Tatry polskie i słowackie 2010

18-25.09.2010 r.

Polskie Tatry

18.09.2010 r.

Widok z Butorowego Wierchu
Widok z Butorowego Wierchu

Zakopane i Gubałówka – Wyjątkowo szybko udało nam się dotrzeć z Torunia do Zakopanego, więc po zakwaterowaniu w okolicach zakopiańskiego PKS-u, nie tracąc czasu, poszliśmy wprost na Krupówki i dalej pod Gubałówkę. Linowo-terenową kolejką wjechaliśmy na szczyt (1126 m n.p.m.), obserwując przez szklany dach pierwsze widoki na góry. Pogoda była świetna, więc z Gubałówki rozciągał się doskonały widok na niemal całe Tatry, a my popijając piwo kontemplowaliśmy panoramę… Idąc grzbietem minęliśmy wyciąg krzesełkowy do Doliny Szymoszkowej (poczwórne krzesełka) doszliśmy aż do Butorowego Wierchu, skąd zjechaliśmy klasycznym dwuosobowym wyciągiem krzesełkowym na dół i wróciliśmy pieszo do centrum. Rozkoszowaliśmy się klimatem Zakopanego: domy góralskie, wozy konne, górale w strojach ludowych i kramy z oscypkami i pamiątkami.

Szlak przez Czerwone Wierchy
Szlak przez Czerwone Wierchy

19.09.2010 r.

Czerwone Wierchy – Następnego dnia z rana pojechaliśmy busem do Doliny Kościeliskiej, a dokładnie do miejsca zwanego Kiry. Stąd wyruszyliśmy zielonym szlakiem w głąb doliny, a po 20 minutach na rozwidleniu skręciliśmy w lewo na czerwony szlak, prowadzący wprost na Czerwone Wierchy.

Szlak przez Czerwone Wierchy
Szlak przez Czerwone Wierchy

Pierwszy odcinek szlaku prowadził dość stromo w górę, potem było bardziej płasko, a my zatrzymywaliśmy się, żeby podziwiać piękne góry wokoło. Im byliśmy wyżej, tym pojawiało się coraz więcej chmur, które przewalały się przez grzbiety. Po dwóch godzinach i dwudziestu minutach dotarliśmy na Chudą Przełączkę (1858 m n.p.m.) skąd pozostał nam dość krótki odcinek na pierwszy z Czerwonych Wierchów, czyli Ciemniak (2096 m n.p.m.). Szliśmy wśród niewielkich połaci świeżego śniegu, obserwując stoki przybierające pomału czerwoną, jesienną barwę, od której pochodzi nazwa całego grzbietu.

Bałwan na szlaku, w tle Kopa Kondracka
Bałwan na szlaku, w tle Kopa Kondracka

Pogoda była bardzo zmienna, momentami świeciło słońce, a po chwili ogarniała nas totalna mgła, czy raczej chmura. W pewnym momencie zobaczyliśmy stado kozic górskich, które trzymały się jednak w dużej odległości od turystów. Na Krzesanicy 2122 m n.p.m. przysiedliśmy, aby zjeść kanapki z oscypkiem. Pycha 🙂 Częściowo po śniegu weszliśmy na Małołączniaka (2096 m n.p.m.) obserwując widoki po polskiej i słowackiej stronie Tatr, a stąd przeszliśmy na Kopę Kondracką (2005 m n.p.m.). Schodząc na Kondracką Przełęcz spotkaliśmy prawdziwego bałwana, który dziwnie wyglądał zważywszy na to, że mieliśmy dopiero połowę września… Do Zakopanego wróciliśmy żółtym szlakiem przez Dolinę Małej Łąki, przy czym zejście do Doliny wiodło wśród kosodrzewiny bardzo stromo w dół. Cały szlak zajął nam 7,5 godziny.

20.09.2010 r.

