Węgry

09.06.2017 – 18.06.2017

Skrócony plan podróży
Informacje praktyczne 

OPIS PODRÓŻY

09.06.2017 r.

Podczas wyjazdu w roku 2004 odwiedziliśmy Budapeszt, więc tym razem postanowiliśmy zwiedzić resztę Węgier pomijając stolicę. Węgry to kraj, który ma tak wiele do zaoferowania, że nie wystarczyło nam czasu, aby ponownie wybrać się do Budapesztu.

Széchenyi tér w Győr na Węgrzech
Széchenyi tér w Győr na Węgrzech

GyőrNaszą podróż zaczęliśmy po godzinie 5:00 rano i już po dobrych ośmiu godzinach byliśmy w pierwszym celu, czyli w Győr. Z Torunia pojechaliśmy autostradą A1 aż do przejścia w Gorzyczkach i dalej czeską autostradą w kierunku  Brna i później do Bratysławy czeską, a następnie autostradą słowacką. Końcówkę przejechaliśmy trasą M15 i autostradą M1 do samego celu. Jest to rozwiązanie bardzo szybkie, ale dość drogie, gdyż wymagało zakupu przez nas aż trzech 10-dniowych winiet (czeskiej, słowackiej i węgierskiej) za łącznie około 200 zł (ceny różną się od miejsca zakupu i co do zasady nie warto kupować w Polsce, choć to możliwe i wygodne).

Fontanna mnicha Jedlika, wynalazcy wody sodowej w Győr na Węgrzech
Fontanna mnicha Jedlika, wynalazcy wody sodowej w Győr na Węgrzech

Zaparkowaliśmy blisko centrum i tu napotkaliśmy pierwszy problem – parkometry na monety… My mieliśmy forinty w dużych nominałach (wymienione z euro na granicy po nieopłacalnym kursie), więc pozostało nam poszukiwanie miejsca, w którym moglibyśmy rozmienić pieniądze, ale nic nie znaleźliśmy w pobliżu i przy okazji dowiedzieliśmy się, że Węgrzy praktycznie nie znają angielskiego, a niemiecki także słabiutko… Na szczęście namierzyliśmy parking pod dachem na ulicy Jókai, w którym płaci się przy wyjeździe i to banknotami 🙂 (100 HUF, czyli około 1,40 zł za 1/2 h). Szybko przeparkowaliśmy i ruszyliśmy na zwiedzanie, po drodze zaliczając kantor i wymieniając euro na forinty po znacznie lepszym kursie niż na granicy.

Efektowny szyld w Győr na Węgrzech
Efektowny szyld w Győr na Węgrzech

Z daleka zerknęliśmy na Ratusz, zostawiając go na koniec zwiedzania i poszliśmy głównym deptakiem Baross Gábor útca z piękną zabudową, a następnie skręciliśmy w śliczną uliczkę Kazinczy, którą doszliśmy do głównego placu miasta – Széchenyi tér ze wspaniałymi XVIII i XIX-wiecznymi budynkami, wśród których wyróżnia się barkowy kościół Św. Ignacego Loyoli (Loyolai Szent Ignác templom) oraz barokowy pałac zwany Domem Opata. Poszliśmy dalej podziwiając piękne kamienice oraz efektowne szyldy, od których roi się w mieście, aż doszliśmy do fontanny w kształcie syfonu, upamiętniającej mnicha Jedlika – wynalazcę wody sodowej, stojącej w otoczeniu przepięknych kamieniczek. Tuż obok znajduje się pomnik Arki Przymierza postawiony przez cesarza w akcie zadośćuczynienia za zbezczeszczenie hostii podczas procesji, przez żołnierzy austriackich goniących dezertera.

Ratusz (Városháza) w Győr na Węgrzech
Ratusz (Városháza) w Győr na Węgrzech

Stąd już niedaleko było do placu katedralnego (Káptalandomb), na którym stoi Püspöki Székesegyház, czyli najważniejsza świątynia w mieście, a za nią monumentalny budynek uczelni teologicznej z szarego kamienia. Później chodziliśmy różnymi zaułkami w poszukiwaniu ładnych zakątków. Naszą uwagę przykuła duża ilość sklepów z butami o wdzięcznej dla Polaków nazwie „cipö” (buty) 🙂 Wróciliśmy na  Baross Gábor útca, na którym trwał koncert wiedeńskiej muzyki, ubarwiający zwiedzanie i stąd poszliśmy nad rzekę Rabę, skąd widać było wyspę Radó z parkiem oraz mury miejskie. Na koniec zrobiliśmy zakupy w pobliskim markecie i przed wyjazdem z  Győr obejrzeliśmy jeszcze efektowny, eklektyczny Ratusz (Városháza) z XIX w. oraz ładną fontannę po przeciwnej stronie ruchliwej ulicy. 

HorvátzsidányWyjeżdżając z Győr natrafiliśmy na potężny korek spowodowany wypadkiem. Poinformowani przez Policję (nic nie zrozumieliśmy, ale nawróciliśmy i pojechaliśmy za innymi samochodami 😉 ), ruszyliśmy objazdem i dzięki temu w stosunkowo krótkim czasie udało nam się dotrzeć po 100 km na nocleg w Horvátzsidány do Horvátkert Guesthouse, gdzie przywitał nas przemiły gospodarz wraz z całą swoją menażerią, czyli świnią, kozą, jeleniem, dwoma psami i trzema kotami 🙂 Właściciel pochwalił się nam swoją znajomością języka polskiego, mówiąc dzień dobry oraz „Polak, Węgier dwa bratanki i do bitki i do szklanki”. Dostaliśmy przestronny, rustykalny pokój z łazienką i aneksem kuchennym, i poszliśmy na obiad do pobliskiej tawerny Margaréta Csárda, w której zjedliśmy pyszną, pikantną zupę gulaszową z dużą ilością mięsa i warzywami, zagryzając chlebem i popijając piwem Soproni (cały obiad 2.890 HUF).

10.06.2017 r.

