkim kominem, olbrzymim kamiennym stołem i sprytnym wynalazkiem do łapania ryb prosto z rzeki (wąski strumień rzeki przepływał wprost przez kuchnię). Przy klasztorze znajduje się także katedra.

Bazylika w Fatimie
Bazylika w Fatimie

Fatima – Jest to słynne miejsce pielgrzymkowe. Niemal każdy słyszał o Matce Boskiej Fatimskiej i jeszcze słynniejszych tajemnicach fatimskich. Sanktuarium to gigantyczny plac, którego jeden koniec zwieńcza bazylika, a na którego drugim końcu budowana była w czasie naszego pobytu nowa, ogromna świątynia. Z boku placu znajduje się Kaplica Objawień, do której na kolanach zmierzali pątnicy. W kaplicy jest figura Matki Boskiej, przed którą nieustannie modlą się wierni, a obok kaplicy znajduje się „spalarnia świec”. Wrzucane w ogień świece są niezwykle długie, a najdłuższe mają ok. 1,5 metra. Na placu przed bazyliką stoi ołtarz, przy którym nieustannie odprawiane są msze.

Muzeum figur woskowych w Fatimie
Muzeum figur woskowych w Fatimie

Następnie poszliśmy do bazyliki, aby obejrzeć groby dwójki z trojga dzieci, które doznały objawień – bł. Franciszka i Hiacynty. Po wyjściu z sanktuarium przeszliśmy się po kramach z dewocjonaliami i pamiątkami, a potem udaliśmy się do Muzeum Figur Woskowych, w którym przedstawiono 31 scen z objawień. Muzeum jest bardzo realistycznie przygotowane i pozwala poczuć klimat tamtych wydarzeń.  Wśród figur znajdują się także wyobrażenia papieża Jana Pawła II. Podkreślić należy, że w Fatimie panuje specyficzna atmosfera zadumy i powagi. Być może dzieje się tak, ponieważ cała komercyjna część znajduje się poza sanktuarium.

Z Fatimy wyruszyliśmy w kierunku Porto. Na trasie tej jest wiele miejsc, gdzie sprzedawane są betonowe rzeźby do ogrodów i inne detale architektoniczne. Zatrzymaliśmy się w jednym z takich miejsc, żeby obejrzeć towar i zorientować się w cenach. Okazało się, że stać nas na kupno takiej pamiątki. Od tego momentu zatrzymywaliśmy się przy każdym sklepie i szukaliśmy czegoś, co nam się spodoba. Efektem naszych poszukiwań jest 70-ciocentymetrowa figura stojąca do dziś na naszym balkonie. W planach mieliśmy zwiedzanie i nocleg w Porto. Jechaliśmy jednak zbyt wolno, gdyż jedna miejscowość przechodziła w drugą, a do tego był duży ruch i tłok na drodze. Z uwagi na kiepskie oznaczenia błądziliśmy w każdej większej miejscowości.

Zachód słońca nad Oceanem Atlantyckim w miejscowości Lavra
Zachód słońca nad Oceanem Atlantyckim w miejscowości Lavra

W pewnym momencie uznaliśmy, że nie ma sensu wjeżdżać do Porto i udaliśmy się nieco dalej na nocleg na campingu w miejscowości Lavra, o którym mieliśmy informację z poprzednich campingów z tej samej sieci Orbitur. Największym wyzwaniem było wydostanie się z autostrady okalającej Porto. Niestety drogowskazy nie pokrywały się z oznaczeniami na naszej mapie. Postanowiliśmy kierować się na lotnisko,  ale i to nie było dobrym pomysłem, gdyż nie mogliśmy się stamtąd wydostać. Błądziliśmy po maleńkich wioskach, nie mogąc ustalić, gdzie właściwie jesteśmy. W końcu zaczęliśmy pytać miejscowych i to nas uratowało. Po kilku wskazówkach udzielonych przez przemiłych Portugalczyków, dotarliśmy na camping tuż przed jego zamknięciem. Camping Algeiras jest położony około 500 metrów od oceanu, więc mimo, że było już późno, nie omieszkaliśmy iść na plażę. Dzięki temu mogliśmy podziwiać wspaniały zachód słońca w otoczeniu szerokiej plaży, skał i bezkresnego Oceanu Atlantyckiego.

