Bornholm (Dania) rowerem

10.08.2018 – 14.08.2018

OPIS PODRÓŻY

10.08.2018 r.

Kołobrzeg – Weekend zaczęliśmy bezpośrednio po pracy udając się do Kołobrzegu, gdzie zatrzymaliśmy się na nocleg w Hostelu Conrad. Jest to obiekt z miła obsługą, ale wyposażeniem pamiętającym poprzednią epokę. Generalnie dla nas najważniejsze było to, że mogliśmy przechować rowery w zamkniętym pomieszczeniu oraz przespać się przed porannym rejsem na Bornholm.

11.08.2018 r.

Camping Nexø na wyspie Bornholm

Wstaliśmy wcześnie rano, zapakowaliśmy rowery na bagażnik dachowy i podjechaliśmy na parking strzeżony przy ulicy Portowej (90 zł za 3 doby). Stąd mieliśmy zaledwie kilkaset metrów na przystań, z której odpływał nasz statek M/S Jantar. Musieliśmy zdjąć wszystko (sakwy, bidony, liczniki) z rowerów, które następnie zostały wciągnięte po wąskiej rynnie na górny pokład, a my z bagażami weszliśmy do środka (bilet w obie strony w cenie 296 zł za osobę z rowerem kupione przez Internet w marcu z 10% upustem). Sakwy zostawiliśmy w bagażowni i zajęliśmy miejsca w fotelach lotniczych w tzw. dyskotece 🙂 Załoga poinformowała, że prom płynie do Nexø i nie wraca tego samego dnia do Polski, gdyż przewidywane jest załamanie pogody. Dla nas nie miało to znaczenia, gdyż planowaliśmy powrót trzy dni później.

Fontanna Trytona na rynku w Nexø

Rejs przebiegł spokojnie, zabawiano nas filmem o Bornholmie, potem jakimś filmem fabularnym, a na końcu muzyką, wśród której wyróżnił się kawałek o niezwykle wyrafinowanym tekście: „Bożena to jest laska. Każdy facet chociaż raz, chciałby w życiu ją pogłaskać”. No cóż… Sztuka wysokich… fal… 😀

Nexø – Po dopłynięciu na Bornholm, wysiedliśmy w porcie w Nexø, skąd ścieżką rowerową do naszego Nexø Camping & Cottages mieliśmy zaledwie kilkaset metrów. Miła obsługa udostępniła nam domek już o 12:00, więc mogliśmy spokojnie rozpakować się i chwilę później pojechać po zakupy do centrum miasteczka.

Wiatrak typu holenderskiego w Aarsdale na Bornholmie

Sam domek był dość wygodny, przeznaczony na maksymalnie sześć osób, więc mieliśmy sporo miejsca, a do tego kuchenkę oraz toaletę z umywalką.

Aarsdale – Ruszyliśmy na naszą pierwszą wycieczkę rowerową. Kilka kilometrów od Nexø znajduje się jedna z malowniczych miejscowości tej wyspy, czyli Aarsdale z charakterystycznym, białym wiatrakiem typu holenderskiego z XIX wieku. Wiatrak stojący przy głównej drodze można zwiedzać i co ciekawe, jego śmigi cały czas się kręcą ku uciesze turystów.  Sprawia to ciekawy efekt dla osób stojących u stóp wiatraka.

Ibskirke, czyli kościół Św. Jakuba na Bornholmie

Ibskirke – Skręciwszy z oznakowanej ścieżki w drogę w kierunku Ibskirke, po kilku kilometrach, walcząc z silnym wiatrem dotarliśmy do celu. W kościele właśnie skończył się ślub, więc orszak weselny przeszedł tuż obok nas. Dzięki temu świątynia była otwarta i mogliśmy zobaczyć Ibskirke, czyli Kościół Św. Jakuba, datowany na XI-XII w. od środka. Zaprosiła nas miła kobieta pastor ubrana w czarny stój z białą kryzą wokół szyi. Wnętrze jak przystało na kościół romański i to w dodatku protestancki jest bardzo surowe, ale nie przytłaczające. Wokół kościoła rozciąga się cmentarz, który nie jest przygnębiający, a raczej przypomina park.

