Chiny – informacje praktyczne

Wróć do: Chiny  

Czas:

W Chinach obowiązuje przez cały rok czas GMT+8 (UTC+8), oznacza to, że nie ma zmiany czasu na zimowy/letni. Wynika z tego, że latem musimy dodać do polskiego czasu sześć godzin, więc gdy w Polsce jest 12:00, to w Chinach jest już 18:00, natomiast zimą jest wtedy 19:00.

Transport:

Samoloty

Z samolotu skorzystaliśmy tylko raz, lecąc z Zhangjiajie do Szanghaju, szybko i wygodnie, choć nie uniknęliśmy spóźnienia z powodu złej pogody nad Szanghajem. Generalnie jest to wygodny i szybki sposób przemieszczania po Chinach, gdyż w pobliżu miejsc turystycznych nie trudno znaleźć jakieś lotnisko. Niestety jest to kosztowny sposób podróżowania, znacznie droższy od kolei, a niewiele szybszy, gdy korzysta się z szybkich pociągów “bullet train”.

Pociągi

Mega wygodny i bardzo szybki sposób na podróżowanie po Chinach. Korzystaliśmy z 12 pociągów i zaledwie jeden miał 15-minutowe opóźnienie! Jechaliśmy różnymi rodzajami i klasami pociągów. Najczęściej, bo aż osiem razy podróżowaliśmy szybkimi pociągami w drugiej klasie (2nd Class Seat). Jest to naprawdę komfortowe rozwiązanie za całkiem rozsądną cenę. Przykładowo koszt przejazdu z Pingyao do Xi’an to 58$ za dwa bilety, wliczając w to wszelkie opłaty rezerwacyjne, czyli 500 km w 2 godziny i 47 minut. Poza tym spróbowaliśmy przejazdu pierwszą klasą w “bullet train”, która kosztuje znacznie więcej, a dodatkowo otrzymujemy wygodniejsze fotele, małą butelkę wody, chińskie przekąski i bonus w postaci pilnowania przez obsługę, żeby wysiąść na właściwej stacji 🙂 Kosztuje to znacznie więcej, ale my nie mieliśmy wyboru (mimo rezerwacji kilka miesięcy przed podróżą, nie było biletów drugiej klasy). Poza tym jeździliśmy też zwykłymi pociągami. Raz wykupiliśmy miejsca w wagonie sypialnym (2+2, czyli Soft Sleeper). Na trasie Pekin (Beijing) – Datong zapłaciliśmy 60$ za podróż 350 km w ciągu 6 godzin i 33 minut. Nieźle zważywszy, że pociąg wcale się nie zatrzymywał i mogliśmy się całkiem dobrze wyspać. Soft Sleeper jest naprawdę godny polecenia. Znacznie gorzej wypada Hard Sleeper, czyli zwykłe kuszetki, całkowicie otwarte, w układzie 3+3. Miejsca na łóżku jest znacznie mniej, często przechodzą ludzie, więc trudno się wyspać, za to jest taniej… Na trasie Datong – Pingyao zapłaciliśmy połowę mniej, czyli 30$ za 380 km w 7 godzin i 21 minut.

Zakup biletów jest możliwy na miejscu, ale z reguły w kasach pozostają nędzne resztki i to tylko na nieliczne pociągi. Dlatego warto kupić bilety z dużym wyprzedzeniem przez Internet, korzystając z pośrednictwa. My skorzystaliśmy z Travel China Guide i jesteśmy bardzo zadowoleni. Rezerwowaliśmy bilety z czteromiesięcznym wyprzedzeniem bez gwarancji ich faktycznego otrzymania. Okazuje się, że nie wcześniej niż 30 dni przed odjazdem danego pociągu wiadomo, czy w ogóle znajdzie się on w rozkładzie i jakie dokładnie miejsca będą dostępne. Na szczęście pośrednictwo cały czas monitorowało stan i proponowało zmianę godziny lub klasy. Oczywiście my też sprawdzaliśmy rzeczywistą dostępność biletów i ze swej strony wysyłaliśmy sugestie do pośrednictwa, które od razu były realizowane. Generalnie sporo zabawy, ale w efekcie mieliśmy 100-procentową skuteczność na miejscu w Chinach 🙂 Wszystkie bilety odebraliśmy na pierwszym dworcu w Pekinie w specjalnej kasie dla obcokrajowców (i tak nie zrozumieliśmy angielskiego kasjerki), co było mega wygodne.