Pałac w Fertőd na Węgrzech
Pałac w Fertőd na Węgrzech

FertődDzień zaczął się deszczowo, więc zamiast  pojechać do Kőszeg, w pierwszej kolejności wybraliśmy się do położonego również niedaleko XVIII-wiecznego pałacu rodu Esterházy w Fertőd. Było jeszcze trochę czasu do otwarcia, więc postanowiliśmy przyjrzeć się z zewnątrz budowli, która jest niezwykle imponująca, a to dlatego, że książę Miklós Wspaniały postanowił wybudować siedzibę rodową nieustępującą w niczym budowlom cesarskim. No cóż, długi Miklósa spłacało kilka kolejnych pokoleń… Jednym z najsłynniejszych gości przebywających w Fertőd był sam Joseph Haydn, który podobnie jak towarzyszący mu muzycy nie lubił przebywać w pałacu, który znajdował się na bagnach, w dużej odległości od cywilizacji.

Dekoracje stiukowe w pałacu w Fertőd na Węgrzech
Dekoracje stiukowe w pałacu w Fertőd na Węgrzech

Aby grzecznie zakończyć pobyt, skomponował Symfonię pożegnalną, w której stopniowo przestają grać kolejne instrumenty, a muzycy schodzą ze sceny. Książę zrozumiał podtekst utworu 🙂 Po przejściu przez piękną, kutą bramę wchodzi się na dziedziniec ozdobnego pałacu, na którego środku stoi fontanna, a główne wejście stanowią dekoracyjne schody prowadzące na pierwsze piętro. Następnie po zakupie biletu otrzymaliśmy ulotkę po polsku, niestety w trakcie zwiedzania okazało się, że opisuje starą trasę zwiedzania…

Ogród różany w pałacu w Fertőd na Węgrzech
Ogród różany w pałacu w Fertőd na Węgrzech

Byliśmy nieco zawiedzeni, że dziś dostępne są raptem cztery pomieszczenia i klatka schodowa, aczkolwiek to co można zobaczyć imponuje przepychem dekoracji stiukowych i malowidłami. Przy okazji udało  się nam uciec przed ulewą, a po wyjściu do ogrodów, zaczęło wychodzić słońce. Główną część olbrzymich, położonych na kilku kilometrach ogrodów stanowią liczne aleje żywopłotów oraz nieco jeszcze zaniedbany park. Dla nas jednak wielką atrakcją był ogród różany, do którego jest osobny bilet wstępu, aczkolwiek warto wydać dodatkowe 500 HUF, aby zobaczyć bogatą kolekcję róż kwitnących o tej porze roku.

Fő tér w Kőszeg na Węgrzech
Fő tér w Kőszeg na Węgrzech

Kőszeg – Wyszło piękne słońce, a my dotarliśmy do niezwykle urokliwego Kőszeg. Zaparkowaliśmy na Rákóczi Ferenc i tą ładną ulicą dotarliśmy wprost na Fő tér, czyli główny plac miasteczka. Wokół aż roi się od pięknych kolorowych i zabytkowych budynków, począwszy od monumentalnego XIX-wiecznego, neogotyckiego kościoła Serca Jezusowego (Jézus Szíve-plébániatemplom) o strzelistej bryle, przez XVI-wieczny Hotel Złoty Struś (Arany Strucc), XVIII-wieczną, piękną kolumnę Trójcy Świętej, aż po liczne kamienice. Całości dopełniają fontanny oraz zieleń.

Jurisics tér w Kőszeg na Węgrzech
Jurisics tér w Kőszeg na Węgrzech

Z placu skręciliśmy w niewielki zaułek Városház útca, który zaprowadził nas do Hősök tornya, czyli Wieży bohaterów i dalej na Jurisics tér, drugi piękny plac w Kőszeg. To również niezwykłe miejsce z pięknymi gotyckimi, renesansowymi i barokowymi, barwnymi kamieniczkami, dwoma kościołami, ratuszem i  miejską studnią Városkút. Dalej poszliśmy ulicą Rajnis w kierunku ładnego zamku, który obejrzeliśmy z zewnątrz oraz z pierwszego dziedzińca, przy okazji podziwiając sąsiednie uliczki. Kőszeg jest chyba najładniejszym miastem, które oglądaliśmy podczas naszej wizyty na Węgrzech.

Bük – W drodze do kąpieliska termalnego Bükfürdő zatrzymaliśmy się w Bük na obiad w Restauracji Fehérló, gdzie zamówiliśmy półmisek Fehérló dla dwojga (5.690 HUF), na który składały się same przysmaki: grillowana rolada z indyka z porem i serem, smażone mięso, pieczona karkówka z pikantnym leczo, smażony sum, schab a’la Lyon, ryż, frytki, krokiety i zestaw sałatek. Po takim obiedzie nie sposób być głodnym 🙂

Kąpielisko termalne Bükfürdő na Węgrzech
Kąpielisko termalne Bükfürdő na Węgrzech

Po obiedzie pojechaliśmy do kąpieliska, w którym do wyboru są trzy strefy: I – kąpielisko i plaża, II – park wodny, III – sauny, każda oddzielnie płatna, choć można kupić bilety na dwie strefy wraz z zabiegami. Kupiliśmy bilety wstępu „po godzinie 15-tej” do strefy I (2.200 HUF za osobę) oraz zamykaną kabinę, w której mogliśmy przebrać się i zostawić nasze ubrania (dodatkowo płatna). Przez trzy godziny moczyliśmy się w basenach o różnych temperaturach (22-39°C) oraz składzie wody (z dużą ilością siarki), pływaliśmy w basenie pływackim, korzystaliśmy z kilku zjeżdżalni oraz po prostu odpoczywaliśmy 🙂 Kompleks jest ładnie położony w parku, a do poszczególnych atrakcji dochodzi się alejkami wśród trawników, dodatkowo dostępne są liczne punkty gastronomiczne.

Tihany na Węgrzech
Tihany na Węgrzech

Tihany – Wieczorem dojechaliśmy na nasz kolejny nocleg w Kántás Panzió Tihany, który okazał się bardzo ładnym i miłym miejscem. Na przywitanie w pokoju czekały na nas czereśnie, wieczorem poszliśmy na krótki rekonesans po miejscowości i obejrzeliśmy obowiązkowy tego dnia, wygrany mecz Polska-Rumunia, oczywiście opatrzony węgierskim komentarzem 🙂

11.06.2017 r.