Skupisko menhirów w Louisenlund na Bornholmie

Louisenlund – Po przejechaniu kilku kolejnych kilometrów, tym razem w deszczu, w niewielkim zagajniku wypatrzyliśmy skupisko ponad pięćdziesięciu menhirów, czyli postawionych pionowo głazów o znaczeniu kultowym. W Louisenlund kamienie mają nawet 2,5 m wysokości i pochodzą prawdopodobnie z około 1100 r. p.n.e. Miejsce jest interesujące, choć w mroczny dzień zapewne sprawia ponure wrażenie. My mieliśmy szczęście, bo po deszczu zaświeciło nam słońce, które nie dość, że zaczęło suszyć nam ubrania, to jeszcze pozwoliło w spokoju podziwiać to niezwykłe i malownicze miejsce.

Svaneke na wyspie Bornholm

Svaneke – Skręciwszy w drogę w kierunku Svaneke dostaliśmy „wiatr w żagle” i wśród ładnych krajobrazów szybko dojechaliśmy do tego „cukierkowego”, portowego miasteczka. Zatrzymaliśmy się w centrum, gdzie pod jakimś sklepem zostawiliśmy rowery i poszliśmy do portu. Byliśmy już bardzo głodni, więc zamówiliśmy sobie Fish&Chips (rybę z frytkami) w B’s Fiskeværksted (110 DKK, czyli około 70 zł za porcję), a do tego lokalne piwo Svaneke Dark Gold (48 DKK, czyli 28 zł za 0,3l). Całość pyszna, zjedzona w pięknym otoczeniu jachtów, plaży, morza i kolorowych domków. Po obiedzie ruszyliśmy na spacer po miejscowości wyszukując ciekawe zaułki z charakterystyczną bornholmską zabudową.

Tęcza nad campingiem w Nexø po burzy na Bornholmie

Wracając do Nexø ścieżką rowerową przejechaliśmy przez Aarsdale, gdzie w porcie trwał festyn, a nad lądem zbierały się bardzo ciemne chmury zapowiadające burzę. Zapewne tę burzę, przez którą statek do Polski musiał zostać w porcie. Zdecydowanie przyspieszyliśmy, żeby zdążyć przed nawałnicą, ale niestety mieliśmy zbyt wolne pojazdy i jakieś dwa kilometry przed campingiem zaczął się deszcz, który przeszedł w ulewę z gradem, grzmotami i silnym wiatrem. Niemalże uniemożliwiało to jazdę rowerem, ale wiedząc, że nasz domek jest tuż, tuż, zupełnie przemoczeni, zziębnięci, dotarliśmy do naszego lokum. Bezpieczni, w suchym domku mogliśmy obserwować kolejne ataki burzy… Cały przejazd tego dnia to około 26 km.

12.08.2018 r.

Aakirkeby na Bornholmie

Aakirkeby – Natępnego dnia, po burzy pogoda poprawiła się, ale nadal wiał silny wiatr, który bardzo utrudniał jazdę rowerem. Mieliśmy momentami uczucie, że prawie nie posuwamy się do przodu. Wybraliśmy trasę rowerową prowadzącą z Nexø do Rønne przez Aakirkeby. Po męczących kilkunastu kilometrach dotarliśmy do pierwszego celu, czyli malowniczego miasteczka Aakirkeby, którego główną atrakcją jest zabudowa uliczek, rynku, a przede wszystkim romański kościół Św. Jana Chrzciciela z XII. Przeszliśmy kolorowymi uliczkami oraz zajrzeliśmy do kościoła, który był surowy i monumentalny. Zadziwiły nas pustki na drodze oraz w miejscowości. Owszem była to niedziela, ale nie spotkaliśmy nieomal ani jednego człowieka.

Nylars kirke – jeden z czterech kościołów rotundowych na Bornholmie

Nylars kirke – Kilka kilometrów dalej dotarliśmy do pierwszego z czterech słynnych kościołów rotundowych, czyli kościoła Św. Mikołaja w Nylars. Ten odcinek ścieżki jest bardzo przyjemny i prowadzi przez las. Mieliśmy szczęście, bo akurat skończyło się nabożeństwo i mogliśmy zajrzeć do środka, a warto. Rotunda wsparta jest na jednej kolumnie zdobionej malowidłami przedstawiającymi stworzenie człowieka. Mamy więc Adama i Ewę oraz całą historię wypędzenia z Raju. Po wyjściu mogliśmy obejrzeć z zewnątrz niewielkich rozmiarów plebanię oraz kolejny cmentarz-park.

