30.04.2025 – 04.05.2025
Skrócony plan podróży
Informacje praktyczne
OPIS PODRÓŻY
30.04.2025 r.
Do Oslo mieliśmy wieczorny lot z Gdańska liniami Norwegian o 22:00 (lot nr DY1055). Na miejscu byliśmy około 23:30, a na lotnisku Gardermoen czekała na nas gratisowa taksówka do hotelu Scandic Vulkan, gdzie zarezerwowaliśmy wygodny pokój z dużą łazienką.

01.05.2025 r.
Oslo – Z rana poszliśmy na śniadanie, które zaskoczyło nas obfitością produktów. Musieliśmy spróbować większości smakołyków, a i to przekraczało możliwości naszych żołądków ;-) Szczególnie zachwycił nas karmelowy ser Brunost, fantastyczne, wędzone łososie, pasty rybne i podawany na ciepło pasztet. Najedzeni ponad miarę, mogliśmy ruszyć na zwiedzanie Oslo.

Do centrum mieliśmy stosunkowo blisko, więc wyruszyliśmy pieszo ulicami miasta. Po niedługim czasie usłyszeliśmy dźwięki orkiestry. Szybko namierzyliśmy kilkudziesięcioosobową grupę muzyków ubranych po marynarsku, w biało-czarne mundury, grających wesołe melodie. Orkiestra dęta kroczyła ulicami norweskiej stolicy budząc mieszkańców i przygotowując się do pierwszomajowej parady. W wesołej atmosferze dotarliśmy do przystani na wprost Ratusza.

Główną atrakcją poranka był rejs po Oslofjorden o 10:30 (650 NOK od osoby). Wybraliśmy wycieczkę Silent Oslo Fjord Cruise, która ma dodatkowy atut w postaci bardzo cichego, elektrycznego statku. Mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc rozejrzeliśmy się po nabrzeżu. Ratusz to nowoczesny, masywny, ceglany budynek z dwiema wieżami, który niezbyt podoba się mieszkańcom Oslo, a na nas nie wywarł negatywnego wrażenia.

Przeszliśmy promenadą Stranden z licznymi lokalami, gdzie zacumowane są promy pływające po Oslofjorden, służące jako środek komunikacji. Od razu rzuciło nam się też w oczy upodobanie mieszkańców do rzeźb. Brązowe figury stoją w wodzie, między stolikami restauracji oraz oczywiście na samym deptaku. Na wodzie, oprócz statków, stały pływające sauny. Ot lokalna ciekawostka.

Udaliśmy się na statek, by popłynąć w sielankowy rejs po fiordzie. Niezwykłe wrażenie robią malutkie, skaliste wysepki, na których ulokowano charakterystyczne, skandynawskie, różnokolorowe, drewniane domy, zamieszkałe przez zamożnych Norwegów. Minęliśmy także urokliwą starą latarnię morską, a dziś modny dom weselny, przypominający z daleka, niewielki kościółek na wodzie.

Dookoła Oslofjorden widać było góry, a na całym wybrzeżu ulokowano domy, zarówno tradycyjne, jak i nowoczesne. Nad samą wodą stały niewielkie domki, które początkowo uznaliśmy za służące do przechowywania łodzi, a w rzeczywistości są to prywatne sauny z wyjściem wprost do wody. Elektryczny stateczek dociera do niewielkiej wysepki z białym domkiem, która wydaje się idyllicznym miejscem do życia i rzeczywiście widać było rodzinę krzątającą się po terenie. Jest jeden mały haczyk, to była wiosna i całkiem ładna pogoda…

Statek wraca drugą stroną Oslofjorden, gdzie wzdłuż wzdłuż wybrzeża było jeszcze więcej saun. W oddali widać było panoramę Oslo z zamkiem-twierdzą Akershus i skoczną narciarską Holmenkollbakken. Dopływając do miasta, przepłynęliśmy przy futurystycznych budynkach Muzeum Muncha oraz Opery. Podczas rejsu delektowaliśmy się kawą na pokładzie (39 NOK), podziwiając przepiękne widoki.