Winnica na Półwyspie Tihany nad Balatonem na Węgrzech
Winnica na Półwyspie Tihany nad Balatonem na Węgrzech

Półwysep Tihany – Główną atrakcją dnia była ścieżka przyrodnicza po największych atrakcjach Półwyspu Tihany wcinającego się w najsłynniejsze jezioro Węgier, czyli Balaton. Podczas około 15 km wycieczki szliśmy głównie szlakiem oznaczonym zielonym „T”, który zaczynał się niedaleko naszej kwatery, aczkolwiek miejscami korzystaliśmy także z innych szlaków. Trasa była o tyle ciekawa, że wiodła przez wzniesienia porośnięte winnicami oraz lasem z wieloma punktami widokowymi.

Jezioro Zewnętrzne - Külső-tó na Półwyspie Tihany na Węgrzech
Jezioro Zewnętrzne – Külső-tó na Półwyspie Tihany na Węgrzech

Już na samym początku  obejrzeliśmy z góry dwa jeziora: Zewnętrzne – Külső-tó i Wewnętrzne – Belső-tó, z których Zewnętrzne to niemal całkowicie porośnięty roślinnością akwen będący ostoją ptactwa, a Wewnętrzne rajem dla wędkarzy. W oddali widać było także najważniejsze jezioro, czyli Balaton, największe błotne jezioro Europy o długości 77 km i maksymalnej szerokości 12 km, którego średnia głębokość to zaledwie 3,6 m. Po jeziorze pływały liczne żaglówki, kajaki, a jego woda miała mleczno-błękitny kolor. Wśród rzędów winorośli szliśmy na wieżę widokową na Apáti-hegy (216 m n.p.m.), z której rozciągał się wspaniały widok na cały Półwysep Tihany oraz dużą część Balatonu.

Widok na Balaton z Półwyspu Tihany na Węgrzech
Widok na Balaton z Półwyspu Tihany na Węgrzech

Dalej przeszliśmy wzdłuż formacji skalnej Nyereg-hegy składającej się z fantazyjnie ułożonych cienkich wapiennych płyt, weszliśmy na najwyższe wzniesienie Csúcs-hegy (232 m n.p.m.), aż doszliśmy do obszaru zwanego Gejzír-mező, którego samotne skały powstały podczas erupcji gejzerów wody mineralnej. Wróciliśmy idąc wzdłuż Jeziora Wewnętrznego mając doskonały widok na miejscowość Tihany. Ogólnie był to wspaniały, pięciogodzinny spacer. W Tihany poszliśmy na obiad, na który składał się półmisek ryb po balatońsku dla dwojga w tym karp i leszcz, ziemniaczki, ryż i ogórki z sosem za 6.900 HUF. Po obiedzie nie omieszkaliśmy wykąpać się w tak słynnym jeziorze, zwanym czasem „węgierskim morzem”. Tu czekała nas niespodzianka, polegająca na tym, że najkrótsza ścieżka na plażę wiodła przez nieczynną restaurację. Tym samym pozostała nam okrężna i znacznie dłuższa droga. Nie mogliśmy odpuścić sobie przyjemności popływania, więc i tak dotarliśmy do  celu. Plaża w Tihany to głównie przystrzyżony równo trawnik z alejkami i wejściami po drabinkach do wody oraz niewielki kawałek piasku. Mimo mlecznego koloru wody, chłodna kąpiel w ten gorący dzień, sprawiła nam dużą frajdę 🙂

12.06.2017 r.

Bugac Puszta - wycieczka po węgierskim stepie
Bugac Puszta – wycieczka po węgierskim stepie

Bugac – Po smacznym śniadaniu, które, co musimy podkreślić, podano nam wcześniej niż standardowo, abyśmy mogli zdążyć do kolejnej atrakcji, pojechaliśmy do miejscowości Bugac, a dokładnie do Bugac Karikás Csárda, dokąd mieliśmy około 250 km, na szczęście większość autostradą. Do tawerny, obok której znajduje się brama do Parku Narodowego chroniącego pusztę, czyli węgierski step, dojechaliśmy w niecałe trzy godziny i dzięki temu mogliśmy kupić bilety na cały dostępny program obejmujący przejażdżkę konnymi wozami po puszcie oraz imitacji dawnej osady, zwiedzanie mini muzeum, zagród ze zwierzętami gospodarskimi, a przede wszystkim pokazy jazdy konnej wykonywane przez lokalnych kowbojów, czyli czikoszy (csikós) – całość 3.800 HUF od osoby.

Pokazy jazdy konnej w Bugac Puszta na Węgrzech
Pokazy jazdy konnej w Bugac Puszta na Węgrzech

Sama przejażdżka po stepie to przyjemna atrakcja, a wizyta w muzeum połączona z prezentacją gry na kilku tradycyjnych instrumentach to ciekawe doświadczenie muzyczne pozwalające posłuchać między innymi gry na dudach, czy też drumli. Stąd przeszliśmy do kilku zagród z osłami, bydłem węgierskim, owłosionymi świniami, końmi, czy też nietypowymi odmianami drobiu. Następnie przyszedł czas na pokazy, podczas których czikosze prezentowali swoje umiejętności jeździeckie, a w szczególności jazdę na pięciu koniach, tresurę koni i osła, pokazy zręczności, czy też strzelania z bata. Na koniec przed naszymi oczyma przepędzono stado koni. Przed powrotem zajrzeliśmy jeszcze do stajni, a następnie pojechaliśmy do csardy. Porządnie zgłodnieliśmy, a że Bugac Karikás Csárda słynie z wyjątkowo dobrego jedzenia, zamówiliśmy potrawkę z dzika w sosie z leśnych grzybów z krokietami ziemniaczanymi oraz powidłami z czerwonej porzeczki (2.800 HUF za porcję). Rewelacyjny smak!

Zdobny Pałac w Kecskemét na Węgrzech
Zdobny Pałac w Kecskemét na Węgrzech

Kecskemét – Musieliśmy cofnąć się dobre 30 km do Kecskemét, gdyż mieliśmy zamiar obejrzeć kolejne ładne miasto. Tym razem okazało się, że jako całość nie sprawia aż tak idealnego wrażenia, ale za to pojedyncze budynki są niesamowite. Zaparkowaliśmy poza strefą płatnego parkowania na ulicy Szent Imre, jakieś kilka minut od centrum. Zwiedzanie zaczęliśmy od głównego placu, czyli Kossuth tér, który z jednej strony jest otoczony pięknymi zabytkami z trzema kościołami i ratuszem w otoczeniu mnóstwa zieleni, a z drugiej strony zakończony „komunistycznymi” blokami z betonu.