Uliczka Rønne

Rønne – Po kolejnych kilku kilometrach znaleźliśmy się w stolicy wyspy, czyli czternastotysięcznym Rønne. Rowery zostawiliśmy pod centrum handlowym Snellemark Centret nieopodal portu i ruszyliśmy do centrum. Miasto zaskoczyło nas niezwykle barwną zabudową. Pospacerowaliśmy bez konkretnego celu uliczkami miasta, przechodząc m. in. obok kościoła Św. Mikołaja oraz przez Duży Rynek. Chłonęliśmy atmosferę tego urokliwego miasta, a na koniec zjedliśmy pyszne ciastka Jordbærkage (18 DKK za sztukę) w cukierni na terenie centrum handlowego.

Wędzarnia w Hasle

Hasle – Ścieżka z Rønne do Hasle jest bardzo przyjemna i wiedzie w dużej części nadmorskim lasem. W trakcie jazdy pogoda zaczęła się pogarszać, więc przyspieszyliśmy, aby w miarę sucho dotrzeć do słynnej wędzarni ryb. W coraz silniejszym deszczu zostawiliśmy nasze dwukołowe pojazdy i weszliśmy do białego budynku z charakterystycznymi kominami. Wewnątrz urządzono tzw. bufet „jesz ile chcesz” (149 DKK od osoby, butelka piwa Edinger Dunkel 0,5 l – 58 DKK) z najróżniejszymi daniami z ryb, a do tego surówkami i dodatkami, a wszystko to na stole w kształcie łodzi. Czegóż tam nie było, ryby wędzone, smażone, w przeróżnych zalewach i sałatkach, wybór tak szeroki, że nie sposób było posmakować wszystkiego.

Nykirke – najmniejszy i najmłodszy z kościołów rotundowych na Bornholmie

Deszcz nie ustawał, więc w oczekiwaniu na poprawę pogody najedliśmy się co niemiara 🙂 Mimo deszczu, który nie odpuszczał, ruszyliśmy do centrum wioski rybackiej Hasle, gdzie wokół portu rozlokowały się kolorowe domki rybackie.

Nykirke – Niezbyt daleko od Hasle ulokowany jest najmniejszy i najmłodszy z kościołów rotundowych Bornholmu, czyli Nykirke (Nowy kościół). Gdy dojechaliśmy, deszcz przestał padać, więc w spokoju mogliśmy obejrzeć charakterystyczną budowlę wraz z jej otoczeniem. Tym razem niestety nie udało nam się wejść do środka.

Dolina Echa (Ekkodalen) w lesie Almindingen na Bornholmie

Dolina Echa (Ekkodalen) – Nieco dalej mieliśmy do lasu Almindingen, czyli trzeciego co do wielkości lasu w Danii. Postanowiliśmy przejechać przez środek lasu, aby zobaczyć jedną z największych atrakcji geologicznych wyspy, czyli Dolinę Echa (Ekkodalen). W lesie znajduje się najwyższe wzniesienie na wyspie, czyli Rytterknægten (162 m n.p.m.), a to oznacza, że musieliśmy się pomęczyć na podjazdach, a do tego cała ścieżka była ziemna. Już zwątpiliśmy, że uda nam się namierzyć poszukiwaną dolinę, gdy po ciekawym punkcie widokowym zauważyliśmy drogowskaz prowadzący do Ekkodalen. Do pewnego momentu jechaliśmy rowerami, aż w końcu porzuciliśmy je przy wąskiej ścieżce i dalej poszliśmy pieszo. Po ponad dwudziestu minutach dotarliśmy do drewnianych schodów prowadzących w głąb kamiennej, mrocznej Doliny Echa. Ciekawe miejsce i do tego zupełnie nietypowe jak na tę wyspę. Został nam tylko powrót na camping, na szczęście mieliśmy wiatr w plecy i więcej zjazdów niż podjazdów, więc szybko znaleźliśmy się u celu. Cały dzień to 93 km na rowerze.

13.08.2018 r.