Bullet train – czyli szybki pociąg w Chinach – wagon drugiej klasy

Dworce to oddzielny temat. Z reguły dworce w większych miastach przypominają lotniska. Aby wejść do terminala, trzeba okazać paszport i bilet (zawsze są specjalne przejścia dla obcokrajowców, gdyż Chińczycy skanują tylko swoje dowody osobiste), a potem przejść przez kontrolę bezpieczeństwa (bagaże przechodzą przez rentgen, a turyści przez bramkę i kontrolę osobistą). Potem należy wyszukać swój pociąg na tablicy zapisanej oczywiście “krzaczkami”, na której bywają opisy po angielsku, ale na szczęście zawsze numer pociągu podany jest alfabetem łacińskim i cyframi arabskimi. Później należy domyślić się jak oznaczona jest poczekalnia, gate i peron (na mniejszym dworcu tylko gate i peron), ponownie litery i cyfry są “normalne” i udać się we właściwe miejsce, gdzie również jest wyświetlany numer pociągu wraz z godziną oraz informacją, czy można wchodzić na peron (po angielsku). Po otwarciu bramek (trudno przegapić ten moment, bo wszyscy już dużo prędzej ustawiają się w kolejkach do kołowrotów) przechodzi się na peron, gdzie trzeba namierzyć tabliczkę z oznaczeniem wagonu (na bilecie jest zarówno numer wagonu, jak i miejsce) i ustawić się grzecznie w rządku pasażerów. Odnalezienie właściwej tabliczki na peronie nie jest proste i to zarówno dla obcych, jak i miejscowych, gdyż tabliczek jest wiele i to w różnych kolorach… Wszystko zależy od długości składu oraz kierunku jazdy. Można się domyślić, ale wymaga pewnej wprawy. Nam się to udawało, choć były takie sytuacje, gdy Chińczycy mieli bilety na inne wagony niż my, a stawali obok nas… Na szczęście to my mieliśmy rację, a oni musieli przechodzić na drugi koniec pociągu, gdyż po jego wjechaniu na stację są z reguły zaledwie 2-3 minuty na wejście do wagonu.

Autobusy

Korzystaliśmy wyłącznie z autobusów miejskich i podmiejskich. Bilet kupuje się wprost u kierowcy, uiszczając opłatę do skrzynki z pleksi lub rzadziej u konduktora chodzącego po autobusie i zbierającego opłatę. Bilety nie są drogie, a czasem wręcz śmiesznie tanie (od 1 CNY, czyli 60 gr za przejazd na trasie dworzec w Leshan – Wielki Budda do 12 CNY, czyli 7,20 zł za przejazd do Wielkiego Muru w Badaling). Tu możemy dodać, że w Chinach odległości są tak duże, że mimo znajdowania się w danej miejscowości, to do atrakcji trzeba dojechać z reguły kilkadziesiąt minut i korzystanie z komunikacji lokalnej jest niezbędne. Autobusy są całkiem przyzwoite, w miarę szybkie i wygodne.