Synagoga w Kecskemét na Węgrzech
Synagoga w Kecskemét na Węgrzech

Nie odwracając się podziwialiśmy szczególnie secesyjny Ratusz (Városháza), gdzie zajrzeliśmy do środka z piękną klatką schodową. Przeszedłszy między kościołami, skręciliśmy w Kálvin tér i dalej w Szabadság tér, które charakteryzują się piękną zabudową z Nowym Kolegium kalwińskim na czele oraz parkiem z licznymi fontannami. Nieopodal obejrzeliśmy białą bryłę kościoła ewangelickiego na Arany János útca oraz na Piaristák tere z dwoma okazałymi budynkami, z których jeden to kościół a drugi kolegium. Na koniec pozostały nam dwie najpiękniejsze budowle miasta, czyli Zdobny Pałac (Cifrapalota) z niepowtarzalną, kolorową fasadą oraz monumentalną synagogę (Zsinagóga) z białego kamienia.

Piwniczki i tłocznie win w Hajos na Węgrzech
Piwniczki i tłocznie win w Hajos na Węgrzech

Hajos –  Pod wieczór zatrzymaliśmy się w niewielkiej wiosce przypominającej wymarłą wioskę skrzatów. Wzdłuż drogi stoi tam ponad tysiąc piwniczek i tłoczni win, które otwarte są tylko w sezonie. Przeszliśmy wzdłuż zamkniętych domków stojących rzędami po obu stronach lessowego wąwozu, sprawiających oryginalne wrażenie.

Baja – Pozostało nam dojechać na nocleg w miejscowości Baja, gdzie na wyspie na Dunaju znajdował się Kisviza Vendégház, czyli mały pensjonat z ładnymi, przestronnymi pokojami.

13.06.2017 r.

Las łęgowy Gemenc erdő na Węgrzech
Las łęgowy Gemenc erdő na Węgrzech

Gemenc erdő – Niedaleko mieliśmy do stacji kolejki wąskotorowej w Pörböly (około 12 km), która zawozi turystów do Parku Narodowego kryjącego w sobie unikatowy na skalę europejską las łęgowy Gemenc erdő. Ciekawą rzeczą jest to, jak powstał ten nietypowy las. Jest on pozostałością rozlewisk Dunaju, który przed regulacją w XIX w. co roku wylewał, tworząc niedostępne suchą nogą tereny, a porastające je drzewa wystawały wprost z wody. Liczyliśmy na to, że będziemy mogli popływać kajakiem po odnogach Dunaju, jednakże taka atrakcja organizowana jest niezbyt często, więc w informacji turystycznej na stacji, zaproponowano nam przejazd pierwszą kolejką o godzinie 9:00 do stacji Malomtelelő, spacer wyznaczoną ścieżką przyrodniczą do wcześniejszej stacji, czyli Lassi i powrót kolejką o 12:07 (bilet w dwie strony 1.150 HUF).

Jeleń w Gemenc erdő na Węgrzech
Jeleń w Gemenc erdő na Węgrzech

Tak też zrobiliśmy. Jadąc pociągiem mogliśmy obserwować biegające po lesie niczym pieski dziki oraz jelenie, a także zmieniający się kilkukrotnie las. O 9:37 wysiedliśmy na ostatniej stacji i rozpoczęliśmy przyjemny spacer. Szliśmy lasem, w którym dominowały wysokie akacje. Co jakiś czas na trasie znajdowały się tablice informacyjne zarówno o roślinności, jak i zwierzętach żyjących w Gemenc erdő. Jednym z najfajniejszych miejsc na ścieżce była wieża obserwacyjna na zarośnięte trzciną jeziorko, gdzie obserwowaliśmy rozmaite ptaki: czaple, ślepowrony, drapieżniki, a także dojrzeliśmy dostojnego jelenia z wielkim porożem. Po przyjemnej wędrówce wróciliśmy kolejką do Pörböly i mogliśmy jechać do nieodległego Peczu.

Zsolnay Kulturális Negyed w Peczu na Węgrzech
Zsolnay Kulturális Negyed w Peczu na Węgrzech

Pécs (Pecz) – W Peczu zwiedzanie zaczęliśmy od Mauzoleum Zsolnay, a tak naprawdę od kompleksu Zsolnay Kulturális Negyed, gdzie w informacji turystycznej można kupić bilety do grobowca. Po wejściu na teren dzielnicy kultury i sztuki znaleźliśmy się jakby w innym świecie, a to za sprawą bardzo nietypowej architektury dawnych zakładów rodziny Zsolnay, tak bardzo odmiennej od tego co wcześniej widzieliśmy. Otaczały nas budynki ozdobione ceramiką dekoracyjną, której wytwarzaniem trudnili się Zsolnayowie oraz rzeźby i mnóstwo zieleni. W kompleksie znajduje się wiele ciekawych muzeów, aczkolwiek my mieliśmy inne plany.

Mauzoleum Zsolany w Peczu na Węgrzech
Mauzoleum Zsolany w Peczu na Węgrzech

Po zakupie biletów (bilet 1.300 HUF, pozwolenie na fotografowanie 500 HUF) poszliśmy do znajdującego się nieopodal mauzoleum fabrykantów, które wraz ze ścieżką prowadzącą do niego, ozdobione jest wieloma detalami wyprodukowanymi w tych samych zakładach ceramicznych. Jest to naprawdę ciekawy budynek z pięknym sarkofagiem oraz ścianami pokrytymi glazurą. Po wyjściu z grobowca zadzwoniliśmy do kolejnego obiektu noclegowego, którym było mieszkanko-apartament tuż przy głównym placu Peczu, czyli Széchenyi tér. Zaparkowaliśmy na wskazanym parkingu podziemnym pod Kossuth tér i bez problemu dotarliśmy do naszego lokum, gdzie chwilę później zjawiła się przemiła pani, która zaprowadziła nas do Central Apartman, czyli sympatycznej kawalerki na drugim piętrze stylowej kamienicy. Byliśmy głodni, więc zwiedzanie centrum zaczęliśmy od obiadu 🙂 Zamówiliśmy piersi z kurczaka faszerowane serem fontina i zawinięte w bekon (2.890 HUF za porcję), a do tego frytki ze słodkich ziemniaków (790 HUF za porcję) oraz sałatę z pomidorami (790 HUF za porcję) i lokalne piwo Pécsi Sör.