Olsker kirke na Bornholmie

Olsker kirke – Tym razem do pierwszej atrakcji czekała nas naprawdę długa droga, bo ponad 30 km. Od rana padał drobny deszcz, który nie uprzyjemniał nam jazdy. Na początku jechaliśmy trasą rowerową w kierunku na Gudhjem przez las Almindingen. Spora część szlaku to drogi ziemne lub szutrowe. Od połowy drogi skręciliśmy w zwykłą szosę, aby przez miejscowość Klemensker dojechać do Olsker, gdzie stoi trzeci kościół rotundowy pod wezwaniem Św. Olafa władcy Norwegii (wstęp 10 DKK). Kościół rożni się od wcześniej poznanych przyporami, które od XIX w. chronią świątynię przed zawaleniem. Kolumna podtrzymująca rotundę jest zdecydowanie mniej ozdobna niż w Nylars kirke.

Zamek Hammershus na Bornholmie

Hammershus – Z Olsker jest już stosunkowo blisko do średniowiecznego zamku Hammershus stojącego na wysokim klifie (75 m n.p.m.) nad Bałtykiem. Z zamku nie ostało się zbyt wiele, ale ruiny są rozległe i niezwykle malownicze. Zamek był budowany od XIII w., a w XVIII w. został opuszczony i stopniowo popadł w ruinę, którą dziś licznie odwiedzają turyści. To chyba najbardziej oblegana atrakcja Bornholmu. Nas to nie dziwi, bo sami jesteśmy zamkofilami 😉 Na ruinach spędziliśmy sporo czasu rozkoszując się widokami na zamek, okolicę i nasze poczciwe Morze Bałtyckie.

Ryty naskalne Madsebakke w Allinge na Bornholmie

Madsebakke – Mieliśmy troszkę problemów z namierzeniem kolejnej atrakcji, czyli rytów naskalnych Madsebakke w Allinge, a błądzenie rowerami, to jednak nie to samo co błądzenie samochodem 😀 Tym bardziej, że okolica jest bardzo pagórkowata… Miejsce jest nietypowe, gdyż wśród traw znajdują się skały pokryte rytami sprzed kilku tysięcy lat przedstawiającymi statki, tarczę słoneczną i liczne kropki. Dla wygody turystów wytyczono ścieżki, a ryty pomalowano czerwoną farbą, dzięki czemu wszystkie wyobrażenia są łatwo widoczne. Dodać należy, że jest to największe skupisko prehistorycznej sztuki naskalnej w Danii.

Helligdomsklipperne – klify w północnej części Bornholmu

Helligdomsklipperne – Jadąc góra-dół, góra-dół wzdłuż wybrzeża, dotarliśmy do kolejnego oryginalnego miejsca, czyli klifów Helligdomsklipperne. Klify stanowią rezerwat przyrody, w którym poprowadzono ścieżkę wzdłuż brzegu z licznymi zejściami w dół nad samo morze. Parking sąsiaduje z muzeum sztuki nowoczesnej, które nas jednak nie zainteresowało 🙂 My za to pospacerowaliśmy podziwiając skały o przeróżnych kształtach, wspaniałe klify i malowniczą okolicę. Klify obfitują w zakamarki i jaskinie, do których można dostać się nie tylko od strony morza, ale także kładkami i drabinkami. Trzeba jednak być na to przygotowanym i ubrać odpowiednie buty oraz zabrać latarki, a my nie nastawiliśmy się na to, gdyż wyjazd ten miał zupełnie inny charakter. Ciekawostką jest to, że do klifów można dopłynąć niewielką łodzią z Gudhjem.

Obiad w Svaneke

Powrót do Nexø był ciężki, ponieważ cała droga to ciągłe, niekończące się podjazdy i zjazdy. Zaliczyliśmy w ten sposób kilkadziesiąt górek i dojeżdżając do Svaneke byliśmy naprawdę bardzo zmęczeni. Obiad w tej samej restauracji co pierwszego dnia był więc prawdziwą ucztą. Zjedliśmy grønsaltet torsk, czyli „zielonego” dorsza z jajkiem, sosem musztardowym, warzywami na parze i ziemniakami w mundurkach (199 DKK za porcję, czyli około 120 zł), a do tego oczywiście lokalne piwo Svaneke. Ten dzień to 90 km przejechane rowerem.

14.08.2018 r.