Następnie udaliśmy się do Twierdzy Akerhus, na terenie której stoi XIV-wieczny zamek o tej samej nazwie. Z racji wiosny, mijaliśmy pięknie kwitnące drzewa oraz liczne poletka tulipanów. Zamek był zamknięty z powodu święta, aczkolwiek jego największym atutem jest kamienna architektura i bastiony wychodzące wprost na fiord. Cały teren jest bardzo zadbany i stanowi miejsce spacerowe dla mieszkańców.

Doszliśmy jeszcze do neogotyckiej siedziby Sił Zbrojnych Norwegii, a potem zawróciliśmy w kierunku Ratusza i dalej na nabrzeże, gdzie zaplanowaliśmy obiad. Siedząc przy stoliku w Jarmann Gastropub zamówiliśmy Fisch&Chips, czyli w tym wypadku rybę w tempurze z frytkami w przyprawach, remoladą i purre z groszku, a do tego piwo (dwie porcje i dwa piwa – 546 NOK). Ciekawostką jest to, że zamówienie złożyliśmy online, korzystając z aplikacji dostępnej przez kod QR umieszczony na stoliku. Zastanawialiśmy się czy ktoś przyniesie jedzenie do stolika, czy dostaniemy tylko powiadomienie na telefon. Po niedługim czasie kelner przyniósł piwo, a potem resztę. Posiłek był nadspodziewanie smaczny, a do tego, jak na norweskie realia, całkiem niedrogi.

Ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie miasta. Wśród licznych budynków zaciekawił nas Parlament, intyeresujący neoromański gmach z początku XIX w. i luterańska katedra z XVII w. Spacer po Oslo utrudniał kolorowy, pierwszomajowy korowód, w którym grały orkiestry, a ludzie manifestowali swoje najróżniejsze przekonania. Spod katedry przeszliśmy główną ulicą Oslo, czyli Karl Johans gate. Podczas spaceru zatrzymaliśmy się przy okazałym gmachu Wydziału Prawa Uniwersytetu w Oslo, a kawałek dalej w małym parku Studenterlunden przy fontannie przypominającej dmuchawca.

Ulicę wieńczy Pałac Królewski (Det kongelige slott), przed którym znajduje się rozległy plac z pomnikiem konnym króla Karola III Jana. Sam pałac pochodzi z pierwszej połowy XIX w. i jest oficjalną rezydencją norweskiej monarchii. Za pałacem znajduje się rozległy park, który jest ogólnodostępny, aczkolwiek, co ciekawe, nie wolno się w nim opalać.

Ruszyliśmy w kierunku Parku Vigelanda (Vigelandsparken). Po drodze mijaliśmy monumentalne rezydencje i kamienice otoczone zielenią. Generalnie zabudowa Oslo jest bardzo zróżnicowana, od nowoczesnej, przez stylizowaną na zabytki, po zabytkową. Architektura nie jest jednolita, ale budynki i ich otoczenie jest zadbane, co w całości sprawia całkiem przyjemne wrażenie.

Park Vigelanda to można powiedzieć – galeria rzeźb na świeżym powietrzu. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od kawy i słodkiej przekąski – lime pie (tort cytrynowy) (2 kawy i dwa kawałki tortu – 256 NOK). Potem weszliśmy na niesamowity most z niezliczoną ilością figur całkowicie nagich ludzi w dziwacznych pozach. Postacie są masywne, wykonane z brązu, który pokryty jest zieloną patyną, a sceny mimo nagości, nie są w żaden sposób wulgarne.

Za mostem znajduje się ogromna fontanna z kolejnymi rzeźbami, tym razem w grupach umieszczonych wśród pni i konarów drzew lub dużych krzewów. Fontanna w centralnej części posiada największą grupę rzeźb trzymającą wielką misę nad swoimi głowami. Kulminacją parku jest tzw. monument, czyli kamienna kolumna z wyrazistymi płaskorzeźbami 121 nagich osób, postawiona na schodkowym postumencie, na którym stoją kolejne grupy granitowych postaci.

Ogólnie w Parku Vigelanda stoi aż 200 rzeźb, na które składa się niemalże 600 figur. Całość powstawała od 1907 r. do końca lat 40-tych XX w. Projekt był tak dokładnie przygotowany przez Gustava Vigelanda, że dokończyć go można było nawet po śmierci artysty. Co ciekawe, wszystkie rzeźby, choć projektu Vigelanda, wykonywane były przez zatrudnionych przez niego rzemieślników – kamieniarzy, kowali i odlewników.