05.06.2005 r.

Osada celtycka - Citania de Briteiros
Osada celtycka – Citania de Briteiros

Citania de Briteiros – Bardzo baliśmy się wyjazdu z campingu, gdyż obawialiśmy się, że znowu będziemy błądzić. Nie było tak źle, a w porównaniu do poprzedniego dnia, wprost super. Nie mieliśmy trudności ze znalezieniem celtyckiej osady Citania de Briteiros. W osadzie znajdowało się mnóstwo okrągłych domów, z których część była nawet podpiwniczona. W tych niewielkich domostwach podstawowym wyposażeniem było palenisko na środku i ława po boku. Oprócz domów okrągłych, były także nieliczne prostokątne. Najbardziej interesujący element wykopalisk to dwie zrekonstruowane chaty, pozwalające wyobrazić sobie, jak w rzeczywistości wyglądała cała osada. Chaty były zamknięte, ale do jednej z nich mogliśmy zajrzeć. Prócz chat w osadzie znajdował się kościół, cmentarz, pozostałości domu rady oraz poniżej, prawdopodobnie łaźnie. Dodać należy, że cała Citania de Briteiros jest malowniczo położona na zboczu góry.

Cytadela w mieście Braganca
Cytadela w mieście Braganca

Bragança – Do Bragançy jechaliśmy pięknymi, górskimi drogami, które były na tyle szerokie, że mogliśmy szybko się przemieszczać. Tak stromymi ulicami jak w Bragança  nie jeździliśmy jeszcze w żadnej miejscowości, ale było warto. Zaparkowaliśmy przed średniowieczną bramą miejską i udaliśmy się w kierunku wieży – zamku – cytadeli, w którym mieści się muzeum ze zbiorami militariów. Weszliśmy na wieżę, obeszliśmy ją wzdłuż blanków, obserwując z góry zamek oraz całą okolicę. Warownia jest imponująca i bardzo zadbana. W Bragança zwiedziliśmy jeszcze kościół z beczkowatym sklepieniem, mikroskopijny otwarty ratusz oraz pręgierz ustawiony na grzbiecie prehistorycznej świni. Wszystkie budynki na starówce są zbudowane z kamienia, a całe miasto jest bardzo przytulne.

HISZPANIA

Jadąc z Bragança opuściliśmy Portugalię i wjechaliśmy do Hiszpanii, a konkretnie do Zamory. Zatrzymaliśmy się na campingu Ciudad de Zamora, gdzie panowała rodzinna atmosfera. Spotkaliśmy wesołego Anglika, który przyjeżdża tu co roku na kilka miesięcy, a potem rozmawialiśmy też z przemiłymi Holendrami.

06.06.2005 r.

Katedra w Zamorze
Katedra w Zamorze

Zamora – Zamora nie jest dużym miastem, lecz charakteryzuje się olbrzymią ilością romańskich kościołów. To było powodem wyboru Zamory jako jednego z celów naszej podróży. Niestety tego dnia wszystkie kościoły były zamknięte i pozostało nam obejrzenie ich jedynie z zewnątrz. Kościoły różniły się między sobą wielkością, kształtem i rozmaitością portali. Miały cechy wspólne: były zbudowane z takiego samego szarego kamienia oraz na wieżyczkach miały gniazda żurawi. Żurawie były dla nas zresztą chyba największym zaskoczeniem, gdyż trudno spodziewać się w mieście tylu olbrzymich gniazd ptasich. Na koniec obejrzeliśmy katedrę i pozostałości zamku.