Główny plac Peczu na Węgrzech - Széchenyi tér
Główny plac Peczu na Węgrzech – Széchenyi tér

Najedzeni ruszyliśmy oglądać zabytki pięknego miasta Pecz. Znaleźliśmy się na głównym placu ze wspaniałym meczem, który robi niesamowite wrażenie zważywszy, że byliśmy w kraju chrześcijańskim, którym przy głównym rynku nie sposób spotkać takiej budowli… Obecnie meczet pełni rolę chrześcijańskiej świątyni ekumenicznej oraz muzeum (1.500 HUF za osobę). Chyba najbardziej zaskakującym elementem jest mihrab, czyli wnęka skierowana w stronę Mekki, nad którą wisi krzyż. Prócz tego zwiedzić można kryptę, wejść na chór oraz obejrzeć wizualizację budowli na przestrzeni wieków. Dalej poszliśmy ulicami Hunyadi János i Káptalan na Dóm tér, czyli Plac Katedralny z ogromną neoromańską katedrą Św. Piotra, Pałacem Biskupim i innymi ładnymi budynkami. Nieopodal placu trwał festyn z najróżniejszymi kramami, a my weszliśmy do późnorzymskiej nekropolii Cella Septichora.

 Széchenyi tér w Peczu na Węgrzech
Széchenyi tér w Peczu na Węgrzech

Obiekt nas nie zachwycił, ale docenić musimy ciekawy sposób prezentacji grobowców, które można było oglądać z różnych poziomów. Znacznie ciekawszy był pojedynczy grobowiec z VI w. n.e. – Ókeresztény Mauzóleum, w którym znajduje się sarkofag i malowidła przedstawiające sceny biblijne (bilet łączony z Cella Septichora 1.700 HUF). Po wyjściu z podziemi ruszyliśmy niespiesznym krokiem na spacer po starówce podziwiając okolice katedry, barbakan, uliczkę Ferencesek utcája z kościołem Św. Franciszka, ruiny tureckich łaźni, czynny nadal meczet Jakováli Hasszán-dzsámi, a potem wróciliśmy na Széchenyi tér, gdzie w przyjemnej kawiarni Virág Cukrászda zjedliśmy pyszne desery lodowe (Hawaii – 1.300 HUF i Fantázia – 1.500 HUF) popijając kawą (espresso lungo – 300 HUF). Na koniec poszliśmy jeszcze obejrzeć efektowną synagogę z XIX w. na Kossuth tér, a potem zrobiliśmy zakupy w markecie, który mimo dnia powszedniego był czynny zaledwie do 19:00, a to oznaczało, że musieliśmy się nieźle spieszyć pod okiem czujnego ochroniarza 😉

14.06.2017 r.

Tisza-tavi Ökocentrum na Węgrzech
Tisza-tavi Ökocentrum na Węgrzech

Poroszló – Na ten dzień zaplanowaliśmy wizytę w Tisza-tavi Ökocentrum w Poroszló. Atrakcja ta składa się z kilku części (2.990 zł od osoby), a główną z nich jest zespół akwariów z rybami żyjącymi w jeziorze Cisa (Tisza), wśród których największe wrażenie robi szklany tunel, którym idzie się pośród olbrzymich bieług przypominających prehistoryczne ryby. Druga atrakcja to wyjątkowy film 3D, jeden z najlepszych jaki kiedykolwiek widzieliśmy, ukazujący faunę i florę okolic. Obok znajduje się interesująca wystawa obrazująca noc w lesie, a cały teren wokół ośrodka można obserwować z wieży widokowej. Po wyjściu z budynku obejrzeliśmy mini zoo z kormoranami, pelikanami, jeleniami, żółwiami, czaplami, bocianami, borsukiem i kilkoma innymi zwierzętami, a także chatę rybacką.

Rejs po jeziorze Cisa (Tisza) na Węgrzech
Rejs po jeziorze Cisa (Tisza) na Węgrzech

Swój pobyt zakończyliśmy godzinnym rejsem po jeziorze Cisa, podczas którego pływając wśród szuwarów podglądaliśmy ptactwo wodne, kołujące nad wodą drapieżniki i bujną roślinność z liliami wodnymi na czele.

Város a város alatt - słynne piwnice winne w Egerze na Wegrzech
Város a város alatt – słynne piwnice winne w Egerze na Wegrzech

Eger – W Egerze zaczęliśmy od zakwaterowania w Szent Kristóf Panzió, czyli bardzo sympatycznym pensjonacie położonym kilka minut od bazyliki oraz słynnych egerskich piwnic winnych. Po szybkich zakupach w pobliskim centrum handlowym i wymianie waluty, ruszyliśmy na zwiedzanie Város a város alatt będacych niezbyt imponującą pozostałością dawnych składów win egerskich. Liczyliśmy, że jest to znacznie ciekawsze miejsce, a zwiedzanie będzie połączone z degustacją. Wycieczka z przewodnikiem (1.500 HUF) trwała raptem pół godziny, na szczęście otrzymaliśmy informacje po polsku i dzięki temu dowiedzieliśmy się przynajmniej dlaczego miejsce dziś wygląda tak, a nie inaczej.

Dobó István tér w Egerze na Węgrzech
Dobó István tér w Egerze na Węgrzech

Po wyjściu z lodowatych piwnic, obejrzeliśmy z zewnątrz wspaniałą bazylikę Św. Jana i poszliśmy na spacer ładnymi uliczkami miasta. Na Széchenyi István útca minęliśmy XVIII-wieczny Pałac Biskupi oraz budynek obecnego Uniwersytetu, a potem Érsek útca doszliśmy na Dobó István tér będący reprezentacyjnym placem Egeru. Wokół placu wznosi się kościół minorytów, Ratusz, pomnik Istvána Dobó, czyli bohatera narodowego Węgier oraz wiele rokokowych kamienic. Za mostkiem na potoku Eger zatrzymaliśmy się na urokliwym placyku Kis-Dobó tér na obiad w Minorita Étterem.

