Informacje prAKTYCZNE – USA
Informacje prAKTYCZNE – KAnada
INFORMACJE PRAKTYCZNE – USA
Czas:
Stany Zjednoczone Ameryki Północnej mają aż sześć stref czasowych. My byliśmy w trzech z nich:
- Nowy York to strefa UTC-5, czyli gdy w Polsce jest 12:00 to w Nowym Jorku jest 6:00.
- Park Narodowy Yellowstone to strefa UTC-7, czyli gdy w Polsce jest 12:00 to w Yellowstone jest 4:00.
- Zachodnie Wybrzeże aż po Nevadę to strefa UTC-8, czyli gdy w Polsce jest 12:00 to w na zachodzie USA jest 3:00.
Zaznaczyć trzeba, że USA używa czasu letniego i zimowego, ale zmienia go w nieco innym czasie niż Polska, więc trzeba to zawsze zweryfikować.
Podróżowanie po USA:
USA to naprawdę wielki kraj, więc podróżowanie po nim to długie godziny w samochodzie lub przeloty samolotami, przy czym nawet latanie nie jest aż tak szybkie, bo niejednokrotnie wymaga przesiadek.
W Parku Narodowym Yellowstone i na Zachodnim Wybrzeżu wypożyczyliśmy samochód i to było bardzo dobre rozwiązanie, tym bardziej, że ceny, jak na amerykańskie standardy, są całkiem znośne:
- na lotnisku w Bozeman (niedaleko Parku Yellowstone) – około 120$ (mało wypożyczalni i mały wybór samochodów), przy wynajmie dużego pickupa GMC Sierra na 4 doby;
- na lotnisku w San Francisco ze zdaniem na lotnisku w Los Angeles – około 66$ za dobę, przy wynajmie Nissana Altima na 8 dób.
Standard dróg jest wysoki, szczególnie jeśli chodzi o autostrady. Węzły komunikacyjne bardzo skomplikowane z wieloma estakadami, dużą ilością pasów (naliczyliśmy nawet 10) i dużym natężeniem ruchu, a oznaczenia nie zawsze były dla nas czytelne. Trzeba bardzo uważać, żeby nie znaleźć się na pasie, którym jedzie się kompletnie w inną stronę. W miastach trzeba uważać na pasy przeznaczone dla samochodów o minimalnej ilości pasażerów (2 lub 3 osoby). Znaki drogowe w USA są skąpe i często opisowe, szczególnie znaki poziome. Co ważne, w każdym stanie są nieco inne przepisy drogowe i warto sprawdzić, co i gdzie obowiązuje.
W Stanach Zjednoczonych korzystaliśmy z przelotów na dwóch trasach plus przelecieliśmy z Toronto w Kanadzie do Nowego Yorku:
- przelot z Toronto do Nowego Yorku to krótki lot. Wybraliśmy przylot na lotnisko LaGuardia, skąd bardzo łatwo dostać się komunikacją miejską do centrum;
- przelot z lotniska LaGuardia w Nowym Jorku do Bozeman, miasta 140 km od najbliższej bramy Parku Yellowstone, z przesiadką w Minneapolis (tylko 50 minut na lotnisku);
- przelot z Bozeman do San Francisco z przesiadką w Salt Lake City (ponad 5 godzin na lotnisku).
Samoloty raczej punktualne, aczkolwiek pomiędzy zakupem biletów a lotem dokonano nam kilku zmian godzin. Korzystaliśmy z linii American Airlines oraz Delta Air Lines. Obie oferowały wysoki standard. Co ważne, bilety nie zawierają opłat za bagaż, który trzeba opłacić podczas odprawy online.
W dwóch miastach korzystaliśmy z komunikacji miejskiej:
- w Nowym Jorku kursuje bardzo skomplikowane i do tego dość słabo oznaczone metro. Kolej podziemna jest brudna, mało punktualna i nie jeździ zbyt często w porównaniu do wielu innych miejsc na świecie. Dodać trzeba, że najłatwiej korzystać z ładowanych kart przedpłaconych, które można kupić i od razu załadować w wielu automatach na stacjach;
- w San Francisco korzystaliśmy ze słynnych, zabytkowych tramwajów, na które można i warto kupić bilety całodzienne w maszynach na niektórych przystankach. Tramwaje dowożą do najważniejszych miejsc w centrum miasta.