Teraz czekał nas długi, bo ponad 3-kilometrowy spacer do Gamle Aker kirke, czyli najstarszego zabytku Oslo. Niewielki, romański kościółek został zbudowany około 1100 roku i nadal jest czynną świątynią. Wnętrze jest niewielkie, ale bardzo monumentalne. Masywne kolumny podtrzymują równie potężne łuki, na których opiera się drewniany strop. Kościół jest niemalże pozbawiony ozdób, z wyjątkiem kolorowej ambony.

Za kościółkiem rozpoczyna się krótka, acz malownicza uliczka Telthusbakken z kolorowymi, drewnianymi domkami z XVIII i XIX w. Budyneczki otoczone były wiosennie ukwieconymi drzewami i krzewami. Stąd tylko kilka minut dzieliło nas od hotelu.

02.05.2025 r.
Po śniadaniu poszliśmy do wypożyczalni samochodów, gdzie odebraliśmy Toyotę Yaris na kolejne trzy dni. Dzięki temu mieliśmy możliwość zwiedzić okolice Oslo.
Fredrikstad – Tego dnia udaliśmy się na południe od stolicy, wzdłuż wschodniego wybrzeża Oslofjordu. Naszym celem był Fredrikstad, miasto założone w XVI w., przez ówczesnego władcę – króla Fredrika II. Co ciekawe, nawigację trzeba ustawić na Gamlebyen, czyli Stare Miasto, które jest oddalone od współczesnego centrum.

Starówka Fredrikstad to w zasadzie jedna, wielka, silnie ufortyfikowana twierdza. Taka obronna konstrukcja wynikała z konieczności obrony przed Szwedami, którzy pustoszyli okolice. Przy okazji trzeba nadmienić, że Gamlebyen w Fredrikstad uznawane jest za pierwsze renesansowe miasto w Norwegii. Dziś jest to perełka architektoniczna, która o mało nie została zrównana z ziemią, gdy miasto straciło militarny charakter.

Zaparkowaliśmy na dużym parkingu przed zjazdem do Gamlebyen (darmowe parkowanie do 3h), skąd mieliśmy dobre 200 m do mostu zwodzonego, prowadzącego do bramy miejskiej. Most przerzucony nad fosą, wygląda na nadal czynny, a do tego tu zaczyna się miejska gra terenowa, pozwalająca na poznanie historii miasta.

Miasto wygląda na niemal niezmienione od kilku stuleci. Kolorowe, parterowe lub jednopiętrowe domy ulokowane są wzdłuż kilku ulic. Spacer nimi to czysta przyjemność. W całym mieście zachował się bruk, co tym bardziej pozwala przenieść się myślami w czasy historyczne. Główną uliczką Torvagten doszliśmy na brzeg rzeki wpadającej do pobliskiego Oslofjordu. Widać stąd współczesne Fredrikstad oraz bastion na małej wyspie.

Poszliśmy w kierunku Bastionu nr 5. Tuż przed nim stoi długi budynek, do którego prowadzą dwie rampy z wielkimi wrotami wprost do arsenału, a naprzeciw ramp ustawiono armaty skierowane na rzekę. Stąd jest tylko parę kroków do siedziby komendanta tutejszej jednostki wojskowej. Sam bastion to kolejne miejsce, w którym stoją armaty wycelowane przeciwko wrogom Norwegii.

Kolejnym zabytkiem, do którego dotarliśmy był biały Kościół Wschodni Fredrikstad z XVIII w. stojący na trawiastym placu. Wróciliśmy pomiędzy uliczki i na główny plac, a potem krążyliśmy uliczkami, by w końcu usiąść na kawę w Rade Bakeri. Tutejszy tort czekoladowy i ciasto marchewkowe wspaniale smakowały siedząc przy stoliku na zabytkowej uliczce (2 kawy i 2 duże kawałki ciasta – 253 NOK).

Wyspy Hvaler – Z Fredrikstad ruszyliśmy wprost na niewielki archipelag Hvaler, składający się z wysepek zwanych szkierami. Są to skaliste wysepki ukształtowane, a w zasadzie wygładzone przez lodowiec. Jadąc przez kolejne szkiery zatrzymywaliśmy się w najciekawszych miejscach. Weszliśmy w głąb wysepki Spjærøy by przejść się po skałach naprzeciwko miejscowości Sand, wśród ciekawej roślinności i pooglądać wysepkę z bliska. Ciekawostką jest, że każdy mieszkaniec wysp posiada jacht, a drugą, że wiele z domków jest oddalonych od drogi i prowadzą do nich wąskie ścieżki, po których towary, czy tez bagaże przewożone są taczkami.