Kościół franciszkanów w Egerze na Wegrzech
Kościół franciszkanów w Egerze na Wegrzech

Nie da się ukryć, że objedliśmy się smaczną zupą karpiową oraz dwoma daniami mięsnymi a’la polski gulasz z frytkami, z czego jedno danie to golonka, a drugie paprykarz, oba bardzo tłuste, a zarazem bardzo smaczne. W trakcie posiłku mieliśmy aż dwa koncerty 🙂 Najpierw na klawiszach, różne znane melodie grał nam starszy pan, a potem z bocznej uliczki wyszedł chór z osobami w wieku od 10 do 70 lat, który dał cały koncert! To się nazywa „granie do kotleta” a’la Eger 😉   Po obfitym obiedzie poszliśmy do zamku, który obejrzeliśmy z zewnątrz, po drodze oglądając ładne uliczki. Później skierowaliśmy się do nietypowej atrakcji, czyli minaretu będącego pozostałością tureckiego meczetu, wysuniętego najdalej na północ. Niespiesznym krokiem przeszliśmy na Dobó István tér, a z niego uliczką Jókai Mór do kościoła franciszkanów z soczyście żółtą w zachodzącym słońcu fasadą. Kawałek dalej, na tej samej ulicy co kościół (Kossuth Lajos) pośród bujnej zieleni, podziwialiśmy barokowe pałace i kamienice.

15.06.2017 r.

Wodospad w dolinie Szalajka na Węgrzech
Wodospad w dolinie Szalajka na Węgrzech

Szilvásvárad – Szilvásvárad to kolejny punkt naszej podróży i to znajdujący się niedaleko Egeru. Dolina Szalajka wiedzie wzdłuż potoku o tej samej nazwie, tworzącego stawy i wodospady. Doliną przebiega trasa kolejki wąskotorowej, która dowozi turystów do pięknego stawu o turkusowej barwie, skąd można udać się wyżej do źródeł potoku, jaskini oraz na pobliski szczyt. Niestety podczas naszego pobytu widać było zniszczenia po nawałnicy, przez co szlak na górę był zagrodzony, a my po dojechaniu do końca trasy kolejki (pierwszym pociągiem o 9:30, kolejne co godzinę za 1.000 HUF od osoby), obejrzeniu jeziorka, zamiast udać się w górę, musieliśmy zadowolić się spacerem w dół wzdłuż Szalajki.

Kolejka w dolinie Szalajka na Węgrzech
Kolejka w dolinie Szalajka na Węgrzech

Po drodze minęliśmy wspaniały wodospad wijący się niczym wstęga białego tiulu po stopniach skalnych. Dalej były kolejne stawy, małe wodospady, wędzarnia pstrągów, stawy hodowlane oraz stacja pośrednia kolejki wąskotorowej oraz zagrody z jelonkami. Spacer niespiesznym krokiem zajął nam niespełna półtorej godziny.

Baseny termalne w jaskiniach - Miskolctapolca Barlangfürdő na Węgrzech
Baseny termalne w jaskiniach – Miskolctapolca Barlangfürdő na Węgrzech

Miskolctapolca – Na drugą połowę dnia zaplanowaliśmy kąpiel w basenach termalnych Miskolctapolca Barlangfürdő pod miastem Miskolc. Charakterystyczne dla tego kąpieliska są baseny termalne w jaskiniach, a prócz nich także na świeżym powietrzu. Łącznie do dyspozycji jest siedem basenów o temperaturze wody od 28 do 35°C, podświetlane korytarze z wodnymi atrakcjami (działające cały czas bicze wodne oraz jacuzzi, kurtyna wodna i rwąca rzeka włączane w określonych godzinach). Część zewnętrzna jest znacznie mniejsza niż w Bük, ale bardzo ładna z częścią gastronomiczną.

Kąpiel błotna w Miskolctapolca Barlangfürdő na Węgrzech
Kąpiel błotna w Miskolctapolca Barlangfürdő na Węgrzech

Nie omieszkaliśmy skorzystać z baru, choć na langosa z serem i śmietaną musieliśmy czekać w długiej kolejce wygłodniałych wczasowiczów. Warto było! W Miskolctapolca zaplanowaliśmy sobie jeszcze jedną atrakcję, czyli pakiet spa – „Sweet couple” (12.000 HUF) obejmujący 30-minutową błotną kąpiel przy muzyce relaksacyjnej z bezalkoholowym drinkiem oraz 40-minutowy masaż całego ciała przeprowadzany równocześnie na dwóch stołach przez dwoje masażystów. Pełen relaks 😀 Mega fajny pobyt zajął nam około 4,5 godziny. Dodać musimy, ze turyści z Polski mimo niskiego jeszcze sezonu, stanowili niemal połowę wszystkich wczasowiczów w Miskolctapolca.

Aggtelek – Pod wieczór dojechaliśmy do Aggtelek, w którym wynajęliśmy bardzo ładny domek w Boróka Vendégház, w którym na początek spotkała nas miła niespodzianka, a mianowicie właścicielka poinformowała nas, że śniadanie jest wliczone w cenę. Zdążyliśmy już kupić składniki na śniadanie i całe szczęście, bo mimo poszukiwań, nie znaleźliśmy ani jednego otwartego baru, czy też restauracji, gdzie moglibyśmy zjeść obiad… Tym samym zjedliśmy śniadanie na kolację, ale nie żałowaliśmy, bo wędliny i sery węgierskie są bardzo smaczne 🙂

16.06.2017 r.