W miastach dostępne są taksówki UBER, tylko trzeba uważać na to, że nie dojeżdżają do każdego miejsca, gdyż mają wyznaczone miejsca odbioru klientów. Doświadczyliśmy tego, zarówno w Nowym Jorku, jak i w Las Vegas . Co ciekawe, żółta, nowojorska taksówka, „złapana” na ulicy, nie kosztowała nic więcej niż Uber. Nie potrzebowaliśmy jechać autonomicznymi taksówkami Waymo w San Francisco i Los Angeles, aczkolwiek stanowią charakterystyczny element miejskiego krajobrazu.
Noclegi:
Pierwsze co należy napisać o noclegach w Stanach Zjednoczonych, to to, że są drogie – od niecałych 45$ do ponad 190$ za noc. Nocowaliśmy w bardzo różnych obiektach: małe i duże hotele, motele, kwatera prywatna typu bad&breakfast, a nawet apartament. Obiekty były różnej klasy, od bardzo dobrego do słabego. Cena zupełnie nie odzwierciedla standardu. Najtrudniej znaleźć coś rozsądnego w okolicach parków narodowych, a znacznie lepiej jest w miastach. Tylko dwa obiekty miały wliczone w cenę śniadanie. Za to niemal wszędzie standardem była całodobowa, darmowa kawa oraz kawa i czajnik w pokoju.

Jedzenie:
Jedzenie w USA nie należy do wykwintnych i jest raczej monotonne. Trzeba się trochę postarać, by jeść różnorodnie. Oczywiście królują burgery, panierowane skrzydełka, hot-dogi, a do wszystkiego, łącznie ze śniadaniem serwowane są frytki lub placki z tartych, gotowanych ziemniaków. Bardzo mało serwuje się tu warzyw i niewiele jest też owoców. Na śniadanie podaje się naleśniki zwane pancakes oraz różne omlety. Jedne i drugie są naprawdę smaczne.
W wielu miejscach dostępna jest kuchnia meksykańska, włoska i azjatycka. Z kolei koronne danie stek, to nieczęsta pozycja w menu. Obiady kosztowały nas od 15$ od osoby w sieciówce w Nowym Jorku do 37$ w restauracji przy bramie Parku Narodowego Sekwoi. Jako obiad liczymy danie główne i napój, najczęściej piwo oraz podatek, który nie jest uwzględniony w menu i jest doliczany na koniec. Średnio cena obiadu dla dwóch osób to 60$.
Przy tej okazji musimy dodać dwa spostrzeżenia. Pierwsze, dotyczy słodyczy, które nie są już tak słodkie jak w opowieściach ludzi, którzy wcześniej odwiedzili USA. Drugie, dotyczy wielkości porcji, które okazały się zupełnie normalne, a jedynie czasem zbyt duże jak dla Europejczyków. Co do napojów to prócz różnorodnych piw, popularne są fontanny, czyli dystrybutory najróżniejszych, słodkich, gazowanych napojów. Z lokalnych alkoholi jest tu dużo różnych win, burbony i co nas zaskoczyło, rozmaite brandy.
Nasze posiłki opisaliśmy szczegółowo wraz z cenami w głównym tekście o podróży do USA i Kanady.
Klimat i ubranie:
Nasz wyjazd był na przełomie sierpnia i września. Mimo, że było to późne lato, część miejsc, takich jak Yellowstone, Yosemite i Sequoia, ze względu na położenie w górach, było dość zimne, szczególnie z rana i popołudniu. W praktyce ubieraliśmy się na „cebulkę” i stopniowo rozbieraliśmy się na „krótki rękaw”. Chłodno było też w San Francisco z uwagi na specyficzny klimat, szczególnie podczas rejsu na Wyspę Alcatraz.
Znacznie cieplej było w Los Angeles, ale z rana też nie był to upał. Prawdziwe upały to Dolina Śmierci, Wielki Kanion Kolorado i Las Vegas. Generalnie trzeba mieć ze sobą wiele letnich ubrań, ale nie można zapomnieć o paru rzeczach cieplejszych. Co ciekawe, przez cały pobyt w USA nie było deszczu.