Windsurferzy w Balka na Bornholmie

Balka – Ostatni dzień na Bornholmie to czas relaksu. Nie oznacza to jednak, że nie wybraliśmy się na wycieczkę rowerową, a jedynie to, że postanowiliśmy pojeździć po bornholmskich kurortach i chwilę poplażować. Jedne z najbardziej atrakcyjnych plaż wyspy znajdują się w miejscowości Balka zaledwie kilka kilometrów na południe od Nexø. Zostawiliśmy rowery na specjalnym parkingu i ruszyliśmy na niezwykle białą plażę z równie niezwykle miałkim piaskiem, który ponoć w dawnych czasach wykorzystywany był w klepsydrach. Nie omieszkaliśmy wykąpać się i popływać w Bałtyku, choć woda nie była przesadnie ciepła. W tym samym czasie, w wyjątkowo płytkiej wodzie swoich sił próbowali windsurferzy, niektórzy zaawansowani, a inni początkujący. Po kąpieli i kilku chwilach w słońcu ruszyliśmy w dalszą drogę.

Stanowisko dział z II Wojny Światowej w Dueodde na Bornholmie

Dueodde – Jadąc ścieżką w kierunku Rønne przejechaliśmy najpierw przez malowniczą miejscowość wypoczynkową Snogebæk. Stąd już niedaleko było do Dueodde, gdzie znajdują się stanowiska dział z II Wojny Światowej. Są to ogromne konstrukcje z betonu, które wspierały działa zdolne wystrzelić niemal półtonowe pociski o kalibrze 380 mm na odległość 50 km. Miejsce robi wrażenie i jest swobodnie dostępne. Wystarczy wiedzieć, że ze ścieżki rowerowej należy skręcić w uliczkę Skrokkegaardsvejen (wyraźne oznaczenie ulicy), a potem skręcić w prawo w kierunku Kanonstilling (drewniana tabliczka).

Widok z latarni morskiej w Dueodde na wydmy

Potem wycofaliśmy się do ścieżki rowerowej, aby po niedługim czasie skręcić w ulicę Fyrvejen, która prowadzi do czegoś w rodzaju centrum Dueodde, a przede wszystkim do latarni morskiej. Z 47-metrowej konstrukcji doskonale widać sporą część wyspy, piękne wydmy rozpościerające się u stóp latarni oraz Bałtyk. Niestety aby wdrapać się na górę, trzeba pokonać 196 stopni… Na koniec wizyty w Dueodde poszliśmy jeszcze drewnianą kładką na plażę mijając po drodze ładne wrzosowisko. Plaża ta uznawana jest za jedną z najpiękniejszych w Europie i trudno temu zaprzeczyć 🙂

Uliczka w Nexø na Bornholmie

Nexø – Powrót do Nexø nie zajął nam zbyt dużo czasu, więc mogliśmy w spokoju pospacerować po tym niewielkim, bo czterotysięcznym miasteczku. Zajrzeliśmy nieomal w każdy kąt, zjedliśmy pyszne ciasteczka w piekarni i zrobiliśmy zakupy w sklepiku portowym, w którym kupiliśmy wędzone śledzie oraz śledzie w korzennej zalewie. Ryby to jeden z najfajniejszych suwenirów, który można przywieźć z Bornholmu 🙂 Około 16:00 pojechaliśmy na camping odebrać nasze bagaże, a potem czekaliśmy już tylko na załadunek na prom. Tego dnia przejechaliśmy 28 km. Podczas oczekiwania na wciągnięcie rowerów na pokład lunął deszcz, ale mając w perspektywie powrót do domu, nie zważaliśmy na takie drobiazgi 😉 Sam rejs to zupełnie inna historia. Po pierwsze zaraz po wypłynięciu z portu zaczęło mocno kołysać niewielkim stateczkiem. Przed rejsem nie zjedliśmy obiadu, gdyż postanowiliśmy zjeść go na promie. Obiady wydawane są po 18:00, czyli pół godziny od wypłynięcia. Tyle wystarczyło, żeby większości pasażerów odeszła ochota na obiad. W naszym wypadku głód zwyciężył (a może pomogło wypite piwo) nad nudnościami… Byliśmy pierwszymi klientami restauracji. Szef kelnerów zadał pytanie, czy jesteśmy pewni, że damy radę zjeść cokolwiek w tych warunkach. Zjedliśmy pieczeń wieprzową z kluskami śląskimi i surówką z kapusty pekińskiej za 30 zł porcja i nawet nam smakowało 🙂 Po dopłynięciu z półgodzinnym opóźnieniem do Kołobrzegu (około 23:00), odebraliśmy samochód i nad ranem dotarliśmy do Torunia.