Jaskinia Baradla na Węgrzech, wejście od Aggtelek
Jaskinia Baradla na Węgrzech, wejście od Aggtelek

Jaskinia Baradla (Aggtelek) – Już przed 9:00, czyli przed otwarciem kasy do Jaskini Baradla (wejście od Aggtelek) czekaliśmy na zakup biletów na godzinę 10:00. Bez problemów kupiliśmy bilety na pierwsze wejście (2.200 HUF od osoby) i mając jeszcze sporo czasu, pojechaliśmy pod wejście od strony Vörös-tó (niecałe 5 km), aby kupić bilety na 12:00 do tej samej jaskini, ale na zupełnie inną i dłuższą trasę (bilet z upustem 30% po okazaniu biletu z Aggtelek – 1.500 HUF od osoby). Wróciliśmy przed 10:00, zamieniliśmy kilka słów z turystami z Polski i punktualnie, z ulotką po polsku rozpoczęliśmy zwiedzanie. Jaskinia Baradla to system jaskiniowy o łącznej długości korytarzy 25,5 km, z czego wycieczka od strony Aggtelek, którą wybraliśmy, liczy 1 km i trwa 1 godzinę. Podczas spaceru okraszonego węgierskim komentarzem (oj ulotka przydała się 😉 ), obejrzeliśmy mnóstwo kolorowych nacieków w odcieniach czerwieni, brązu, żółci, a nawet zieleni. Wśród niezwykle bogatej szaty wyróżniały się wspaniałe stalaktyty, stalagmity i stalagnaty o pokaźnych rozmiarach i fantazyjnych nazwach. Generalnie, z trzech wybranych na ten dzień tras, ta była najbardziej nasycona naciekami.

Jaskinia Baradla na Węgrzech - wejście od strony Vörös-tó
Jaskinia Baradla na Węgrzech – wejście od strony Vörös-tó

Jaskinia Baradla (Vörös-tó) – Dużo przed 12:00 czekaliśmy na wejście do jaskini Baradla od strony Vörös-tó (ponownie dostaliśmy ulotkę po polsku). Tym razem wycieczka była znacznie dłuższa, bo trwała 100 minut, a jej długość wyniosła 2,3 km. Szliśmy długimi korytarzami wzdłuż podziemnych strumieni, które tworzyły jeziorka i podziwialiśmy niesamowite formacje nacieków, których jest niewiele mniej niż od strony Aggtelek. Za to właśnie tu można zobaczyć największy na Węgrzech, 19-metrowy stalagmit w miejscu zwanym Obserwatorium astronomiczne. Wycieczka jest bardzo dobrze przygotowana, gdyż po wyjściu w zupełnie innym miejscu, czekał na nas bus (w ramach biletu do jaskini), który zawiózł nas z powrotem na parking w Vörös-tó.

Jaskinia Rákóczi na Wegrzech
Jaskinia Rákóczi na Wegrzech

Jaskinia Rákóczi – Ze znalezieniem ostatniej jaskini mieliśmy sporo problemów. Tuż przed spodziewanym miejscem, w którym powinno znajdować się wejście do Jaskini Rákóczi, zgodnie z drogowskazem skręciliśmy w polną drogę, która wiodła do opuszczonej kopalni. Napotkaliśmy jeźdźców na koniach, którzy wskazali nam drogę, ale kompletnie ich nie zrozumieliśmy i mimo, że byliśmy już we właściwym miejscu, pojechaliśmy dalej. Droga pogorszyła się, stawała się coraz węższa i uznaliśmy, że nie może to być droga do atrakcji turystycznej. Wycofaliśmy się i bez trudu w niewielkim budynku wypatrzyliśmy jakąś kasę, która okazała się być tym czego szukaliśmy (bilet z upustem 30% 1.800 HUF od osoby, ulotka tylko po angielsku)… Kasjerka zaprowadziła nas do wejścia do dawnej sztolni, przed którą czekała przewodniczka i dwoje turystów. Najpierw szliśmy korytarzami kopalni, aby dotrzeć do niemal pionowej jaskini (79 m głębokości), trasa zwiedzania 650 m po 340 stopniach przypominających metalowe drabinki (1 godzina). Charakterystyczne dla Jaskini Rákóczi są dwa przepiękne, szmaragdowe jeziora, nacieki przypominające brokuły i kalafiory oraz Złota Klatka, czyli sala z błyszczącymi naciekami.

Szécsény – Myśleliśmy, że ten dzień skończymy szybciej niż poprzednie, ale droga na nocleg okazała się dłuższa (150 km) i wolniejsza niż chcielibyśmy. Jechaliśmy wąskimi drogami, często o kiepskiej nawierzchni i wypatrywaliśmy jakiegokolwiek miejsca na obiad. Byliśmy bardzo zawiedzeni, bo w tym obszarze nie było w ogóle przydrożnych barów i tawern. W końcu udało nam się namierzyć restaurację Arany Kekes w Pétervására, gdzie z racji późnej pory zaproponowano nam półmisek mięs dla dwojga, do którego dokupiliśmy pikle buraczkowe i ogórki (koszt całego obiadu wraz z colą – 6.180 HUF). Bardzo smaczne danie, a przede wszystkim w końcu zjedliśmy obiad 🙂 Do celu pozostało nam już niedaleko, ale w miejscowości Szécsény mieliśmy problem ze zlokalizowaniem Major Hotel És Palóc Apartmanház, gdyż nie posaiad żadnego szyldu przy drodze, ażeby do niego trafić, trzeba wjechać w bramę jakiegoś dawnego gospodarstwa rolnego typu PGR… Sam hotel bardzo przyjemny, a śniadanie obfite (szwedzki stół), tyle że obsługa nie mówi w żadnym innym języku niż węgierski 😀

17.06.2017 r.

Skamieniałe drzewa w Ipolytarnóc na Węgrzech
Skamieniałe drzewa w Ipolytarnóc na Węgrzech

Ipolytarnóc – Ostatni dzień zwiedzania rozpoczęliśmy w stosunkowo nietypowym miejscu, czyli w parku paleontologicznym w Ipolytarnóc, gdzie odnaleziono około trzech tysięcy śladów prehistorycznych zwierząt z 11 gatunków, a do tego 15 tys. odcisków liści roślin i skamieniałe pnie drzew. Po zakupie biletu (1.500 HUF za osobę bilet na ścieżkę geologiczną i film 3D), otrzymaliśmy ulotkę po polsku, obejrzeliśmy w pawilonie obok skamieniałe drzewa – cypryśniki błotne liczące bagatela 7 mln lat i poszliśmy kilkaset metrów na początek ścieżki geologicznej. Idąc na spotkanie z przewodnikiem, cofaliśmy się w czasie, o czym informowały tablice pokazujący erę, w której się znajdujemy.