Dolina Pięciu Stawów
Dolina Pięciu Stawów

Dolina Pięciu Stawów i Zawrat – Następny dzień był chłodniejszy, ale za to bardzo słoneczny. Zaczęliśmy  w Palenicy Białczańskiej, do której dojechaliśmy oczywiście busem. Najpierw szliśmy asfaltową droga do Wodogrzmotów Mickiewicza, gdzie skręciliśmy w zielony szlak, wiodący lasem przez Dolinę Roztoki do wodospadu Siklawa i dalej do Doliny Pięciu Stawów. Ponad drzewami wyłaniały nam się widoki na skaliste poszarpane grzbiety górskie Wołoszynów. Nieco dalej doszliśmy do największego wodospadu w Polsce, czyli Siklawy, gdzie szlak prowadzi po litej skale. Po minięciu Siklawy znaleźliśmy się we wspaniałej Dolinie Pięciu Stawów otoczonej dookoła wysokimi, skalistymi szczytami, a dokładnie nad Wielkim Stawem.

Wejście na przełęcz Zawrat od Doliny Pięciu Stawów
Wejście na przełęcz Zawrat od Doliny Pięciu Stawów

Już kawałek dalej, idąc niebieskim szlakiem na przełęcz Zawrat mogliśmy zobaczyć cztery z pięciu stawów: Przedni, Mały, Wielki i Czarny oraz schronisko. Cóż za wspaniałe widoki, z jednej strony Szpiglasowy Wierch, z drugiej Orla Perć, a w dole stawy. Aby dostać się na przełęcz Zawrat musieliśmy iść po głębokim śniegu, który zalegał na szlaku. Przy okazji widzieliśmy najwyżej położony ze stawów, czyli Zadni. Po drodze wyprzedził nas siedemdziesięciolatek, który niczym kozica pomknął na przełęcz… No niezła kondycja w tym wieku… Pozazdrościć 🙂 Gdy weszliśmy na Zawrat niespodziewanie był w tym momencie całkowicie spowity chmurą. Na przełęczy spotkaliśmy zakonnicę oraz grupę ludzi, którzy właśnie zeszli ze Świnicy i opowiadali, że gdyby nie owa zakonnica, to pewnie nie zdecydowaliby się na przejście tak oblodzonym szlakiem.

Czarny Staw Gąsienicowy w drodze z Zawratu
Czarny Staw Gąsienicowy w drodze z Zawratu

Nam pozostało zejście do Doliny Gąsienicowej, przy czym po bodaj najcięższych łańcuchach w całych Tatrach. Dodając sobie animuszu, żartowaliśmy z innymi turystami. Mimo, że lubimy samotne wędrówki, cieszyliśmy się, że nie jesteśmy sami, bo czekało nas niezwykle trudne zejście, zwłaszcza, że znaczna jego część pokryta była zlodzonym śniegiem. Przy odrobinie samozaparcia i wzajemnej pomocy, przeszliśmy łańcuchy. Potem musieliśmy zejść stromo po śniegu co skończyło się niekontrolowanym i bardzo niebezpiecznym zjazdem kilkanaście metrów w dół… Na szczęście nic się nie stało… Doszedłszy do Zmarzłego Stawu, mieliśmy świetny widok na Czarny Staw Gąsienicowy oraz całą Dolinę Gąsienicową. Wracaliśmy wzdłuż Stawu Gąsienicowego o pięknej zielonej barwie, koło schroniska Murowaniec na Hali Gąsienicowej, aż do Kuźnic, skąd busem, po około dziewięciogodzinnym szlaku, dotarliśmy na naszą kwaterę.

Polana Chochołowska
Polana Chochołowska

21.09.2010 r.

Trzydniowiański Wierch – Aby wejść na Trzydniowiański Wierch trzeba rozpocząć wędrówkę od Doliny Chochołowskiej, do której dotarliśmy oczywiście busem.

Na Trzydniowiańskim Wierchu
Na Trzydniowiańskim Wierchu

Pogoda była piękna, na Siwej Polanie pasły się krowy, a w bacówkach górale przygotowywali oscypki. Kolejne widoki na górskie szczyty mieliśmy z Polany Huciska, a najlepiej było je widać z Polany Chochołowskiej, wokół której wznoszą się główne szczyty Tatr Zachodnich, które mieniły się barwami jesieni. Nie doszedłszy do schroniska, skręciliśmy w połączony szlak żółty-papieski i czerwony, które prowadzą w kierunku Trzydniowiańskiego Wierchu, będącego celem naszej wędrówki.  Szliśmy przez Wyżnią Jarząbczą Polanę, z której rozciągały się piękne widoki dookoła.