Metro

W dużych miastach, czyli prawie we wszystkich miastach, w których byliśmy, funkcjonuje metro. Jest to wygodny i szybki sposób przemieszczania się, gdyż pociągi podjeżdżają co kilka minut. Parę słów o korzystaniu z metra, bo jest odmienne od Europy. Najpierw trzeba kupić bilet w maszynie (wszystkie można przełączyć na język angielski), która prezentuje mapę wszystkich linii metra. Po wybraniu linii, należy wybrać stację docelową na mapce tej linii, ilość biletów, a następnie uiścić opłatę w nominałach podanych na maszynie. Tu może czekać niespodzianka, bo nie wiadomo dlaczego, ale niektóre automaty akceptują tylko monety 1 CNY, a banknoty z tym samym nominałem już nie, czy też nie akceptują nominałów większych niż 10 CNY. Jedno jest pewne, zawsze trzeba mieć drobne, choć niekoniecznie odliczoną kwotę, bo automaty na szczęście wydają resztę. Po zakupie biletów należy przejść do kontroli bezpieczeństwa, przeskanować rentgenem bagaże, w tym podręczne i przejść przez kontrolę osobistą (w przypadku obcokrajowców pobieżną). Dalej wrzucamy bilet do maszyny, która wpuszcza nas na perony. Perony też nie są takie do końca zwykłe, bo wyglądają jak ciąg rozsuwanych drzwi, przy których dokładnie stają wagoniki metra. Drzwi rozsuwają się, a następnie dopiero drzwi metra. W Szanghaju zdarzyło nam się kupić bilet całodobowy, który dostępny był u obsługi nieopodal automatów z biletami (18 CNY za osobę).

Taksówki

Pierwsza ważna informacja to ta, że w Chinach nie można wypożyczyć samodzielnie samochodu, chyba, że ma się chińskie prawo jazdy 🙂 Pozostają taksówki, które nawet na dłuższych trasach nie są aż tak drogie. Czasem trzeba grubo się targować, a czasem pozostaje opłata według wskazań taksometru. Tu nie ma jednej reguły, a jedynie możemy dać kilka przykładów. Wynajęcie taksówki na cały dzień w Datongu na trasie do Wiszącej Świątyni, a następnie do Drewnianej Pagody (7 godzin, 230 km), po długim targowaniu kosztowało 300 CNY plus opłaty parkingowe. Taksi z centrum Pingyao na stację Pingyao Ancient City kosztowało 30 CNY. Przejazd z Dworca Dazu South do centrum Dazu (około 35 km) to 80 CNY według stawki podanej przez kierowcę, a 83 CNY z powrotem, według taksometru (5 CNY za pierwsze 2 km i 1,2 CNY za każde kolejne 0,5 km). W Chongquing było inaczej, bo pierwsze 2 km kosztowało 10 CNY, a potem 1 CNY za 0,5 km, co dało 52 CNY za przejazd z dworca do portu. Nocny przejazd z lotniska Shanghai Pudong to osobna opowieść, którą opisaliśmy tutaj. Ważne, że w wyniku częściowo udanego oszustwa taksówkarza, zapłaciliśmy 140 CNY, choć powinno to kosztować około 80 CNY. Inne przejazdy kosztowały podobnie, generalnie nie jest to aż tak droga forma przemieszczania się, jak choćby w Europie.

Bezpieczeństwo:

Chiny to bardzo bezpieczny kraj. Nawet nocą można chodzić bezpiecznie po miastach, bez strachu o napaść. Największym zagrożeniem są jadące samochody na przejściach dla pieszych i różne pojazdy dwukołowe na chodnikach. Wystarczy mieć się na baczności, aby nie zostać potrąconym. Jest oczywiście szansa bycia oszukanym, ale i tak dużo mniejsza niż w wielu miejscach na świecie. Najgorsi pod tym względem są taksówkarze. W Chinach czuliśmy się na tyle bezpiecznie, że często chodziliśmy cały dzień z aparatem, czy też kamerą na szyi, a saszetkami na wierzchu, a nie pod ubraniem.