Plaza Mayor w Salamance
Plaza Mayor w Salamance

Salamanca – W Salamance zaparkowaliśmy w podziemnym parkingu i deptakiem poszliśmy w kierunku głównego placu. Salamanca ma wyjątkowo ładną starówkę. Idąc do katedr mieliśmy okazję podziwiać atrakcyjną zabudowę. Same katedry są dość nietypowo zbudowane, gdyż posiadają wspólną ścianę, a do katedry starej można wejść tylko przez nową. Katedra stara posiada dużą ilość kaplic oraz ciekawy ołtarz przypominający ikonostas, gdyż składa się z wielu małych obrazów. Po wyjściu z katedry udaliśmy się na słynny Uniwersytet w Salamance, gdzie mogliśmy obejrzeć stare sale wykładowe z oryginalnymi ławami, imponującą bibliotekę i kaplicę. Niesamowite wrażenie.

Po zwiedzeniu miasta pojechaliśmy na Camping El Eskorial. Na trasie z Salamki do Eskurialu był wyjątkowo długi podjazd i jeszcze dłuższy zjazd, przez co aż przegrzały nam się hamulce. Na szczęście nic się nie stało, musieliśmy tylko chwilę postać, żeby ostygły. Camping był bardzo nowoczesny i olbrzymi oraz posiadał basen, z którego z chęcią skorzystaliśmy.

07.06.2005 r.

Klasztor-pałac - Eskurial
Klasztor-pałac – Eskurial

Eskurial – Nietrudno było odnaleźć potężną budowlę zwaną El Eskorial. Z zewnątrz klasztor prezentuje się bardzo okazale. Po kupieniu biletu dostaliśmy żółtą naklejkę, która oznaczała, ze jesteśmy turystami indywidualnymi i mamy wstęp do wszystkich atrakcji. Nasz plecaczek musieliśmy zostawić w specjalnej przechowalni. Byliśmy trochę zdezorientowani, gdyż zabrakło dobrych oznaczeń. Najpierw zeszliśmy do podziemi, gdzie zobaczyliśmy wystawę ukazującą proces budowy klasztoru – pałacu, na której prezentowano narzędzia oraz ówczesne urządzenia budowlane. Następnie weszliśmy na parter, gdzie w nieskończoność ciągnęły się sale z obrazami. Później oglądaliśmy pokoje królewskie, którymi byliśmy niestety bardzo zawiedzeni. Wnętrza były bardzo surowe, praktycznie bez wyposażenia i ozdób, a jedyne eksponaty nie miały nic wspólnego z królewskim przepychem. Kolejnym miejscem były grobowce królewskie. Jest to bardzo okazałe miejsce na planie koła, otoczone trumnami królów, ozdobione złotem i marmurami. Ładnie prezentowały się też grobowce królewskich dzieci.  Następnym miejscem, które zobaczyliśmy był kościół, również bardzo surowy z niewielką ilością ozdób. Z wyjątkiem oryginalnego krucyfiksu nie było tam nic, co zapadałoby w pamięć. Na szczęści na koniec obejrzeliśmy najciekawsze pomieszczenia: kapitularz i bibliotekę z przepięknie malowanymi sufitami. W całym Eskurialu na uwagę zasługiwały przepiękne drewniane, intarsjowane i rzeźbione drzwi. Byliśmy bardzo zawiedzeni, gdyż liczyliśmy że zobaczymy ciekawy klasztor lub piękny pałac, a zobaczyliśmy niczym się nie wyróżniającą się galerię sztuki.

Alcazar w Segovi
Alcazar w Segovi

Segovia – Droga do Segovi wiodła bardzo długą, stromą i krętą drogą w górę, a później równie długą, stromą i krętą drogą w dół. Zaparkowaliśmy bardzo blisko katedry. Niestety mieliśmy drobne do parkometru tylko na godzinę. Obejrzeliśmy katedrę z zewnątrz i poszliśmy w poszukiwaniu rzymskiego akweduktu, obok którego chwilę wcześniej przejeżdżaliśmy. Nie mając dobrej mapy błądziliśmy po starówce. Ostatecznie trafiliśmy do tej monumentalnej, wysokiej na 30 metrów budowli, która robi naprawdę ogromne wrażenie. Z akweduktu zachował się bardzo duży fragment i to w doskonałym stanie.