Zejście z Trzydniowiańskiego Wierchu do Doliny Chochołowskiej
Zejście z Trzydniowiańskiego Wierchu do Doliny Chochołowskiej

Szlak papieski skończył się przy kamieniu z tablicą pamiątkową, a my dalej czerwonym szlakiem zaczęliśmy wspinać się na szczyt. Przy tej okazji nasunęła nam się refleksja, że nie mają racji ci, którzy uważają, że liczą się tylko Tatry Wysokie, gdyż Zachodnie oferują nie mniej atrakcyjne widoki, a jesienią w szczególności prezentują się malowniczo. Końcowe podejście na szczyt nie było zbyt proste, gdyż ścieżka wiodła stromo pod górę po osypującym się zboczu. Mimo to wdrapaliśmy się na 1.758 m n.p.m., dzięki czemu obejrzeliśmy spektakularną panoramę polskich Tatr Zachodnich. Zejście okazało się również męczące, gdyż szlak prowadził po korzeniach kosodrzewin rosnących po obu stronach.

Słowackie Tatry

22.09.2010 r.

Jaskinia Bielańska na Słowacji
Jaskinia Bielańska na Słowacji

Jaskinia Bielańska (Belianska jaskyňa) – Następnego dnia przenieśliśmy się na Słowację, a wizytę rozpoczęliśmy od Jaskini Bielańskiej, którą zwiedza się z przewodnikiem. Największym atutem groty są różne formy naciekowe, jeziorka z krystaliczną wodą oraz duże komory. Przechodziliśmy koło efektownych nacieków tworzących skalne wodospady, oczek wodnych, z których wystają okazałe stalagmity, licznych mniejszych stalaktytów oraz mieliśmy okazję trzykrotnie posłuchać muzyki i przekonać się o doskonałej akustyce tego miejsca. Im szliśmy dalej, tym nacieków było coraz więcej, a przewodniczka podawała nam ich nazwy, takie jak: biała wieża w Pizie, Madonna, skóra krokodyla, las kaktusów, język plotkarki, czy też siedzący Janosik. Najbardziej zdobną częścią Jaskini Bielańskiej jest tzw. galeria, czyli korytarz z dużą ilością okazałych nacieków.

Tatrzańska Łomnica (Tatranská Lomnica) – Zaplanowaliśmy wjazd na Łomnicę kolejką linową z miejscowości Tatrzańska Łomnica, jednakże tego dnia były tak gęste chmury, że uznaliśmy wjazd za bezsensowny, gdyż i tak nie byłoby żadnych widoków… Pospacerowaliśmy po parku, sprawdziliśmy rozkład Tatrzańskich Kolei Elektrycznych (Tatranské elektrické železnice), gdyż w kolejnych dniach mieliśmy zamiar w taki sposób przemieszczać się i pojechaliśmy do pensjonatu Villa Krejza, w którym zarezerwowaliśmy bardzo ładny i wygodny pokój tuż przy stacji kolejki w Hornym Smokovcu. Potem przeszliśmy się do Starego Smokovca, a po drodze zjedliśmy doskonały obiad w lokalu o swojsko brzmiącej nazwie Poľská krčma popijając piwem Černá hora.

23.09.2010 r.

Štrbské Pleso na Słowacji
Štrbské Pleso na Słowacji

Štrbské Pleso – z samego rana poszliśmy do Starego Smokovca, żeby pojechać kolejką elektryczną przypominającą duży tramwaj do Štrbskiego Plesa. Jeziorko jest otoczone świerkowym lasem, a po jego drugiej stronie na tle gór widoczna jest skocznia narciarska. Czerwonym szlakiem wyruszyliśmy w góry mając na celu zdobycie Rysów lub raczej z powodu śniegu, dojście tak wysoko jak uznamy to za bezpieczne. Szliśmy początkowo przez las, a co jakiś czas otwierały się nam widoki na skaliste, poszarpane góry. Szlak wiódł wzdłuż Żabiego Potoku, wśród kosodrzewiny, a po drodze mijaliśmy niewielkie wodospady.