Skamieniałe ślady prehistorycznych zwierząt w Ipolytarnóc na Węgrzech
Skamieniałe ślady prehistorycznych zwierząt w Ipolytarnóc na Węgrzech

Ostatecznie dotarliśmy do bramy właściwego rezerwatu, gdzie po chwili przyszedł przewodnik wraz z dwójką miejscowych turystów. Ruszyliśmy, aby obejrzeć osady wulkaniczne sprzed 24 mln lat, w których zachowały się skamieliny. Zachowały się one w identyczny sposób jak ruiny w Pompejach, czyli podczas erupcji wulkanu, którego pył pokrył cały teren wraz z odciskami śladów zwierząt i roślin. Prócz tego na zewnątrz obejrzeliśmy pierwsze ślady i skamieniałe drzewo wystające ze skarpy. Potem weszliśmy do pawilonu, który krył mnóstwo tropów prehistorycznych zwierząt takich jak nosorożce, psy niedźwiedzie, sarny, jelenie i ptaki. W drugim pawilonie czekał na nas fragment olbrzymiego, 100-metrowego, skamieniałego drzewa, którego niewielki kawałek można było dotknąć i przekonać się, że jego struktura w dotyku nie przypomina ani kamienia, ani drewna, lecz coś pośredniego… W ostatnim pawilonie znajdowała się niewielka wystawa artefaktów takich jak zęby rekina, kolejne ślady roślin i zwierząt, wizualizacja prehistorycznego lasu oraz zaprezentowano nam film 3D obrazujący ówczesne zwierzęta.

Wieś-skansen Hollókő na Węgrzech
Wieś-skansen Hollókő na Węgrzech

Hollókő – Nadal zamieszkana wieś grupy etnicznej Połowców – Hollókő, stanowi rezerwat wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Po zaparkowaniu na specjalnym, dużym płatnym parkingu (parkometry, 300 HUF za godzinę), obok którego w informacji turystycznej dostaliśmy podręczną mapkę miejscowości, zeszliśmy na jedną z dwóch uliczek wsi. Całość składa się z zadbanych białych domów, ustawionych wzdłuż uliczek, ze spadzistymi dachami krytymi dachówką.

Wieś-skansen Hollókő na Węgrzech
Wieś-skansen Hollókő na Węgrzech

Większość domów jest otwartych i znajdują się w nich wystawy, sklepiki, tawerny i muzea. Na samym środku stoi biały kościół o surowym wnętrzu, w którym jako, że była sobota, odbywały się śluby. Zaglądaliśmy niemal do wszystkich domów, kupiliśmy doskonałe sery, w Babamúzeum (bilet 350 HUF) obejrzeliśmy wystawę 200 porcelanowych lalek ubranych w piękne stroje ludowe oraz zjedliśmy doskonałą przekąskę – Hússal töltött palacsinta rántva 🙂 , czyli panierowany krokiet z mięsem, smażony w głębokim oleju (950 HUF za szt.). Był to niezwykle miły spacer po urokliwej miejscowości.

Pałac Franciszka Józefa i Sisi w Gödöllő na Węgrzech
Pałac Franciszka Józefa i Sisi w Gödöllő na Węgrzech

Gödöllő – Ostatnim punktem podróży był największy pałac na Węgrzech, zbudowany w I połowie XVIII w. i podarowany później przez naród Cesarzowi Franciszkowi Józefowi i jego żonie Elżbiecie zwanej Sisi. Pałac z zewnątrz jest okazałą budowlą, ale po przejęciu przez fundację, nadal w remoncie. Wnętrza, w których nie wolno filmować i robić zdjęć, nie są aż tak okazałe jak można by się spodziewać (bilet 2.600 HUF). Do najciekawszych elementów należą stiuki, piece i trochę zgromadzonych epokowych mebli oraz strojów. Naszą uwagę przykuły bardzo stare zdjęcia, na których zobaczyć można jak naprawdę wyglądał cesarz i jego żona.

Pałac Franciszka Józefa i Sisi w Gödöllő na Węgrzech
Pałac Franciszka Józefa i Sisi w Gödöllő na Węgrzech

Przy okazji okazało się że Sisi była rzeczywiście ładną kobietą. Po wyjściu można było odpłatnie zrobić sobie zdjęcia w ubraniach stylizowanych na XVIII i XIX w. oraz wyjść do pałacowych ogrodów. Teoretycznie można w soboty i niedziele zobaczyć także ciekawy, barokowy teatr, ale mimo, że własnie była sobota, to teatr był zamknięty… Ogrody, a raczej duży park pozwalają na obejrzenie pałacu w całej okazałości, ale przy okazji obnażają skalę prac, które muszą jeszcze być przeprowadzone… Ogólnie pałac to ładne i ciekawe miejsce, ale jedna ze słabszych atrakcji jakie widzieliśmy w tym kraju.

Győr – W drodze na ostatni nocleg zjedliśmy nietypowy jak na nas obiad, bo na jednym z parkingów na autostradzie, skorzystaliśmy z bistro serwującego dania w systemie płacisz raz i jesz ile chcesz. Generalnie nie lubimy bistro, bo jedzenie jest raczej kiepskie i niesmaczne. Tym razem widząc tłumy (szczególnie kierowców ciężarówek, a oni przecież lubią dobrze zjeść) i ogromny wybór jedzenia, które ładnie pachniało, zdecydowaliśmy się na posiłek w tym miejscu. To był strzał w dziesiątkę, bo nie dość, że jedzenie było pyszne i tanie, to mogliśmy spróbować wielu różnych potraw kuchni węgierskiej, na które wcześniej nie trafiliśmy (np. dania z podrobów). Hotel Natural Panzió wygodnie ulokowany na obrzeżach Győr, zaledwie kilka kilometrów od autostrady, to bardzo ładny obiekt, w którym spędziliśmy ostatnią noc na Węgrzech.

18.06.2017 r.

Wczesny wyjazd z Węgier (około 6:00) zaowocował szybkim przyjazdem do domu w Toruniu. Dzięki temu, że jechaliśmy tak samo jak na Węgry, czyli większość drogi autostradami, to 824 km przejechaliśmy w 8 godzin i to bez łamania przepisów 🙂