Przyroda:
Przyroda nieożywiona w Parkach Narodowych, które odwiedziliśmy (Yellowstone, Yosemite, Sequoia, Dolina Śmierci i Wielki Kanion Kolorado) jest bogata, różnorodna i daje mnóstwo wrażeń. Najróżniejsze góry, skały, gejzery, rzeki, jeziora, wąwozy i wodospady. Trudno o taką rozmaitość w wielu innych krajach.
Z kolei przyroda ożywiona to w szczególności wielkie sekwoje (mamutowce olbrzymie) w Parku Narodowym Yosemite i Parku Narodowym Sekwoi oraz zwierzęta w Parku Narodowym Yellowstone. Mieliśmy okazję zobaczyć niezliczone ilości bizonów, a także wilka, jelenie i różne ptaki. Żyją tam również niedźwiedzie, ale nie udało nam się ich namierzyć. Wszędzie spotkać można wiewiórki różnych gatunków, w tym znane nam z kreskówek wiewiórki ziemne. Osobną kwestię stanowi rachityczna, skąpa roślinność w Death Valley i w okolicach Wielkiego Kanionu Kolorado, gdzie zachwyciły nas drzewiaste jukki krótkolistne, zwane Joshua Tree (drzewa Jozuego). Nad Oceanem Spokojnym nie brakuje też palm.

Ludzie:
W Europie często na obywateli Stanów Zjednoczonych mówimy Amerykanie, ale jest to pojęcie, które nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Nacje, które zamieszkują USA czują swoją odrębność kulturową, słabo się nawzajem asymilują, mówią językami narodowymi, kultywują narodową kuchnię i tworzą dość zamknięte społeczności.
Jeśli chodzi o relacje międzyludzkie, to musimy przyznać, że wszyscy byli mili, uczynni, otwarci i chętnie rozpoczynali krótkie rozmowy. Dzięki temu w USA czuliśmy się naprawdę dobrze.
Waluta i płatności:
Walutą Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej jest dolar amerykański. Niemalże wszędzie można płacić kartą, choć Amerykanie lubią gotówkę i chętnie przyjmują płatności w tej właśnie formie.
Ceny W SKLEPACH:
Oto przykładowe ceny w sklepach:
- chleb z mąki pełnoziarnistej 680g – 4,19$
- salami pepperoni 198g – 6,19$
- ser cheddar (bacon + horse raddish) 215 g – 7,19$
- ser cheddar – 184 g – 5,19$
- pomidorki koktajlowe 203g – 2,39$
- papryka konserwowa 473g – 6,39$
- masło paprykowe 128g – 4,29$
- woda 6 x 0,5l – 3,79$
- woda mineralna 1l – 0,95$ oraz 1,67$
- Fireball Cinnamon Whisky 0,85l, 33% – 17,50$
- mielonka SPAM 340g – 4$
- sok truskawka/kiwi 100% 1,89l – 4$
- 8 bułek a’la hamburger – 1,5$ oraz 1,98$
- Paul Mason Brandy 0,7 l – 7,99$
- napój arbuzowy 1,53l – 3,49$
- paczka ciastek figowych – 4,99$
Ceny paliwa (zależne od podatków w danym stanie, gallon = 3,79l):
- w okolicach Parku Yellowstone – 3,639$/gallon (Montana)
- przed wjazdem do Parku Narodowego Yosemite – 5,59$/gallon (Kalifornia)
- przed Las Vegas 3,399$/gallon (Nevada)
Język:
Zasadniczo w Stanach Zjednoczonych wszyscy mówią po angielsku, aczkolwiek z racji, że jest to wielki tygiel kulturowy, można tu usłyszeć języki z całego świata. Baliśmy się, że Amerykanie będą dla nas niezrozumiali, jednakże w praktyce okazało się, że nie było żadnego problemu z porozumiewaniem się.
INFORMACJE PRAKTYCZNE – Kanada
Czas:
Kanada podobnie jak USA ma sześć stref czasowych. My byliśmy tylko w jednej:
- Toronto to strefa UTC-5, czyli gdy w Polsce jest 12:00 to w Toronto jest 6:00.
Zaznaczyć trzeba, że Kanada używa czasu letniego i zimowego, ale zmienia go w nieco innym czasie niż Polska, więc trzeba to zawsze zweryfikować.