Golonka w sosie sojowym, kapusta chińska z grzybami i ryż z warzywami – pyszny obiad w Tongli

Jedzenie:

Szczegółowe informacje co jedliśmy i za ile, są oczywiście w opisie podróży. Tu podamy tylko ogólne informacje. Należy pamiętać, że nie istnieje coś takiego jak kuchnia chińska, bo każdy region tego olbrzymiego kraju ma własne przepisy, przyprawy i smaki. Śniadania w Chinach są kompletnie odmienne od Polski. Do wyboru mamy wszelkiego rodzaju rosołki z makaronem i wieloma innymi dodatkami, w tym pierożkami. Różnego rodzaju pierogi gotowane na parze: zawijane z farszem, w postaci puszystych bułek a’la  pampuchy z nadzieniem lub bez nadzienia. Dostępne są też mało zachęcające swym wyglądem zupki ryżowe z rozgotowaną zawartością. Kilka rodzajów naleśników smarowanych jajkiem z różnymi nadzieniami. Śniadania zależne są oczywiście od rejonu i można natrafić na jeszcze inne dania. Generalnie mieliśmy problem, żeby znaleźć coś co by spełniało nasze śniadaniowe wymagania 🙂 Co innego jeśli chodzi o lunch i obiad. Tu wybór znakomitych dań jest przeogromny. Generalnie króluje mięso i warzywa. Nam przypadły do gustu wszelkiego rodzaju “chińszczyzny”, czyli smażone kawałki mięsa z warzywami, przyprawione przeważnie na ostro, do których serwowano nieodłączny, przepyszny ryż. Oczywiście były też dania na zimno, takie jak plastry peklowanej wołowiny, czy też pokrojona na drobne części kaczka. Nie brakowało też różnych zup, które o tej porze zdecydowanie bardziej nam pasowały. Do wyboru były tez szaszłyki i panierowane w różny sposób kawałki mięsa.

Chiny to kraj przekąsek na patyku. Na patyczkach, które dla nas kojarzą się wyłącznie z szaszłykami, sprzedawano niemal wszystko, od kiełbasek nadziewanych na sztorc, przez smażony boczek, krewetki, owoce, po małe pączki. Spróbowaliśmy też kilkakrotnie słodyczy, które jednak mocno różnią się od europejskich, a przede wszystkim za każdym razem są pełne niespodzianek. Ot przykładowo coś co na oko wyglądało na kudłatego pączka, było owszem pączkiem, ale na ostro. Za to lody są bardzo dobre i nie tak słodkie jak u nas. Z kolei owoce są godne polecenia, choć ich cena jest dość wysoka, nawet w porównaniu do Polski. Szczególnie smakowały nam liczi (bez porównania lepsze od kupowanych wcześniej w Polsce), woskownice (kudłate śliweczki), loquaty (przypominające gładką morelę), mango, durian (mega śmierdzący, ale pyszny), brzydkie pomarańcze (niezwykle pyszne i słodkie hybrydy pomelo i mandarynki), chlebowiec (trochę przypominający ananasa, ale nie tak soczysty), rambutan (podobny w smaku do liczi, ale większy od niego i kolczasty), czy też melon wyglądający jak zwykły ogórek. Mniej smakował nam mangostan (mało i to kwaśnego miąższu), karambola (mało wyrazista i kwaskowa), pitaja (raz trafiliśmy na smoczy owoc bez smaku, za drugim razem było lepiej) oraz kiwano (kwaśny owoc zwany ogórkiem afrykańskim).

W Chinach popularne są dwa rodzaje alkoholu: lekkie piwo od około 2,5 % do 3,5 %, przypominające nasze lagery, ale lżejsze w smaku oraz mocne wódki ryżowe od 40 % do 56 % dla amatorów intensywnych destylatów. Wbrew obiegowym opiniom nie spotkaliśmy dań z psów, kotów, szczurów i jakiegokolwiek robactwa. Jeden, jedyny raz widzieliśmy przekąski z jakichś chrząszczy na patyku, ale ewidentnie była to ciekawostka dla żądnych takich atrakcji “białych ludzi”, a nie normalne jedzenie 😉 Nie skusiliśmy się…

Noclegi:

Jako, że gustujemy w niewielkich klimatycznych oraz często stylowych pensjonatach i hotelach, możemy z czystym sumieniem polecić tego typu obiekty w Chinach. Tańsze noclegi oznaczają z reguły niewielki rozmiar pokoju, co nie oznacza, że brak mu funkcjonalności. Standardem jest dobrze wyposażona łazienka w pokoju wraz z kosmetykami i szczoteczką do zębów oraz klapkami pod prysznic. W wielu pokojach łazienka powstała poprzez oddzielenie szklaną ścianką od pokoju, więc o intymności w toalecie, czy pod prysznicem raczej nie ma mowy 🙂 Wszędzie też zastaliśmy zestaw do parzenia kawy i herbaty. Zaletą kwater w Chinach jest czystość i mega uprzejmość obsługi, ale rzadko możemy liczyć na śniadanie… Generalnie noclegi w Chinach to bardzo dobry stosunek jakości do ceny. Ceny noclegów oscylowały od 57 CNY (34 zł) w Pingyao do 315 CNY (189 zł) w Pekinie za pokój dwuosobowy z łazienką za noc. Zdecydowana większość nocy kosztowała nas w przeliczeniu poniżej 80 zł.

Możemy polecić (określenie hostel rzadko pasuje do rodzaju obiektu):
Pekin – Yue Xuan Courtyard Garden International Youth Hostel
Datong – Green Island Youth Hostel
Pingyao – Pingyao Laochenggen Inn
Xi’an – 7 Sages International Youth Hostel
Chengdu – Rayfont Hotel Apartment Chengdu
Wulingyuan – Destination Youth Hostel
Shanghai – Huifeng Hotel (Pudong Airport)
Suzhou – Mingya Hostel

Ogród Pokornego Zarządcy w Suzhou

Klimat i ubranie: 

Generalnie Chiny w maju to ciepły kraj. Trzeba się jednak przygotować na różne warunki atmosferyczne, choćby dlatego, że przemierza się bardzo duże odległości. Wskazane jest zabranie czegoś przeciwdeszczowego oraz przygotowanie się na temperatury poniżej 20°C. Większość jednak czasu spędziliśmy przy upalnej i słonecznej pogodzie. Wygodne jest to, że w Chinach nie ma żadnych ograniczeń kulturowych co do ubioru i nawet w świątyniach niczym zdrożnym nie jest ubranie krótkich spodenek oraz bluzki bez rękawów.

Ludzie:

Na samym początku po przyjeździe do Chin wydawało nam się, że wszyscy ludzie na ulicach i w metrze są smutni. Rzeczywiście Chińczycy nie uśmiechają się bez powodu. Jadąc metrem są zatopieni w swoich smartfonach i to bez względu na wiek. Jednakże wystarczy drobny uśmiech skierowany w ich stronę, aby odpowiedzieli tym samym. Poza tym Chińczycy są niezwykle mili i to począwszy od obsługi lotniska, kontroli paszportowej, czy też wymiany walut. Do tego mieszkańcy Chin są bardzo gościnni i skorzy do pomocy zagubionemu turyście. Nie zawsze im to wychodzi, bo mentalność każe im pomóc bez względu, czy w rzeczywistości znają odpowiedź na postawione pytanie i czy w ogóle je rozumieją, gdyż zdecydowana większość nie zna ani słowa po angielsku. Część turystów może mieć za złe Chińczykom, że wszędzie się wpychają i nie zważają na innych. Po obserwacji zrozumieliśmy, że wynika to wyłącznie z ilości mieszkańców tego pięknego kraju. Przepychanie jest codziennością, gdyż przy tak licznym społeczeństwie każdy pociąg, każdy autobus, każda kasa jest za mała do potrzeb, więc aby sobie poradzić, trzeba się pchać. Szybko odrobiliśmy tę lekcję i pchaliśmy się razem z nimi 😉 Jedno jest pewne, że wśród mieszkańców Chin czuliśmy się dobrze i nigdy nic złego nas nie spotkało z ich strony.