Nieco dalej tunelem pod dnem fiordu przejechaliśmy na wyspę Kirkeøy, gdzie zatrzymaliśmy się przy ciekawym bardzo starym, kamiennym kościele z XI w. z małą apsydą. Wokół kościoła, na wystrzyżonym trawniku, stoją stare nagrobki, które dodają charakteru temu miejscu. Biała fasada i kamienne tablice wyglądają niezwykle w świetle słońca.

Wyspa Kirkeøy jest ostatnia dostępna bez konieczności przeprawy promowej. Zatrzymaliśmy się na parkingu przy przystani (84 NOK za 1,5 h), by w tym malowniczym miejscu zjeść obiad. W Losen Restaurant&Bar wybraliśmy bardzo „morskie” danie, czyli niebieskie muszle w sosie śmietanowo-rybnym z frytkami i sosem ailloli oraz bezalkoholowym piwem (cały obiad dla dwóch osob – 638 NOK).

Wracając zatrzymaliśmy się w jeszcze jednym widokowym miejscu na wysepce Løperholmen. Stąd widać było na raz kilka przystani jachtowych oraz mnóstwo małych domkach na wypłaszczonych skałach.

03.05.2025 r.
Solbergfossen – Na kolejny dzień zaplanowaliśmy dwa wodospady. Rozpoczęliśmy od trekkingu do Wodospadu Solbergfossen. Dojechaliśmy do miejscowości Tronstad na zachód od Oslo, gdzie w pobliży jakiejś małej fabryki zostawiliśmy samochód i ruszyliśmy zamkniętą z powodu remontu szosą do nieoznakowanego szlaku turystycznego. Na ostrym zakręcie znajdowała się leśna ścieżka prowadzącą do wodospadu.

Dotarliśmy do miejsca, w którym widać Solbergfossen w całej krasie, a potem weszliśmy wyżej, az do poziomu, z którego wodospad spada w dół i gdzie można stanąć tuż nad jego krawędzią. Wygładzona skała nie budzi zaufania, jednakże wbrew pozorom nie jest śliska i bezpiecznie można podejść praktycznie na sam brzeg.

Haugfossen – Przejechaliśmy do Wodospadu Haugfossen. Zostawiliśmy samochód na dużym parkingu przy Muzeum i poszliśmy na górę skąd powinien spadać efektowny wodospad. Ku naszemu zdziwieniu, wody było „jak na lekarstwo” i trudno było dopatrzeć się wąskich strużek wody będących jedyną pozostałością wielkich kaskad. Jak się okazuje, ilość wody spadająca z progu skalnego jest sztucznie sterowana, a znaczna część wody jest odbierana rurą do pobliskiej elektrowni.

Ze zdjęć w Internecie wiemy, że miejsce to powinno być imponujące, a niestety było zupełnie inaczej. Jadąc w kierunku Drammen, zatrzymaliśmy się przy malutkim, ale za to efektowniejszej kaskadzie Kongfoss w miejscowości Åmot.

Spiralen (Drammen) – W mieście Drammen znajduje się niezwykła atrakcja – Spiralen, będąca spiralnym tunelem wydrążonym w skale i prowadzącym na górę. Tunel ma 1650 m i składa się z sześciu pełnych okręgów, z których każdy jest o 22 m wyżej od poprzedniego. Łącznie Spiralen pozwala na wjazd 180 m ponad miast Drammen.

Tunel rozświetlony jest kolorowymi światłami, w wielu miejscach widać na ścianach ślady trolli, a mniej więcej w połowie, widać całą grupkę tych skrzatów. Po wjeździe zatrzymaliśmy się na dużym parkingu i poszliśmy na punkt widokowy, z którego rozpościera się wspaniała panorama na miasto i dolinę rzeki Drammenselva.