Podróżowanie W KANADZIE:
Najlepszym transportem z lotniska w Toronto jest UP Person Express, czyli kolejka, która dowozi do centrum i wielu stacji metra. W samym mieście najłatwiej poruszać się metrem (tanie bilety jednorazowe). Można korzystać z Ubera, który jest niedrogi. Na Toronto Islands kursują małe promy, które dopływają do trzech różnych przystani.
Korzystaliśmy także z autobusów do Niagara Falls. Wybór firm oraz godzin odjazdu jest duży, ale liczyć się trzeba ze spóźnieniami z powodu korków. W Toronto w zasadzie wszystkie autobusy ruszają z dużego dworca autobusowego przy stacji metra Union. Z kolei w Niagara Falls są dwa dworce, na dwóch różnych końcach miasta. Do samych wodospadów można dostać się komunikacją miejską. Z Toronto do Niagara Falls i dalej aż do Nowego Jorku kursują pociągi, ale jest ich niewiele i są wolniejsze od autobusów.
Noclegi:
W Toronto korzystaliśmy z apartamentu w cichej części dzielnicy Bloor West Village. Apartament był przestronny, choć nadszarpnięty zębem czasu, a jego cena była nieco niższa niż większość noclegów w Stanach Zjednoczonych (140 CAD za noc).

Jedzenie:
Nie mieliśmy okazji zbyt dużo jeść w Kanadzie. Zjedliśmy trzy obiady. Skrzydełka panierowane w wersji Toronto były o niebo smaczniejsze od amerykańskich, podobnie jak hot-dog zjedzony w Niagara Falls. W Kanadzie, a dokładnie na szczycie CN Tower w Toronto, zjedliśmy obiad z deserem, najbardziej ekskluzywny i zarazem najsmaczniejszy na całym wyjeździe. Jeśli chodzi o wędliny, sery i chleb, to ich smaki były niemalże identyczne z polskimi.
Nasze posiłki opisaliśmy szczegółowo wraz z cenami w głównym tekście o podróży do USA i Kanady.
Klimat i ubranie:
W końcówce sierpnia w Toronto było ciepło, ale zaskoczył nas deszcz, który trwał większość dnia. Na szczęście nie była to ulewa, ale kurtki przeciwdeszczowe bardzo się nam przydały. Z kolei następnego dnia w Niagara Falls było znacznie chłodniej i przydały się nam długie spodnie i bluzy, a nawet chwilowo kurtki.
Ludzie:
Mieszkańcy Toronto wydają się być dobrze zasymilowani. Różne nacje nie tworzą odrębnych społeczności. Na ulicy i w metrze widać osoby o różnej karnacji i urodzie, które ze sobą rozmawiają i są w zażyłych relacjach. Zaobserwowaliśmy, że grupki osób tej samej nacji, rozmawiają ze sobą po angielsku, a nie we własnym języku narodowym.
Atmosfera na ulicach jest bardzo przyjazna. Ludzie są uprzejmi, pomocni, otwarci i wyluzowani, co dało się odczuć już w samolocie linii Air Canada.

Waluta i płatności:
Walutą Kanady jest dolar kanadyjski (CAD), którego wartość jest nieco niższa od dolara amerykańskiego. Będąc trzy dni w Kanadzie obyliśmy się całkowicie bez gotówki, bo karty są w powszechnym użyciu.
Ceny W SKLEPACH:
Oto przykładowe ceny w sklepach:
- woda mineralna gazowana Sanpellegrino 1l – 2,26 CAD
- woda mineralna arbuzowa 1 l – 1,13 CAD
- masło solone 250g – 6,50 CAD
- paczka kumkwatów 400g – 6.99 CAD
- chleb czosnkowy 525g – 4,50 CAD
- ser Monterey Jack Jalapeño 225g – 5,99 CAD
- oliwki kalamata 212g 5,00 CAD
- wędlina – corned beef w plastrach 175g 3,50 CAD
- salami 150g – 7,50 CAD
- liver sousage (wątrobianka) 250g – 4,50 CAD
- Crown Royal Peach Whisky 750ml 35% – 34,95CAD
Język:
Kanada ma dwa języki urzędowe – angielski i francuski. Będąc w Toronto i okolicach słyszeliśmy wyłącznie angielski i był to angielski bardzo dobrze dla nas zrozumiały.