Przyroda: 

Po pierwsze przyroda nie była dla nas tak egzotyczna jak się spodziewaliśmy. Po drugie Chiny to bardzo zielony kraj z mnóstwem roślinności nawet w dużych aglomeracjach. Po trzecie zdziwił nas niemal całkowity brak zwierząt, w tym także ptaków, nawet tych najzwyklejszych jak wróble, czy gołębie, które są przecież wszędzie. Z oryginalnych widoków zaobserwowaliśmy wszechobecne pola ryżowe, a także rosnące w wielu miejscach bambusy i palmy. Zaskoczyły nas paprocie drzewiaste, które spotkaliśmy po raz pierwszy, a które uważaliśmy za wymarłe… Ze świata zwierząt najważniejsze były pandy i to zarówno wielkie, jaki i rude, które widzieliśmy tylko w niewoli w Chengdu oraz makaki królewskie, czyli rezusy, żyjące na wolności w Wulinyuan.

Waluta i płatności:

Walutą Chin jest yuan (CNY), który dzieli się na 10 jiao, które z kolei dzielą się na 10 fenów. W praktyce w obiegu są tylko yuany i czasami jiao. Z ważnych informacji to ta, że yuany zawsze mają nadrukowanego Mao, a jiao już nie. Do tego banknoty jiao są wyraźnie mniejsze od yuanów. W obiegu jest naprawdę niewiele nominałów (a przynajmniej tylko takie trafiły do naszych rąk): banknoty 1,5,10,20,50 i 100 yuanów oraz 5 jiao, a także monety 1 yuan oraz 1,2,5 jiao. Do Chin zabraliśmy euro i większość wymieniliśmy na lotnisku. Kurs był o dziwo całkiem przyzwoity, więc praktycznie nic nie straciliśmy na tej operacji. Niewielką część wymieniliśmy w banku w Szanghaju i było to również bardzo proste, i po przyzwoitym kursie. Ważna uwaga to ta, że gdyby pozostały nam yuany, które chcielibyśmy z powrotem wymienić na euro, musimy zachować kwit z poprzedniej operacji. Bankomatów w Chinach jest dość dużo, ale wyczytaliśmy, że różnie jest z akceptowaniem kart z Polski, więc nie zaryzykowaliśmy. W Chinach powszechne jest płacenie telefonem poprzez Alipay i niezwykle rzadko widać kogoś płacącego kartą. Trudno powiedzieć jak byłoby z polską kartą, na szczęście gotówka jest cały czas wszędzie w obiegu.

Język:

W Chinach obowiązuje język chiński i to w różnych odmianach. Znajomość angielskiego to nadal rzadkość. Cóż pozostaje, otóż przygotowaliśmy wszelkie możliwe informacje, typu adresy, stacje kolejowe i atrakcje w postaci napisów po chińsku. To dobry pomysł, bo takie wydruki wielokrotnie nam się przydały. Mieliśmy też zdjęcia obiektów, różne mapki z Google Maps oraz zainstalowaliśmy translator w telefonie. Zdjęcia nam się przydały, zwłaszcza, gdy taksówkarz chciał nas wysadzić pod nie tym obiektem co trzeba 🙂 Z kolei mapki służyły do odszukiwania stacji metra. Z wszystkich pomocy najdziwniejsze odczucia mamy co do translatora, gdyż często uparcie tłumaczył chińskie “krzaczki” na kompletny bełkot lub w ogóle ich nie rozpoznawał, choć trzeba przyznać, że parę razy się nam przydał. Nauczyliśmy się też pokazywać na migi chińskie cyfry, co bardzo ułatwiało zakupy. Często targowaliśmy się pokazując ceny na komórce. Porozumiewanie się z Chińczykami nie jest proste, ale dzięki podanym zabiegom, nie mieliśmy w sumie większych problemów, tym bardziej, że Chińczycy zdają sobie z tego sprawę i robią wszystko, żeby dogadać się z turystą 😀

Wróć do: Chiny