Żabie Stawy w drodze na Rysy od strony słowackiej
Żabie Stawy w drodze na Rysy od strony słowackiej

Im byliśmy wyżej, tym roślinność stawała się coraz uboższa, a my doszliśmy w końcu nad dwa Żabie Stawy (1919 m n.p.m.) otoczone szarymi skałami porośniętymi żółtymi porostami. Nieco wyżej czekały nas łańcuchy, ale wyjątkowo łatwe. Końcowy odcinek do Schroniska pod Rysami (2250 m n.p.m.) wiódł przez głęboki śnieg, a schronisko było właśnie w przebudowie. Nie zdecydowaliśmy się iść dalej, gdyż kolejne odcinki szlaku na Rysy prowadziły po oblodzonym śniegu, który widać było gołym okiem. Wracając skręciliśmy nad Popradskie pleso (1494 m n.p.m.), które jest malowniczym górskim jeziorem ze schroniskiem na brzegu.

Po długim i męczącym szlaku zasłużyliśmy na porządny obiad, który zjedliśmy w Starym Smokovcu w Penzión Koliba, gdzie zjedliśmy przepyszną zupę czosnkową z serem oraz równie doskonałe pierogi z bryndzą, polane skwarkami ze słoniny. Pycha!!!

24.09.2010 r.

Dolina Pięciu Stawów Spiskich
Dolina Pięciu Stawów Spiskich

Dolina Pięciu Stawów Spiskich – Tego dnia szlak zaczęliśmy w Starym Smokovcu, gdyż zaplanowaliśmy dojście do Doliny Pięciu Stawów Spiskich. Pierwszy odcinek na Hriebienok (1295 m n.p.m.) można pokonać kolejką terenowo-linową lub tak jak my to zrobiliśmy, czyli pieszo, zielonym szlakiem. Od górnej stacji kolejki poszliśmy czerwonym szlakiem, mijając po drodze efektowny wodospad. Gdy wyszliśmy na otwartą przestrzeń, w pewnym momencie, z dużej odległości zobaczyliśmy schronisko Téryho chata, jednakże mieliśmy jeszcze godzinę i 45 minut do celu. Od tego momentu szlak prowadził zakosami po rumowisku skalnym, aż pod samo schronisko, w którym wypiliśmy herbatę i zjedliśmy nasze kanapki. Stawy i ich otoczenie są bardzo malownicze, a my wszedłszy nieco wyżej mogliśmy podziwiać wszystkie Pięć Stawów Spiskich (2015 m n.p.m.). W drodze powrotnej postanowiliśmy zobaczyć kolejne wodospady. Skręciliśmy więc na niebieski szlak, a z niego na zielony, dzięki czemu szliśmy wzdłuż ciągu kaskad w malowniczym lesie.

Dolina Pięciu Stawów Spiskich
Dolina Pięciu Stawów Spiskich

Po zejściu ze szlaku udaliśmy się na obiad ponownie do Penziónu Koliba, w którym zamówiliśmy tym razem danie – Jánošíkova ihla, czyli ogromny szaszłyk, a przygrywała nam cygańska kapela. Dzięki efektownemu koncertowi łatwiej znieśliśmy bardzo długi czas oczekiwania na posiłek, z którym kucharz ewidentnie miał jakiś kłopot. No cóż bywa, a jedzenie było tak wyborne, że warto było poczekać. Jako zadośćuczynienie dostaliśmy po kieliszku pysznej śliwowicy 🙂

25.09.2010 r.

Tatralandia – Ostatni dzień postanowiliśmy spędzić na odpoczynku w aquaparku Tatralandia w miejscowości Liptovský Mikuláš. Wykupiliśmy bilety całodzienne i w pełni je wykorzystaliśmy mocząc się przez niemal sześć godzin w basenach termalnych, zjeżdżając dziewięcioma rurami i pływając w odkrytym basenie z widokiem na Niżne Tatry. Wspaniała atrakcja.