Wnętrze Alcazaru w Segovi
Wnętrze Alcazaru w Segovi

Wróciliśmy na starówkę, a że po drodze rozmieniliśmy pieniądze, mogliśmy wrzucić drobne do parkometru i spokojnie ruszyć do Alcazaru. Mieliśmy szczęście i trafiliśmy na gratisowe bilety. Alcazar w Segovi jest pierwowzorem bajowego zamku w Disneylandzie, a do tego jest pięknie położny na skraju urwiska. Wewnątrz urzekają wspaniałe pomieszczenia, rewelacyjnie odrestaurowane i do tego dobrze opisane. Sufity są wprost niesamowite, bardzo kolorowe, zróżnicowane i kapiące złotem. Wyposażenie zamku stanowią piękne meble, lśniące zbroje, a w oknach witraże. Idąc wzdłuż blanków można było podziwiać piękną okolicę. Na koniec poszliśmy zwiedzić podziemia.

Z Segovi czekała nas bardzo długa droga, niemalże pod samą Zaragozę. Zatrzymaliśmy się na Campingu Lago Park w Nuevalos. Camping był położony w górach nad pięknym jeziorem.

08.06.2005 r.

Ogrody Monasterio da Piedra
Ogrody Monasterio da Piedra

Monasterio de Piedra – Dotarliśmy do ostatniej atrakcji w Hiszpanii, a miejscem tym był klasztor de Piedra wraz z pięknym, romantycznym parkiem, od którego zaczęliśmy zwiedzanie. Dostaliśmy mapę poglądową i ruszyliśmy szlakiem. Co chwilę mijaliśmy przepiękne wodospady, kaskady, jeziorka, tunele wydrążone w skale i jaskinie. Wszystko otoczone było przepiękną zielenią i malowniczymi skałami. Był to dwugodzinny wspaniały spacer dający możliwość rozkoszowania się cudownymi widokami. Trasa była świetnie przygotowana, oznakowana, a do tego dzięki wczesnej porze, niemal bezludna. Po spacerze w parku udaliśmy się do klasztoru, który jest w dużej mierze w ruinie.

Ogrody Monasterio da Piedra
Ogrody Monasterio da Piedra

Część jego jest zaadaptowana na hotel, a część udostępniona do zwiedzania: kapitularz, zrujnowany kościół, kuchnia i refektarz. Najciekawszym miejscem w klasztorze było Muzeum Wina, które ukazywało tradycyjną produkcję wina przez mnichów, a także gatunki wina produkowane w okolicy. Wiele z eksponatów umieszczono pod szklaną podłogą, co powodowało niezwykłe wrażenie. Monasterio de Piedra jest bardzo atrakcyjne z uwagi na park i klasztor.

9-10.05.2005 r.

Droga do domu była długa i męcząca. Ostatnią noc w Hiszpanii spędziliśmy w tym samym miejscu co pierwszą, czyli na campingu w Capmany. Wcześnie rano ruszyliśmy do Francji, a że zostało nam trochę pieniędzy, postanowiliśmy jak najdalej pojechać autostradą i był to świetny wybór. Po zjeździe z autostrady zatrzymaliśmy się na parkingu, na którym stał autobus – bar. Byliśmy bardzo głodni, więc nie odmówiliśmy sobie dużej porcji frytek. Do Mullhouse dotarliśmy dość wcześnie, a że mieliśmy resztki gotówki ruszyliśmy na zakupy, a potem na camping. Następnego dnia droga przez Niemcy przebiegła gładko i już o 16-tej byliśmy w Polsce. Niestety pozostała nam droga przez Polskę, czyli droga przez mękę, jako, że wówczas nie było jeszcze autostrad. Droga do domu była dziurawa, zatłoczona, wąska i zajęła nam 6, 5 godziny.