W Spiralen cafe og restaurant zjedliśmy obiad. Tym razem dla odmiany zdecydowaliśmy się na cheesburgera z porchettą, do którego podano frytki i surówkę z kiszonej, czerwonej kapusty (2 porcje plus cola 0,5 l – 608 NOK). W restauracji trwała jakaś zabawa, być może urodziny lub jakaś rocznica. Jedno jest pewne, że uczestnicy świetnie się bawili :-)

Bærums Verk – W Bærums Verk zaparkowaliśmy (parking darmowy) przy historycznym centrum wsi położonym w dolinie rzeki Lomma na terenie dawnej odlewni żelaza. Niewielkie drewniane domki w kolorze kremowym i bordowo-brązowym to obecnie sklepiki, warsztaty i restauracje. Zajrzeliśmy do kilku z nich tuż przed zamknięciem.

W warsztacie szklarskim przyglądaliśmy się jak powstają szklane figurki norweskich trolli. Weszliśmy do sklepiku z różnymi specjałami oraz do sklepu z tkaninami, ubraniami i różnymi sprzętami domowymi. Na terenie wioski stoi wiele metalowych rzeź, które świadczą o tradycjach odlewniczych wioski.

04.05.2025 r.
Rezerwat Mørkgonga – Większą część ostatniego dnia postanowiliśmy poświęcić na trekking w Rezerwacie Mørkonga powyżej jeziora Steinsfjorden, ośmiokilometrowej odnogi znacznie większego jeziora Tyrifjorden. Zatrzymaliśmy się na małym parkingu między miejscowościami Sundvollen i Bergeløkka, skąd niebieskim szlakiem wyruszyliśmy w kierunku szczytu Girihaugen. Naszym celem były malownicze widoki na jeziora, dwa górskie jeziorka i niezwykła rozpadlina skalna.

Idąc w górę, co jakiś czas mieliśmy doskonałe widoki na Steinsfjorden i Tyrifjorden. W końcu doszliśmy nad malowniczy staw – Skardtjernet, skąd poszliśmy wyżej. Dotarliśmy do szczeliny Mørkgonga, która sama w sobie jest efektowna, ale prócz niej można tu zobaczyć rozległy widok na okolicę z wysokiego urwiska.

Idąc dalej doszliśmy do stawu Migartjern u podnóża góry Girihaugen. Jeziorko jest malownicze, położone w lesie, pośród niewysokich gór. Zrezygnowaliśmy z wejścia na szczyt, gdyż szlak był błotnisty i bardzo stromy, a my mieliśmy w planach jeszcze obiad i inne atrakcje. Wróciliśmy na parking ta sama drogą. Całość zajęła nam około 4 godziny, podczas których pokonaliśmy około 10 km.

Kongens utsikt – W miejscowości Sundvollen odbija droga do miejsca zwanego Kongens utsikt, która jest płatna 40 NOK za samochód. Z punktu widokowego rozciąga się wspaniała panorama okolicy, znacznie rozleglejsza niż oferował szlak w Rezerwacie Mørkonga.

W drodze powrotnej z Kongens utsikt, zatrzymaliśmy się na imieninowy obiad Moniki w Sundvollen Hotel. Wybraliśmy luksusowe danie – polędwicę z dorsza w sosie śmietanowym z buraczkami konserwowymi i opiekanymi ziemniaczkami (499 NOK za porcję), do której zamówiliśmy piwo bezalkoholowe (69 NOK za butelkę 0,33l).

Oslo – Ostatnim celem była skocznia narciarska Holmenkollbakken w dzielnicy Holmenkollen na obrzeżach Oslo. Dzisiejszy obiekt jest bardzo nowoczesny i powstał w 2008 r. w miejscu starej skoczni, na której Adam Małysz, aż pięciokrotnie był na najwyższym stopniu podium Pucharu Świata. Duża skocznia nie mieści się na wzgórzu, więc jej rozbieg został wyniesiony ponad wzgórze i góruje nad okolicą. Dzień mimo, e słoneczny, był dość chłodny. Odczuliśmy to szczególnie pod skocznią, gdzie wiał bardzo silny wiatr i było naprawdę zimno.

Pozostał nam przejazd na lotnisko, z którego mieliśmy wylot do Polski o 20:30 (lot nr DY1056, linie Norvegian). Zdaliśmy samochód i polecieliśmy do Gdańska. Na miejscu byliśmy już o 21:55 i pozostał nam tylko powrót do domu.